O marzeniu sennym. Krytyka pewnej recenzji

Sny

Ueber den Traum.
(Kritik einer Recension)

Autor polemiki: Gr. O. Wittig — podpis według skanu

Wprowadzenie redakcyjne: Artykuł z grudniowego zeszytu „Psychische Studien” z 1878 roku jest polemiką z recenzją pracy C. Binza o marzeniach sennych. Autor spiera się z próbą wyjaśnienia snów i lunatykowania wyłącznie działaniem komórek mózgowych, przywołując między innymi opowieść o studencie rozwiązującym trudne zadanie podczas snu. Tekst przedstawia historyczny spór o relację między mózgiem a duszą. Zachowano przytoczone poglądy, opisy i polemiczny ton; śródtytuły dodano redakcyjnie.

Omawiana publikacja: „Ueber den Traum” [„O marzeniu sennym”], według wykładu wygłoszonego w 1876 roku przez C. Binza, profesora zwyczajnego Uniwersytetu w Bonn. Bonn, Adolph Marcus, 1878. Format: duża ósemka, 56 stron. Cena: 1 marka 20 fenigów.

Recenzja w czasopiśmie „Die Natur”

„Die Natur”, pismo służące upowszechnianiu wiedzy przyrodniczej i przyrodniczego poglądu na świat wśród czytelników wszystkich stanów, wydawane przez doktora Karla Müllera w Halle, zamieszcza w numerze 30 z 23 lipca bieżącego roku omówienie powyższej publikacji. Już na samym początku zauważa ono, że według autora „marzenie senne od zawsze uważano za próg królestwa cieni, które według Kanta jest rajem fantastów, i tak na nim (?) wyrósł cały humbug snu magnetycznego, jasnowidzenia, wywoływania duchów przy udziale śpiącego medium, ekstazy i stygmatyzacji”.

Można być tylko wdzięcznym — powiada recenzent — jeżeli przyrodoznawstwo poddaje wreszcie także marzenie senne metodzie naukowej, aby poznać jego istotę:

„Dostatecznie długo błądziły przecież również nauki przyrodnicze, gdy nie były jeszcze w stanie zastosować takiej metody. Autor nazywa ją »materialną metodą badawczą«, co oznacza po prostu, że stawia ona »na miejscu metafizycznego, tak zwanego poznania — mechaniczne zrozumienie«. »Wszędzie tam, gdzie rozwijał się ten rodzaj poznania« — wyraża się autor w trafnych słowach — »rozwijało się także panowanie człowieka nad rzeczami, z których się składa i które go otaczają, on sam zaś zyskiwał dzięki temu na zdrowiu, dobrobycie i kulturze obyczajów«”.

Badanie zamiast odrzucania z góry

Także my, podobnie jak pan recenzent, jesteśmy w tym punkcie tego samego zdania co autor. Taką zasadę należałoby jednak konsekwentnie stosować i wreszcie energicznie poszukiwać tak zwanego mechanicznego zrozumienia również w odniesieniu do snu magnetycznego, jasnowidzenia, wywoływania duchów przy udziale śpiącego medium, ekstazy i stygmatyzacji. Zamiast tego zjawiska te, jak dotąd, z uprzedzeniem i bez zbadania odsyła się a priori do dziedziny oszustwa. Pytanie tylko, komu od tego kręci się w głowie i kto przy tym kręci!

Kto obiektywnie je zbada i zgłębi, zapewne dojdzie do zupełnie innych wyników niż pan Binz i jego recenzent. Obaj wyobrażają sobie wspomniane stany w sposób dość fantastyczny i odmalowują je sobie całkiem dowolnie, ponieważ nigdy nie mieli sposobności rzeczywiście obserwować ich u innych ludzi. Nie daje im to jednak prawa do potępiania ich z góry tylko dlatego, że pewne relacje mogą brzmieć dla nich nieprawdopodobnie.

Czy lunatykowanie jest jedynie „aktywnym marzeniem sennym”?

