Zatwardziałość i oświecenie

Spirytyzm

J. J. von Meyer — przekład artykułu z „Magikonu” (1846), s. 250–255

Artykuł jest polemiką z osobami wyśmiewającymi opowieści o zjawiskach duchowych, a zarazem omówieniem książki Christiane Käpplinger z Weinsbergu. Autor przedstawia ją jako dawną somnambuliczkę i osobę obdarzoną religijnym natchnieniem. Poniżej zachowuję jego stanowisko jako część historycznego tekstu.

Przekład

Gdy człowiek na różne sposoby stara się skierować zaślepione umysły na drogę prawdy, a w zamian spotykają go tylko pogarda i drwiny, czyż nie powinno to smucić życzliwego serca? Nie z powodu samej pogardy i drwin, lecz z powodu ślepoty tych, którzy drwią.

Bóg w naszych czasach i w niedawnej przeszłości usiłował na wiele sposobów, przez pobożnych nauczycieli, przebudzić ludzi i przyciągnąć ich do siebie. Natrafił jednak na wielki opór wynikający z obojętności i zatwardziałości wielu z nich. Dlatego zechciał teraz dopuścić do nas błyski niezwykłej mądrości, aby to, czego nie zdołało dokonać proste słowo oparte na pismach objawienia, dokonało się za sprawą uderzających faktów.

Ten łaskawy zamysł rzeczywiście nieraz przyniósł błogosławione owoce. Od świata widzialnego i cielesnego, w którym byliśmy pogrążeni, pozwolił nam stopniowo wznieść się ku temu, co nadzmysłowe. Odkryto magnetyzm zwierzęcy; potwierdzany, jak sądzono, przez uzdrawiające przesilenia, doprowadził on wkrótce do spirytualizmu. Ten zaś, przemawiając ustami osób znajdujących się w stanie zachwycenia, potwierdzał biblijne objawienie w całej jego treści i pozyskał dla Bożej prawdy niejeden dotąd nieczuły umysł.

Szerszy świat wyśmiał jednak także ten środek przebudzenia, podobnie jak czynił to już wobec cudu pierwszej chrześcijańskiej Pięćdziesiątnicy. Mówiono o egzaltacji, pogoni za cudami, obskurantyzmie i tak dalej. Do dziś przemądrzałość stroi chłodne żarty z wysiłków tych, którzy mają do zaoferowania coś lepszego niż rozkosze ciała, bezsilne moralizatorstwo i jałowe roztrząsania rozumu.

Niedawno we Frankfurter Conversationsblatt (nr 325 z 25 listopada 1843 roku) ukazał się artykuł zatytułowany „Pożytek z opowieści o duchach”. Podano w nim, że Walter Scott chętnie opowiadał historie o ukazywaniu się duchów i uważał wiarę w nie za pożyteczną. Miał kiedyś powiedzieć inżynierowi Morrisonowi:

„Nie jest rzeczą roztropną — i może mieć złe następstwa — usuwać przekonanie, które tak ściśle łączy nas z tamtym światem. Kto wierzy w duchy, nie może nigdy wątpić w nieśmiertelność duszy”.

Autor artykułu dodał do tego:

„Z pewnością nie. A zatem wierzmy we wszystkie opowieści snute przy przędzeniu przez Eschenmichela i Kernbeißera”.

Samo w sobie — któż odmówiłby autorowi przyjemności płynącej z tych dwojga dzieci jego fantazji, Eschenmichela i Kernbeißera? Gratulujemy mu ojcostwa, obawiamy się jednak, że ta para bliźniąt nie zapewni mu trwałej radości.

Nie pozwolimy mu odwieść nas od opowiadania historii snutych przy przędzeniu. Świadczą one nie tylko o nieśmiertelności duszy, lecz także wskazują, jak uniknąć nieszczęśliwego losu po śmierci, a jeśli już do niego dojdzie — jak, z pomocą miłosiernego Boga, go odmienić. Są wśród tych historii takie, które dla zbawienia duszy mają znacznie większą wartość niż całe tomy pustej albo zajmującej się rozbijaniem włosa na czworo filozofii rozumu. I podobnie jak dobrzy lekarze uczą się czasem skutecznych sposobów leczenia od skromnych praktyków, tak nie wszystko, co opowiadają stare kobiety, jest z tego powodu godne pogardy lub uznania za niedorzeczność.

