Sny zapowiadające przyszłość

Sny

Poniższy tekst obejmuje dziesięć relacji z „Magikonu” z 1846 roku. Przekład zachowuje kolejność opowieści i sposób, w jaki ich autorzy łączą sny z późniejszymi wydarzeniami. Przesłana transkrypcja zawiera liczne błędy odczytu dawnego druku; miejsca, w których ma to znaczenie dla tekstu, objaśniam pod przekładem.

1. Podróż do pięknego kraju

Moja teściowa leżała chora. Opiekowała się nią jej siostra, której mąż zmarł rok wcześniej.

Pewnej nocy śniło mi się, że stoję nad morzem i spoglądam na jego bezkresną, wzburzoną powierzchnię. Na skraju horyzontu dostrzegłem statek. Zbliżał się, a ja zauważyłem na pokładzie białą postać. Kiedy statek przybił do brzegu, postać zeszła na ląd i ruszyła ku mnie. Rozpoznałem w niej zmarłego męża siostry mojej teściowej.

Był otulony długim białym płaszczem, a na piersi nosił czerwony krzyż maltański. Opowiedział mi, że powraca z dalekiej podróży, z przepięknego kraju. Dowiedział się tam o chorobie swojej szwagierki i przybył, aby zabrać ją do miejsca, w którym sam mieszka. Zapewniał, że zostanie tam uleczona ze wszystkich cierpień.

Taki był mój sen. Niedługo później teściowa rzeczywiście odeszła do owego „lepszego kraju”. Jej siostra zajęła zaś jej miejsce na tym świecie: rok po śmierci teściowej poślubiła mojego teścia.

2. Uroczyste powitanie duchownego

Otrzymaliśmy wiadomość, że duchowny S., bardzo ceniony przyjaciel naszej rodziny, przebył ciężką chorobę i można już z ufnością oczekiwać jego pełnego wyzdrowienia. Długo martwiliśmy się o jego zdrowie, toteż wiadomość bardzo mnie ucieszyła. Następnej nocy miałem jednak taki sen:

Szedłem do kościoła, w którym S. zwykle wygłaszał kazania. Zastałem go ozdobionego wieńcami i tak wypełnionego odświętnie ubranymi ludźmi, że nie mogłem dotrzeć na swoje zwykłe miejsce. Gdy spytałem o powód uroczystości, powiedziano mi, że S. ma po raz pierwszy od czasu choroby znów wygłosić kazanie i dlatego przygotowano mu tak uroczyste powitanie.

Z wielkim trudem przecisnąłem się naprzód i stanąłem naprzeciw ołtarza. Pokrywały go kwiaty; szczególnie zapamiętałem dwa wspaniałe wazony z czerwonymi daliami. Przed ołtarzem ustawiono dla S. fotel przybrany wieńcami.

Nagle rozległy się okrzyki radości, a tłum popchnął mnie jeszcze dalej, niemal niosąc mnie ze sobą. S. wyszedł z zakrystii blady jak zmarły. Powoli kierował się ku ołtarzowi. W chwili, gdy miał zasiąść na przygotowanym dla niego honorowym miejscu, otoczyło go mnóstwo błękitnawych, zwiewnych postaci, zasłaniając go przed oczami zebranych. Rozpoznałem wśród nich kilka zmarłych osób, zwłaszcza pewną niezwykłą młodą dziewczynę, którą S. konfirmował na łożu śmierci.

Zjawy spłynęły z góry i roztoczyły wokół siebie taki chłód, że wszyscy cofnęli się przerażeni. Nigdy w życiu nie odczułem podobnego, przejmującego zimna. Obudziłem się, wciąż drżąc.

W rzeczywistości wkrótce po moim śnie S. ponownie zachorował. Przed śmiercią doczekał jednak zaszczytu wyniesienia do godności prałata. Dwa dni przed jego zgonem delegacja wręczyła mu złoty krzyż prałacki wraz z łańcuchem.