Zjawisk tych nie da się pozbyć tak łatwo, jak pan Binz usiłuje na przykład rozprawić się z lunatykowaniem za pomocą kilku pięknie brzmiących słów. Wbrew recenzentowi trudno uznać je jedynie za „całkiem szczególną postać marzenia sennego”. Lunatykowanie jest bowiem czymś zewnętrznie rzeczywistym, przebiegającym obiektywnie, marzenie senne natomiast czymś czysto wewnętrznym, subiektywnym. Pustymi słowami jest zatem stwierdzenie:

„Chcielibyśmy nazwać lunatykowanie aktywnym marzeniem sennym, w przeciwieństwie do biernych marzeń sennych, o których była dotąd mowa”.

Nie uchwycono przez to ani nie wyczerpano istoty marzenia sennego i lunatykowania. Nie są one po prostu tym samym, lecz biegunowymi przeciwieństwami. Zwyczajnie nieprawdą jest, że autor daje poprawne wyjaśnienie, gdy mówi:

„Niektórzy ludzie śpią większą częścią mózgu tak głęboko, a równocześnie czuwają kilkoma pobudzonymi grupami komórek tak intensywnie, że wyobrażenie senne potrafi wyzwalać odruchy ruchowe o charakterze zwyczajowym, choć przynajmniej pod względem celu bezsensownym”.

Recenzent objaśnia to następująco:

„To znaczy, że lunatyk wykonuje jeszcze w najgłębszym śnie czynności pozbawione rozumnego związku”.

Trzeba naprawdę zdumieć się nad tym „nierozumnym związkiem” w rozumowaniu recenzenta, skoro sam autor opowiada mu o pewnym studencie z Amsterdamu, który podczas lunatykowania wykonał trudne obliczenie nową, lepszą metodą i któremu nie pozostało po tym żadne wspomnienie poza własnoręcznym zapisem. Recenzent stara się z rozmysłem osłabić znaczenie zawartego w tym rozumnego działania:

„Któż jednak nie rozwiązał choć raz w życiu we śnie trudnego zadania, nad którym być może pracował miesiącami lub latami! Recenzentowi również się to przydarzyło; wyjaśnia to sobie jednak bardzo prosto, zgodnie z teorią Binza, to znaczy działaniem czuwających komórek mózgowych, które szczególnie intensywnie zajmowały się danym przedmiotem. Przypadki lunatyków przytaczane przez autora są wprawdzie same w sobie dostatecznie wyraziste, lecz wszystkie należą do tego samego rodzaju wyjaśnień”.

Komórki mózgowe, tlen i metafora fonografu

A zatem zaledwie kilka czuwających komórek mózgowych rozwiązuje zawiły problem. Według teorii Binza wystarczy, aby komórki te były odpowiednio nasycone tlenem, podczas gdy pozostała część mózgu, uboga w tlen, śpi. Teraz już dokładnie wiemy, co potrafi sam tlen w połączeniu z mózgiem. Niech więc dalej eksperymentują jak Faust z homunkulusem! Po cóż potrzebny jest jeszcze duch działający za tlenem i mózgiem! Tą mechaniczną drogą badawczą można doprawdy zajść daleko z takimi przypuszczeniami jak następujące:

„W stanie czuwania dysponujemy całym mózgiem, którego komórki (sic!) zachowują się jak struny (sic!) fortepianu: jedne zostają uderzone, podczas gdy inne pozostają nieme. Sen przejściowo hamuje tę aktywność milionów narządów myślenia, lecz tylko w fazie swej największej głębokości. Nad ranem komórki mózgowe stopniowo się budzą — jak sądzimy: wskutek rozpoczynającej się przemiany materii i wywołanego nią napięcia — i zaczynają odtwarzać odebrane wrażenia.

W odniesieniu do tych ostatnich dodajemy, że prawdopodobnie (sic!) zachowują się one zupełnie tak jak nacięcia wykonywane przez fonograf w miękkim arkuszu folii cynowej. Nie ma bowiem powodu odmawiać substancji mózgowej zdolności fizycznego utrwalania drgań.

Obrazy utworzone przez bodźce łączą się teraz dziko i bezładnie. Liczba budzących się komórek mózgowych stale rośnie, nierozumność marzenia sennego staje się coraz mniejsza, aż śpiący się budzi i zyskuje tym samym możliwość sprawdzania i porządkowania, za pomocą doświadczenia, obrazów odebranych bodźców”.

Jakże osobliwe jest jednak to, że obrazy bodźców odebrane jedynie przez część komórek mózgowych przedstawiają się wszystkim komórkom mózgu, kiedy te się obudzą, wyłącznie jako nierozumne marzenie senne, a nie także jako pełna rzeczywistość! Jak pan recenzent i omawiany przez niego autor zamierzają nam to wyjaśnić?

