Lunatykowanie czy coś więcej?

Ogólne

*Oryginał: „Nachtwandeln oder was mehr”*¹

Pewien kupiec Z. mieszkał w miejscowości St-dt, w oficynie, wraz z żoną i trojgiem dzieci. Dwoje starszych pochodziło z jego pierwszego małżeństwa, najmłodsze zaś było dzieckiem obecnej żony. Kobieta odznaczała się dobrocią i była jednakowo troskliwą matką dla całej trójki.

Wszystkie dzieci chorowały wówczas na chorobę przebiegającą z czerwonymi plamami na skórze. Dwoje młodszych spało po obu stronach matki, najstarsze zaś – chłopiec w wieku sześciu lub siedmiu lat – leżało tuż obok, w sąsiednim pokoiku.


W nocy kobietę obudziło pełne trwogi wołanie:

– O, mamo! Mamo!

Natychmiast wstała i z niepokojem spojrzała na dwoje dzieci przy swoim łóżku. Spały głęboko. Zawołała więc trzecie dziecko, a gdy nie otrzymała odpowiedzi, poszła do jego pokoiku. Łóżeczko było puste, okno otwarte. Wyjrzała na zewnątrz i ponownie zawołała chłopca, lecz nigdzie go nie dostrzegła. Obudziła męża i oboje, bardzo przestraszeni, rozpoczęli poszukiwania.

Otwarte okno wychodziło na dach szopy na drewno, z którego można było dostać się do ogrodu. Dach nie znajdował się wysoko. Na parterze domu frontowego, przylegającego do ogrodu, mieszkali rodzice pierwszej żony kupca. Gdy rodzice chłopca nie znaleźli go w ogrodzie, udali się do domu frontowego. Zastali go tam u zaskoczonych dziadków – płaczącego, lecz bez obrażeń.

Chłopiec opowiedział, że do jego łóżka podeszła kobieta ubrana na czarno, w białym czepku. Obudziła go, wzięła na ręce i posadziła na dachu. Stamtąd wołał matkę na pomoc. Wówczas kobieta popchnęła go, tak że spadł na dół.

Dziecko przeszło więc w wilgotną, chłodną noc, boso i jedynie w krótkiej koszulce nocnej, mając przy tym bardzo silną wysypkę, aż do domu dziadków. Mimo przestrachu i wychłodzenia nie wystąpiły u niego żadne niekorzystne następstwa.

Próbowano przekonać chłopca, że widział tylko zjawę we śnie, a całe zdarzenie było żywym marzeniem sennym. On jednak z płaczem odrzucał wszelkie takie tłumaczenia i niezmiennie powtarzał swoją pierwszą relację. Twierdził również, że rozpoznałby ową kobietę nawet wśród tysiąca osób.

Macochą zdarzenie wstrząsnęło tak głęboko, że odtąd – jak podaje autor relacji – wyglądała na zupełnie załamaną i stale była smutna.

Nota redakcyjna

¹ W przesłanym zapisie tytuł brzmi „Nachtwandeh oder was mehr”. Końcowe „h” jest najpewniej błędem odczytu; przyjąłem „Nachtwandeln oder was mehr” („Lunatykowanie czy coś więcej?”). W tekście występują także inne ślady niedokładnego odczytu dawnego druku. Nazwę miejscowości pozostawiłem w postaci skróconej, zgodnie z przekazem. Określenie rothe Flecken oddałem opisowo jako „czerwone plamy”; sam fragment nie pozwala pewnie ustalić rozpoznania choroby. Relacja przedstawia świadectwo chłopca i reakcję rodziny, lecz nie rozstrzyga, co wydarzyło się tej nocy.

Nota źródłowa

„Nachtwandeln oder was mehr” [„Lunatykowanie czy coś więcej?”], Magikon, 1846, s. 94–95. Przekład z języka niemieckiego opracowano na podstawie transkrypcji tekstu. Oryginał jest dostępny w cyfrowym skanie czasopisma