Spirytyzm eksperymentalny z perspektywy

Spirytyzm

Spirytyzm eksperymentalny z perspektywy dra Alexandra Junga

Der experimentelle Spiritualismus im Sehwinkel des Herrn Dr. Alexander Jung.

Autor: prof. dr Franz Hoffmann

Wstęp redakcyjny: Franz Hoffmann polemizuje z oceną spirytyzmu przedstawioną przez Alexandra Junga w dziele „Panacee und Theodicee”. Broni potrzeby poznania literatury i prowadzenia doświadczeń, a zarazem wskazuje, że nawet przekazanie przez medium nieznanych wiadomości lub nowych idei nie wystarcza samo w sobie do wykazania udziału duchów. Rozważa także omylność somnambulików oraz znaczenie banalnych treści pojawiających się podczas seansów. Poniżej pełny przekład artykułu z zachowaniem obszernego cytatu z Junga i przypisu oryginału.

W swoim najnowszym dziele „Panacee und Theodicee: Illustrationen, Carricaturen der Gegenwart und Grundlinien einer neuen Weltanschauung” [„Panaceum i teodycea: ilustracje, karykatury współczesności i zarys nowego światopoglądu”] — dwie części, F. A. Brockhaus, 1875 — A. Jung przypomina dawno już ustanowione, zwłaszcza przez filozofów teistycznych, na przykład Leibniza, rozróżnienie tego, co rozumne, od tego, co ponadrozumowe, a tego ostatniego od tego, co sprzeczne z rozumem. W związku z tym wymaga od filozofa, aby był zdolny także do zdziwienia, zdumienia i podziwu.

Bardzo dobrze; nie będziemy więc zwlekać z wyznaniem, że sam autor daje nam w swoim dziele powody zarówno do podziwu, jak i do zdziwienia. Podziw budzą jego wybitna siła języka i sztuka przedstawiania rzeczy. Zdziwienie wywołuje niemało kwestii, przede wszystkim wybór takiego wprowadzenia do własnej filozofii, które rozwodzi się nad ilustracjami i karykaturami, choćby zostały one wykonane z tak rzadką wirtuozerią. Następnie w wykładzie jego filozofii, czyli światopoglądu, zdumiewa brak ściśle filozoficznej metody oraz szereg sprzeczności wynikających z niejasności co do różnicy między teizmem a panteizmem osobowym. Ich szczytem jest twierdzenie, że przestrzeń i czas, a zatem i świat, są nieskończone, a jednak stworzone przez Boga — i odwrotnie, że świat został stworzony, a jednak jest nieskończony.

To, co absolutnie nieskończone, jest tylko jedno. Nie może stworzyć drugiej nieskończoności, a tym bardziej wielu nieskończoności. Jeżeli może stwarzać — a nie sposób odmówić mu siły stwórczej bez zniesienia jego nieskończoności, a zatem bez zniesienia Boga jako Boga — to stwarza istoty różne od siebie, czyli istoty uwarunkowane i w tym znaczeniu skończone, co nie oznacza jeszcze, że przemijające. Tworzą one znaną mu i przez nie policzoną całość, czy to stałą, czy powiększającą się, której żadna stworzona inteligencja nigdy nie zdoła zliczyć do końca.

Największe zdumienie wywołuje jednak autor, kiedy o nowszym spirytyzmie wypowiada się w następujący sposób (część I, s. XXII i następne):

„To prawda, dzisiejsi spirytyści doszli do najdalszej skrajności, w której nie można dostrzec ani rozumu, ani tego, co ponad rozumem. Wierzę w rzeczywisty, a nie wątpliwy świat duchów. Przede wszystkim wymagam od duchów, które mają mi się objawić, aby przekazywały mi rzeczy dotąd nieznane; aby przynosiły mi idee; aby udzielały mi naukowych wyjaśnień dotyczących przedmiotów, które dotąd znajdowały się głęboko poniżej mojego horyzontu, o których jednak wiem, że istnieją, gdyż inaczej nie mogliby istnieć Bóg i wszechświat, a ich istnienie jest pewne ponad wszelką wątpliwość.

Jeśli jednak miały pojawiać się duchy niemające do powiedzenia nic poza tym, co już tysiąckrotnie powtarzało się na ziemi — przynajmniej według całkowicie subiektywnych zapewnień, choćby w innej postaci samego zjawiska — jeśli mają do przekazania jedynie rzeczy banalne, to sądzę, że nie są to nawet duchy, lecz tylko widma ludzkiego mózgu, chociaż nawet Schopenhauer wierzył w podobne zdarzenia, a nawet w zaczarowanie i szczególny rodzaj czarów!