Granice proponowanego wyjaśnienia

„W ten sposób wyjaśnienie marzenia sennego możliwe jest oczywiście tylko w ogólnych zarysach” — ciągnie dalej recenzent, trafnie uświadamiając sobie niemożność utrzymania powyższej hipotezy, która nie została niczym faktycznie, to znaczy mechanicznie, uzasadniona, lecz pozostaje jedynie przypuszczeniem. „Wiele szczegółów nadal wymyka się nawet hipotetycznemu wyobrażeniu”.

Cóż jednak znaczy to innego, niż że jego hipoteza nie obejmuje faktów, a więc musi być zupełnie niewystarczająca do wyjaśnienia zwykłych zjawisk marzeń sennych, nie mówiąc już o wyższych zjawiskach duszy, takich jak jasnowidzenie i tym podobne?

„Dlaczego na przykład atropina zawarta w belladonnie wywołuje w nas wyłącznie brzydkie i przerażające obrazy wspomnieniowe, konopie indyjskie przeważnie obrazy zmysłowo piękne, eter zaś pozwala nam na lot w nieskończoność i tak dalej, pozostaje równie niewyjaśnione jak niejedno wyobrażenie występujące w naturalnych marzeniach sennych. Nie wiemy, dlaczego nie śnimy zawsze o wrażeniach z ostatnich dni; nie wiemy, dlaczego często pojawiają się w nas obojętne wspomnienia, podczas gdy komórki mózgowe zawierające najbardziej pobudzające zapisy przeżyć pozostają nieme, i tak dalej”.

Skoro mimo hipotezy autora, Binza, nie potrafimy tego wszystkiego wiedzieć, niech wolno nam będzie nadal skromnie wątpić w jej wyłączną słuszność w odniesieniu do zjawisk życia sennego. Niech wolno nam będzie też szukać za komórkami mózgowymi, mniej lub bardziej nabrzmiałymi tlenem według nieznanego jeszcze prawa, innej mechanicznej przyczyny. Zamierzamy hipotetycznie uważać ją za rozumną, organiczną istotę duchową dopóty, dopóki nie zostanie nam mechanicznie i jasno wykazana jej zbędność wobec samodzielnie myślących, nasyconych tlenem komórek mózgowych, w mózgu działającym samoczynnie na podobieństwo fonografu.

Budowa mózgu i ośrodki mowy

Tylko tam, gdzie Binz dokładnie bada różną zdolność przewodzenia włókien mózgowych, zbliża się do ideału naukowej metody badawczej, który ustanowił na początku. Dziwi nas jedynie, dlaczego z tej różnorodności skutków w poszczególnych komórkach mózgowych nie wyciąga wniosku o podobnej różnorodności działających przyczyn? Według niego mózg składa się przecież:

„Z brunatnej warstwy korowej i białej warstwy rdzennej. Pierwsza jest skupiskiem wielu milionów kanciastych komórek, które, osadzone w ziarnistej masie nerwowej, za pośrednictwem włókien przewodzących pozostają ze sobą w wielorakich połączeniach na większe odległości, tak że prawdopodobnie każde miejsce kory mózgowej łączy się z takim korzeniem nerwowym.

Biała warstwa rdzenna skupia wszystkie te włókna przewodzące (fibrae propriae lub laminae arcuatae Arnoldi) i wysyła je do wszystkich układów ciała, które dzięki temu odbierają wszelkie pobudzenia kory mózgowej, siedziby działalności psychicznej (sic!?).

Można to objaśnić zwłaszcza na podstawie stanu nazwanego afazją: stanu, w którym posługiwanie się mową zostało całkowicie lub częściowo utracone bez porażenia lub uszkodzenia odpowiednich narządów mowy.

»Cały obszar zakrętu otaczającego bruzdę Sylwiusza (Fossa Sylvii), wraz z korą tak zwanej wyspy, służy jako ośrodek mowy« — mówi Binz. »Trzeci zakręt czołowy jest mianowicie ośrodkiem wyobrażeń ruchowych, pierwszy zakręt skroniowy ośrodkiem obrazów dźwiękowych, a włókna kory wyspy tworzą pośredniczący fizyczny łuk odruchowy«.