Zobaczmy też z drugiej strony, jak łaska Boża nawiedza ludzi prostych i jakim światłem objawia się w duszach pokornych dla wspólnego dobra.

Ukazała się książka — bez historii o duchach — zatytułowana: Opisy istoty Boga, natury ludzkiej i religii chrześcijańskiej. Poświęcone wszystkim przyjaciołom naszych czasów o chrześcijańskim usposobieniu. Jej autorką jest Christiane Käpplinger, córka mieszczanina z Weinsbergu. Dwa tomy, razem 24 arkusze wydawnicze w formacie oktawo. Heilbronn, Classische Buchhandlung, 1843.

Autorka, urodzona w czerwcu 1803 roku w Weinsbergu, należała do somnambuliczek, których leczenia magnetycznego podjął się w 1822 roku doktor Kerner. Ich przypadki szczegółowo opisał w książce Historia dwóch somnambuliczek. Stan ten dawno już minął. Ze swojego „widzenia we śnie” wyniosła jednak do życia na jawie otwarte rozumienie spraw wyższych. Jej szczerze pobożne usposobienie uczyniło ją zdolną do oświecenia, jakie rzadko się spotyka.

Nie ulega wątpliwości, że zapoznała się z pismami Jakuba Böhmego. Mimo to pozostaje oryginalna i zależna jedynie od Ducha Bożego, którego namaszczenie otrzymała obficie. Istnieje przecież obietnica, że Duch Święty zostanie wylany również na tych, którzy zewnętrznie znaczą najmniej — na sługi i służebnice. Wolno nam zatem cieszyć się, że czas ten naprawdę nadchodzi, i prosić Boga, abyśmy także otrzymali udział w tym darze (por. 1 Kor 14,1).

Christiane Käpplinger nie należy więc do zwykłych kobiet, którym apostoł zabrania nauczać. Należy do prorokiń, których przykłady znajdujemy w Piśmie Świętym, jak cztery córki Filipa Ewangelisty (Dz 21,9). Chociaż tytuł ten niewątpliwie jej przysługuje, nie oddali jej od pokory, o której świadczy całe jej dzieło i dzięki której może zachować swój dar. Znawca przedmiotu nie zdoła jednak odmówić jej tego wielkiego charyzmatu ani odłożyć książki przed doczytaniem jej do końca. Zawiera ona tyle treści czystych, głębokich i zgodnych z Pismem.

Znajdują się tu ziarna, z których mogłyby wyrosnąć najbardziej budujące kazania, oraz myśli filozoficzne, jakich sam przyrodzony rozum nie potrafi utkać.

Przypis autora: Księgarnia Classische Buchhandlung zapowiada tę książkę w publicznych czasopismach słowami: „Nowe, bardzo pouczające pismo jasnowidzącej z Weinsbergu”. Już wzbudziło to przekonanie, jakoby była to nowa praca Jasnowidzącej z Prevorst, co nie jest prawdą.

Przytoczmy początek dzieła Käpplinger, który stanowi zasadę porządkującą lub podstawę całej książki:

„Istota Boga objawia się w trzech zasadach. Pierwsza zasada składa się z wielkich, niewysłowienie wielkich, świętych i majestatycznych sił oraz właściwości, które mają w sobie samych swój niemający początku, ognisty prapoczątek. Ich wszechmocy i zasięgu nie sposób jednak opisać. — W tej zasadzie bierze początek wola Boża.

Druga zasada jest łagodnym wypływem pierwszej: światłem i miłością. Stanowi jej serce i nadaje owym majestatycznym siłom — które same w sobie mogłyby budzić w ludzkim duchu lęk — najszlachetniejsze złagodzenie i harmonię. — W tej zasadzie wola Boża przybiera określoną postać.

Trzecia zasada jest objawieniem dwóch pierwszych, w ich mądrości lub według niej, oraz — w sensie duchowym — ukazaniem się w pewnym centrum Trójcy Świętej w jej doskonałości. — W tej zasadzie wola Boża ujawnia się na zewnątrz”.

We wstępie poprzedzającym książkę Käpplinger opowiada także o swoim życiu oraz o powstawaniu dzieła, które ukończyła po sześciu latach. Pisze między innymi:

„Kiedy w tamtym czasie nie rozumiałam wielu obcych słów, które zapisywałam, i martwiłam się lub obawiałam, czy pasują do zdań, w których występują, ojciec uśmiechał się na widok mojego niepokoju i mówił: »Pisz tylko tak, jak przychodzi; wszystko jest właściwe. Bóg posługuje się tu niewykształconym dzieckiem jako swoim narzędziem«”.