3. Spotkanie dwóch przyjaciółek

Śniło mi się kiedyś, że przed dom zajechał piękny powóz podróżny. Wysiadła z niego urocza, pełna życia i bardzo elegancko ubrana dama. Weszła do mojego pokoju, a ja rozpoznałem w niej zmarłą przed laty przyjaciółkę mojej matki, kobietę z wyższych sfer.

Wtedy pojawiła się również moja matka – ku mojemu wielkiemu zdumieniu młoda i ubrana równie pięknie jak przybyła dama. Przez długi czas przyglądałem się radości, wręcz zachwytowi, z jakim obie kobiety się powitały.

Po przebudzeniu sen stał mi przed oczami niezwykle jasno. Jednocześnie przeczuwałem, że może zwiastować coś złego dla mojej dobrej matki. Tak też się stało: niedługo potem zapadła na ciężką chorobę, z której już nie wyzdrowiała.

4. Sen o głębokiej wodzie

Jak wielkie znaczenie zapowiadające mają dla niektórych osób sny o wodzie – szczególnie dla autora tej relacji, który pisał już o tym w jednym z wcześniejszych zeszytów czasopisma – musiał on niedawno przekonać się ponownie, ku swemu wielkiemu zmartwieniu.

Śniło mu się, że wraz z pewną damą wpadł do głębokiej wody i oboje w niej pływali. Następnego dnia napisał do niej, że sen bardzo go niepokoi: jego zdaniem mógł zapowiadać przykrości lub jakieś nieszczęście związane z tą kobietą.

Wówczas nic nie wskazywało na możliwość takiego zdarzenia. Jednak kilka dni później, niczym grom z jasnego nieba, spadło na śniącego wielkie nieszczęście spowodowane przez ową damę, w które również ona sama została uwikłana. Znaczenie snu – jak stwierdza autor – spełniło się aż nadto.

5. Czarny ptak

Pewna osoba powiedziała mi, że ilekroć ma ją spotkać nieszczęście albo kiedy nastąpi choroba bądź śmierć kogoś bliskiego, na kilka nocy wcześniej ukazuje jej się we śnie czarny ptak podobny do kruka. Wie wtedy, że wkrótce wydarzy się coś smutnego.

Takie sny zapowiadające przyszłość pojawiają się częściej podczas snu nad ranem niż około północy, a niekiedy nawet podczas drzemki w biały dzień.

6. Liczba siedem

Pani N. z Heilbronnu poczuła się źle w nocy 1 marca. Śniła wówczas o wielkiej cyfrze 7, którą nieustannie widziała przed oczami i której nie mogła się pozbyć. Widziała ją nawet rano, gdy już całkowicie się obudziła i nie miała gorączki.

Powtarzała: „Wciąż mam przed oczami wielką siódemkę. Nieważne, czy zamknę oczy, czy pozostawię je otwarte, czy pomyślę o tym, czy o czymś innym – ona ciągle tam jest i budzi we mnie lęk”.

Jej stan się pogorszył, a cyfra nadal nie znikała. 7 marca o godzinie siódmej rano zmarła.

7. Karawan i wóz strażacki

Pan M., poczmistrz z W., opowiada następujący sen:

„Moja matka przez wiele lat cierpiała na puchlinę wodną. Sto jeden razy odprowadzano z jej ciała płyn. Do ostatnich chwil zachowywała jednak pogodę ducha. Przebywałem wówczas w Karlsruhe i nikt nie pisał mi, że może wkrótce umrzeć. Nie spodziewano się tego, ponieważ w kolejnym zabiegu wciąż pokładano nadzieję.

Pewnej nocy śniło mi się, że wyglądam z okna pokoju, w którym mieszkałem, na ulicę Karlsruhe. Przejeżdżał nią karawan. Nie przypominał jednak karawanów używanych w Karlsruhe, lecz wyglądał dokładnie tak, jak te używane w moim rodzinnym Hall. Co osobliwe, za karawanem jechał wóz strażacki.