Jeżeli nastąpi przerwanie tych dróg, musi oczywiście wystąpić stan chorobowy, odmienny zależnie od odcinka drogi. Według Binza zatem »poszczególne pojęcia i poszczególne ruchy naszego odczuwania, myślenia i chcenia są związane z przestrzennie oddzielonymi elementami mózgu, które jednak porozumiewają się ze sobą za pośrednictwem wspomnianego wcześniej układu wypustek i włókien«. Z całej tej organizacji poznajemy ścisły związek stanów psychicznych, czyli duszy, i fizycznych, czyli cielesnych”.

Mózg jako narzędzie duszy

Wszystko to ma więc substancja mózgowa wykonywać sama z siebie, niejako przypadkiem i bez wszelkiego rozumu, ma nosić to w sobie z natury — tak zwane stany psychiczne miałyby być jedynie zjawiskami odruchowymi stanów fizycznych! Niech wierzy w to, kto potrafi!

Tak jak mózg i trzewia organizmu stanowią biegunowe przeciwieństwa i wykonują całkowicie odmienne funkcje, tak też biegunowo różne — choć mogące się czasowo od siebie oddzielić — są nerwy i ich zespół, mózg, w stosunku do tego, co wewnętrznie wprawia je w ruch, a co hipotetycznie nazywamy psyche, duszą, duchem.

Dzieło A. J. Davisa „Die Principien der Natur und ihre göttlichen Offenbarungen” [„Zasady natury i jej boskie objawienia”], wydane w Lipsku przez Oswalda Mutzego, zawiera na początku jasny opis stosunku duszy do organizmu, ducha do ciała, we wszystkich wspomnianych wyżej zjawiskach marzeń sennych, jasnowidzenia, ekstazy i tak dalej, niestety nadal uznawanych za „oszukańcze”.

Nieznajomość tych wyjaśnień nie chroni właśnie przed materialistycznymi błędami, jakimi są błędy Binza i Spillera. Chętnie przyznajemy przy tym, że także ci obserwatorzy mogli poprawnie ustalić niejeden fakt; niestety, ponownie pozbawiają te ustalenia znaczenia przez błędne wnioskowanie.

Również pan K. M., ich recenzent, mimo wszystkiego, co wyżej powiedziano, wydaje nam się człowiekiem zdolnym samodzielnie dostrzec i ujawnić te błędne wnioski po starannym przestudiowaniu i porównaniu poglądów Davisa z poglądami Binza. Jako prawdziwemu badaczowi przyrody z pewnością będzie mu na tym zależało.

Gr. O. Wittig

Uwagi redakcyjne do przekładu

W tytule niemieckie słowo Traum oddano jako „marzenie senne”, aby odróżnić je od Schlaf, oznaczającego sen jako stan organizmu. W wyrażeniu „sen magnetyczny” zachowano tradycyjną terminologię historyczną.

Oznaczenia „sic!”, „sic!?” oraz pytajnik przy słowie „nim” występują w tekście źródłowym. Wzmianki o działaniu substancji, budowie mózgu i mechanizmach snu przytoczono jako część historycznej polemiki. Nie uzupełniano ani nie korygowano ich według współczesnej wiedzy.

Podpis autora odczytano w skanie jako „Gr. O. Wittig”; inicjałów nie rozwijano. C. Binz jest autorem omawianej książki, natomiast K. M. to inicjały recenzenta, z którym polemizuje Wittig.

Nota źródłowa

Gr. O. Wittig — zapis podpisu według skanu, „Ueber den Traum”, z podtytułem „Kritik einer Recension” [„O marzeniu sennym. Krytyka pewnej recenzji”], „Psychische Studien”, rocznik V, zeszyt 12, grudzień 1878, s. 561–565. Przekład na podstawie dostarczonego skanu.

Publikacje przywołane w artykule: C. Binz, „Ueber den Traum”, Bonn, Adolph Marcus, 1878, 56 stron, praca oparta na wykładzie z 1876 roku; recenzja w „Die Natur”, nr 30 z 23 lipca 1878 roku, oznaczona inicjałami K. M.; A. J. Davis, „Die Principien der Natur und ihre göttlichen Offenbarungen”, Lipsk, Oswald Mutze. Dane tych publikacji podano według artykułu; nie porównywano ich odrębnych egzemplarzy.