Nieco inaczej rzecz ma się z magnetyzmem. Fakty, na które się powołuje, są wprawdzie imponujące, lecz cała ta dziedzina ma dla mnie coś niesamowitego. Zawsze trzymałem się od niej z daleka właśnie dlatego, że dla prawdziwych duchów żywię najwyższy szacunek. Duchy, które Justinus Kerner przywoływał jako poeta, są rzeczywiście pełne wdzięku, często nawet wzniosłe; są to duchy niebiańskie. Te natomiast, które miał widzieć jako jasnowidz, są prawdopodobnie jedynie halucynacjami.

Jeżeli jednak magnetyzm jest ponadto tak skory do przypisywania swoim somnambulikom nieomylności w sądach o ludziach moralnych i niemoralnych, uważam to za niebezpieczne, ponieważ zaciemnia rozumne sumienie, wypycha mnie w pustynną mgłę i pozostaję nieufny, dopóki nauka nie zapewni mi pewności”.

Zbiorczy zarzut wobec spirytystów, że doszli do skrajności, w której nie da się już odróżnić rozumu od tego, co ponadrozumowe, jest bezwartościowym, nienaukowym postępowaniem. Każdy spirytysta odpowiada za siebie i nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne uchybienia innych spirytystów, tak samo jak jeden filozof nie musi, ani nawet nie może, odpowiadać za drugiego, a jeden teolog za innego. Tutaj liczy się walka człowieka z człowiekiem, a nie z nieokreśloną ogólnością, co do której można być pewnym, że nie wyjdzie poza pozorowaną szermierkę.

Autor niczym nie wykazał, że zna najważniejsze pisma spirytyzmu. Nie zna ani Allana Kardeca, ani A. Jacksona Davisa, ani A. R. Wallace’a. Nie jest mu znane ani jedno dzieło z „Bibliothek des Spiritualismus”. „Psychische Studien” są dla niego terra incognita, a o licznych zagranicznych czasopismach spirytystycznych nie powziął najmniejszej wiadomości. Skoro już sam magnetyzm budzi w nim niesamowite uczucia, to oczywiście tym bardziej trzymał się z daleka od eksperymentalnych badań spirytystycznych. Jakież zatem kompetencje mamy mu przypisywać do zabierania głosu w tej sprawie?

Swoją niewiedzę zdradza od razu, żądając od duchów, aby objawiały mu rzeczy nieznane, przynosiły idee i udzielały naukowych wyjaśnień, by mógł w nie uwierzyć. Wyobraża sobie przy tym, że to, co media uważają za przekazy ze świata duchów, było dotychczas jedynie banalne.

Kryterium obiektywności przekazów duchowych za pośrednictwem mediów nie może polegać na tym, że objawiają one rzeczy nieznane, przynoszą idee lub udzielają naukowych wyjaśnień. Wszystko to mogłoby się wydarzyć, choć nie na co dzień i tylko w określonych okolicznościach, bez uzyskania stąd oczywistego dowodu, że przekazy pochodzą od duchów z zaświatów, a nie z nieświadomych głębin samych mediów.

Ponieważ tak łatwo miesza się to, co subiektywne, z tym, co obiektywne, kwestii obiektywności domniemanych przekazów duchowych nigdy nie można rozstrzygnąć ogólnie. Każdy przypadek trzeba zbadać osobno i po uwzględnieniu wszystkich okoliczności orzec: tak, nie albo wątpliwe. Porównanie szeregu przypadków prowadzi następnie do dalszych wniosków.

Zresztą w pewnej liczbie najlepiej poświadczonych przypadków nie brakuje ani objawienia rzeczy nieznanych, ani przekazania idei. Naukowe wyjaśnienia nie są absolutnie niemożliwe, lecz niedopuszczalne jest ich żądanie, a tym mniej wskazane ich oczekiwanie, im lepiej wiadomo, że ludzie nauki stanowią tutaj znikomą mniejszość. Zapewne będą nią również w zaświatach, jeżeli nasza naukowość miałaby tam dla nich jeszcze jakąś możliwość lub znaczenie.

Poza manifestacjami mediumicznymi istnieją jednak także eksperymenty i zjawiska fizyczne najbardziej zdumiewającego rodzaju — o których „Psychische Studien” nie omieszkały informować. Doprowadziłyby one materialistę do rozpaczy, gdyby nie wystrzegał się starannie zbliżania do tych rzeczy, których boi się jak ognia, choć przybiera minę, jak gdyby potrafił w jednej chwili zdemaskować wszystko jako oszustwo lub złudzenie, gdyby tylko zechciał zajmować się sprawami tak niegodnymi badania. Roztropnie jednak trzyma się od nich z daleka, dręczony skrytym przeczuciem i obawą, że cała jego materialistyczna konstrukcja myślowa mogłaby nagle runąć od podstaw.