Zanim zdążyłem napisać do domu o tym śnie, otrzymałem wiadomość o śmierci i pogrzebie mojej matki w Hall. Wóz strażacki jadący za karawanem uznałem za obraz wody, którą tak wiele razy odprowadzano z jej ciała. Karawan z Hall miał mi wskazać, że chodziło właśnie o jej pogrzeb”.

8. Pokój pełen piszczałek organowych

W domu dla wdów w W. mieszkała niezamężna córka zmarłego przed laty proboszcza miejskiego P. Opiekowała się nią młoda siostrzenica lub bratanica. Po śmierci własnej matki znalazła schronienie u sędziwej ciotki i miała zostać jej główną spadkobierczynią.

Do obowiązków młodej kobiety należało wysłuchiwanie z należną uwagą snów, które ciotka zwykła opowiadać podczas porannej toalety przed lustrem. Dziewczyna czyniła to chętnie, ponieważ często mogła przy okazji podzielić się również własnym snem.

W pokoju ciotki panował niezwykły porządek. Trudno byłoby znaleźć tam szpilkę gdziekolwiek indziej niż w małej poduszeczce w kształcie serca, która od ponad trzydziestu lat wisiała na tym samym gwoździu.

Nic więc dziwnego, że pewnego ranka, na kilka dni przed chorobą, siostrzenica zauważyła u niej zupełnie niezwykłe zachowanie. Siedząc przed lustrem, ciotka milczała i raz po raz potrząsała z namysłem głową, jak ktoś, kto otrzymał wiadomość, lecz nie wie, co o niej sądzić. Dziewczyna od razu pojęła, że ciotka musiała przynieść ze świata snów coś szczególnego. Zapytała, czy czegoś jej nie brakuje.

– Ach, nie – odparła starsza pani. – Ale tuż przed przebudzeniem śniło mi się, że mój pokój jest pełen piszczałek organowych. Muszę przyznać, że ten nieporządek bardzo mnie poruszył.

– Proszę się tym nie przejmować, najdroższa ciociu – odpowiedziała młoda kobieta. – Przyczynę tego snu łatwo znaleźć. Jeszcze wczoraj późnym wieczorem przechodził tędy pan organista, który zawsze jest taki uprzejmy. Zapewne stąd wzięły się te piszczałki.

Ciotka pozostawała jednak zamyślona przez cały poranek i raz po raz powtarzała: „Nie wiem, nie wiem!”. W następnym tygodniu niespodziewanie zapadła na chorobę przypominającą cholerę i po kilku dniach zmarła.

Wiele tygodni po jej śmierci zarząd fundacji w W. postanowił rozebrać organy głównego kościoła, wymagające gruntownej naprawy, i umieścić piszczałki na pustym klasztornym strychu. Podczas demontażu okazało się jednak, że przewiezienie ich tam sprawiłoby zbyt wiele trudności. Jeden z członków zarządu zaproponował więc przechowanie ich w opuszczonym mieszkaniu w domu dla wdów.

Propozycję przyjęto. Po kilku dniach dawny pokój zmarłej był zastawiony piszczałkami dokładnie tak, jak widziała go w swoim niepokojącym śnie.

O śnie wiedziała tylko młoda krewna, która wyprowadziła się jeszcze przed licytacją rzeczy ciotki. Pewnego dnia wróciła po pozostawione haczyki. Nie wiedząc, do czego tymczasowo przeznaczono pokój, na widok piszczałek zawołała przez otwarte drzwi:

– Ach, piszczałki! Ach, sen mojej zmarłej ciotki!

Pracujący tam organista usłyszał jej słowa i dowiedział się od niej o śnie. To od niego narrator poznał tę historię.