Ojciec miał rację. Wskazał tym samym, czym jest prawdziwe prorokowanie pod wpływem siły wyższej: sam prorokujący często początkowo nie rozumie znaczenia swoich słów. Dlatego Hebrajczycy wyrażają je za pomocą strony biernej czasownika.

Kto spodziewałby się w książce wyłącznie teoretycznych rozważań, przekona się, że jest ona raczej niezwykle praktyczna i głęboko poruszająca. Szczególnie budujące są rozdziały o chrzcie i Wieczerzy Pańskiej. Druga część ma przede wszystkim charakter apokaliptyczny, lecz w swych opisach pozostaje napominająca i wolna od niejasności.

Autorka wypowiada też piękną i prawdziwą myśl. Na stronie 246 pierwszego tomu pisze:

„W kręgu światła nawet ludzie najbardziej niewykształceni i niedojrzali mogą otrzymać większą wiedzę o Bogu i sprawach Bożych, niż można zdobyć w szkołach wyższych mimo całej pracy i trudu”.

Następnie podaje przyczyny tego stanu rzeczy. Lecz przykłady — znane każdemu, kto chce je poznać, od czasów apostołów począwszy — a także przykład samej autorki wystarczająco przemawiają za prawdziwością tych słów.

Gdyby uczeni teologowie, nie tracąc potrzebnej im wiedzy, zechcieli najpierw stać się dziećmi i uznać swoją małość — co, jak zauważył już Johann Arndt, jest bardzo trudne — sami odczuliby tego skutki. Naczynia wypełnione sobą nie mogą przyjąć tego, co musi zostać w nie wlane z góry, jeśli ma mieć naturę światła. Oni jednak nie chcą tego uczynić. Bez końca wydobywają z siebie własną mądrość i nazywają marzycielem człowieka ubogiego duchem, który prosi o Ducha Świętego, choć został on przecież obiecany wszystkim.

Jest tylko jedna rzecz, której żałujemy w związku z tym niewielkim, a przecież tak ważnym dziełem, polecanym z przekonaniem zarówno uczonym, jak i niewykształconym: autorka miała do dyspozycji jedynie dawny przekład Biblii Lutra, tak często niedokładny.

I tak na stronie 73 czytamy fragment Mt 28,1 w osobliwym brzmieniu: „Wieczorem zaś szabatu, gdy świtał poranek pierwszego dnia tygodnia”. Według poprawionego przekładu powinno to brzmieć: „Gdy tydzień dobiegł końca i miał rozpocząć się pierwszy dzień tygodnia”.

Podobnie na stronie 92, przy opisie zesłania Ducha Świętego, czytamy: „Widziano na nich rozdzielone języki, jak gdyby były ogniste, a on spoczął na każdym z nich”. Daje to całkowicie błędny obraz. Powinno być: „Ukazały im się jakby rozdzielone języki ognia i spoczęły na każdym z nich”.

Niemniej brak wykształcenia literackiego jest kolejnym dowodem samodzielności prorokini. Nazywamy ją tak ponownie, ponieważ mówi o sprawach Bożych w świetle otrzymanym od Boga, pozostając przy tym w zgodzie z Biblią. Oby jej książka przyniosła wiele błogosławieństwa i radości. Oby też zachowała i pomnażała bogactwo swego poznania w ziemskim naczyniu, aż tam, po drugiej stronie, objawi się ono w pełnej wspaniałości.

J. J. von Meyer

Nota redakcyjna i źródłowa

Tytuł w dostarczonej transkrypcji ma postać „Versivckung nnd Erleuchtung”. W skanie odczytałem „Verstockung und Erleuchtung” — stąd polskie „Zatwardziałość i oświecenie”. Sprawdziłem także w skanie nazwisko Christiane Käpplinger, podpis J. J. v. Meyer i zakres stron 250–255.

Artykuł należy czytać jako świadectwo poglądów religijnych autora oraz zainteresowania magnetyzmem i somnambulizmem w XIX wieku. Przytoczone przez niego oceny zjawisk, osoby Käpplinger i przekładów biblijnych pozostają jego ocenami. W cytowanych fragmentach książki zachowałem sens, wygładzając polszczyznę; przy przygotowaniu edycji naukowej warto zestawić je także z egzemplarzem książki z 1843 roku.