Co do magnetyzmu, autor nie może być o nim szczególnie dobrze poinformowany, skoro także od niego trzymał się z daleka. O Justinusie Kernerze nie wie nawet, że ten wyraźnie oświadczył, iż sam nigdy nie widział duchów. Zgadza się z tym informacja podana przez niego w „Die Seherin von Prevorst” następującymi słowami:

„Również ja wyraziłem pragnienie przekonania się za pomocą zmysłów, lecz jasnowidząca odparła, że nie leży to w jej mocy i że jest możliwe jedynie w szczególnych okolicznościach”.1

Nie mogło więc być u niego mowy o halucynacji.

Jeśli chodzi o rzekomo przypisywaną somnambulikom nieomylność sądu o ludziach moralnych i niemoralnych, autor nie będzie potrafił przytoczyć ani jednego przykładu, w którym kompetentny magnetyzer przypisywałby swojej somnambuliczce nieomylność, czy to w sprawach moralnych, czy jakichkolwiek innych. Nie może on zapobiec sympatii i antypatii somnambulików wobec zbliżających się osób; może uznawać za mniej lub bardziej prawdopodobne, a w pewnych okolicznościach może nawet za pewne, że uczucia te mają podstawy. Jest to jednak coś zupełnie innego niż przypisywanie im nieomylności.

Jeżeli autor nie chce studiować magnetyzmu ani prowadzić żadnych obserwacji, jakże miałby zdobyć wiedzę, pewność lub przekonanie? Bez doświadczenia, bez próby, bez eksperymentu nie ma nauki, chociaż samo doświadczenie również nie wystarcza bez namysłu i zestawiania doświadczeń.

Powracając raz jeszcze do tej kwestii: w manifestacjach mediów bezspornie pojawia się także, i to niemało, treści banalnych. Autor mógłby jednak już z dzieł Baadera, które tak wysoko ceni, dowiedzieć się, że fakt ten nie dowodzi, iż dana manifestacja nie może pochodzić z zaświatów. Zaświaty bowiem mogą być zamieszkane przez bardzo banalne postacie obok duchów średnich i wysokich. Mamy wszelkie podstawy, aby przyjąć, że tak właśnie jest, skoro widzimy, jak niezliczone banalne duchy opuszczają ziemskie życie, nie przezwyciężywszy wcześniej swojej banalności i nie osiągnąwszy wyższego duchowo stopnia wykształcenia intelektualnego i moralnego.

Że jednak za pośrednictwem mediów występują także wyższe, szlachetne, pełne ducha i głębokie manifestacje ze świata duchów, o tym autor może się łatwo przekonać, jeżeli zechce porównać pisma barona Güldenstubbego, A. Jacksona Davisa, A. R. Wallace’a, Hare’a, Edmondsa, Owena, Adelmy von Vay, Clemenzii, „Pesther Reflexionen” i inne. Do pierwszego zapoznania się z tematem najodpowiedniejsze byłyby zapewne dwa pisma Wallace’a, wydane przez radcę stanu Alexandra Aksakowa w znakomitym przekładzie pana Gregora Constantina Wittiga. Bliższe informacje znajdują się w wykazie „Bibliothek des Spiritualismus”.

Przypis oryginału

1 J. Kerner, „Die Seherin von Prevorst” itd., wydanie czwarte, s. 326. Powrót do tekstu.

Uwagi redakcyjne do przekładu

„Magnetyzm” oznacza w tym artykule historyczny magnetyzm zwierzęcy, czyli mesmeryzm, a określenia „somnambulicy” i „somnambuliczka” odnoszą się do osób w stanie snu magnetycznego. „Panteizm osobowy” oddaje użyty przez autora termin „Persönlichkeitspantheismus”. Zachowano historyczną postać imion i nazwisk oraz tytuły wskazanych publikacji; „Pesther Reflexionen” można objaśnić jako „Refleksje peszteńskie”.

Nota źródłowa

Franz Hoffmann, „Der experimentelle Spiritualismus im Sehwinkel des Herrn Dr. Alexander Jung” [„Spirytyzm eksperymentalny z perspektywy dra Alexandra Junga”], „Psychische Studien”, rocznik IV, zeszyt 1, styczeń 1877, s. 20–24, dział II: „Theoretisches und Kritisches” [„Zagadnienia teoretyczne i krytyczne”]. Przekład z niemieckiego na podstawie udostępnionego skanu. Opracowanie obejmuje cały artykuł Hoffmanna; rozpoczynający się na s. 24 osobny tekst o Marpingen nie wchodzi w jego zakres. Cytaty z dzieł Junga i Kernera przełożono w brzmieniu przytoczonym przez Hoffmanna, bez niezależnego porównania z wydaniami tych książek.