9. Sen o dawnym nauczycielu

W młodości miałem nauczyciela, którego zarówno ja, jak i moi koledzy bardzo ceniliśmy. Obok wielu zalet miał jednak pewną osobliwość, która nieraz wywoływała nasz życzliwy uśmiech. Pilnował, aby nie dotykać przedmiotów, których ktoś inny dotknął wcześniej, ani z nich nie korzystać. Szczególnie dotyczyło to szklanek, noży, widelców i fajek. Bywało, że dla żartu naśladowaliśmy jego przesadną ostrożność.

Kiedy przed podróżą przyszedłem się z nim pożegnać, udzielił mi wielu przestróg. Prosił, abym uważnie oglądał każdą szklankę, z której będę pił, oraz każde łóżko, w którym zechcę się położyć. Zalecał zwłaszcza sprawdzać, czy nigdzie nie osadziła się śniedź. Doceniałem troskę kryjącą się za tymi słowami. Później rzuciłem jednak żartem, że obawa przed zarażeniem się ciężką chorobą doprowadzi go kiedyś do obłędu. Nie przywiązywałem do tej uwagi żadnej wagi.

Widziałem go jeszcze później. Jego rozsądne poglądy nie dawały mi najmniejszego powodu, by traktować tamten żart poważnie, choć zdarzało się, że inni również go powtarzali.

Los zaprowadził mnie następnie w okolice, gdzie nie miałem już żadnych wiadomości o nauczycielu. O ile pamiętam, prawie o nim nie myślałem, dopóki nie przypomniał mi go wyrazisty sen.

Zobaczyłem go stojącego przy moim łóżku, pogrążonego w obłędzie. Wołał przerażającym głosem:

– Proszę mi pomóc, drogi przyjacielu! Tylko pan może mnie uratować. Zostałem otruty!

Obudziłem się ze zgrozą, wciąż mając jego postać przed oczami. Kiedy oprzytomniałem, uspokoiła mnie myśl, że był to tylko sen. Działo się to na początku lipca. Nie mogłem o nim zapomnieć, lecz nikomu go nie opowiedziałem.

We wrześniu otrzymałem list zawierający słowa: „Zapewne już wiesz, że na początku lipca twojego dawnego nauczyciela N. N. trzeba było umieścić w zakładzie dla osób chorych psychicznie”.

Jak dowiedziałem się później, znajdował się pod wpływem przekonania, że został otruty.

Nie potrafię wyjaśnić tego snu wyłącznie na gruncie psychologii. Choć w kwestii snów i wiązanych z nimi niezwykłych zjawisk zaliczam się na razie do niewierzących w nie przyrodników, nie waham się opowiadać o doświadczeniach, które mogłyby skłonić mnie do zmiany zdania. Jestem bowiem przekonany, że jednostronna, uparta niewiara może szkodzić poszukiwaniu prawdy równie mocno jak najbardziej skrajny zabobon.

N.

10. Trzykrotne wołanie

Córka radnego miejskiego S. z Ingelsingen była zaręczona z rzemieślnikiem, który jednak ją porzucił i poślubił inną kobietę. Małżeństwo nie przyniosło mu szczęścia; wkrótce zachorował.

Pewnej nocy porzuconej narzeczonej przyśniło się, że mężczyzna napisał do niej list. Prosił w nim, aby nie smuciła się już z powodu jego niewierności. Przeczytała list, po czym usłyszała trzykrotne wołanie swojego imienia:

– Rozyno! Rozyno! Rozyno!

Obudziła się i zapytała rodzeństwo, czy ją wołało. Zaprzeczyli. Noc, podczas której miała ten sen i słyszała wołanie, była nocą śmierci jej dawnego narzeczonego. Według osób stojących przy jego łożu on również przed śmiercią trzykrotnie wypowiedział imię Rozyny.

Nota źródłowa

„Voraussagende Träume” [„Sny zapowiadające przyszłość”], Magikon, 1846.  Cyfrowy skan rocznika w zbiorach IAPSOP.