Sen proroczy Małgorzaty Michajłowny Tuczkowej

Sny

Ein prophetischer Traum.

Wprowadzenie redakcyjne: W sierpniowym zeszycie „Psychische Studien” z 1878 roku zamieszczono opowieść o śnie Małgorzaty Michajłowny Tuczkowej, żony rosyjskiego generała Aleksandra Tuczkowa. Według przytoczonej relacji sen zapowiedział nie tylko miejsce śmierci jej męża, lecz także okoliczności, w których miała otrzymać tragiczną wiadomość. Artykuł prowadzi następnie czytelnika od pola bitwy pod Borodino do założonej przez wdowę wspólnoty zakonnej. Śródtytuły oraz uwagi historyczne na końcu są dodatkami redakcyjnymi.

Rozstanie przed wyprawą wojenną

„An der Moskwa” [„Nad Moskwą”] — taki tytuł nosi drugi artykuł zamieszczony w numerze 51 z 1877 roku czasopisma „Europa”, redagowanego przez doktora Hermanna Kleinsteubera. Tekst, podpisany H. Sch—e, stanowi wyciąg z rosyjskiego dzieła „Spasso-Borodinsky monastyr i ego osnowatelnitsa” [„Monaster Spaso-Borodiński i jego założycielka”] autorstwa T. Tolitschewej, wydanego w Moskwie w 1874 roku.

Małgorzata Michajłowna, z domu Naryszkina, po pierwszym, krótkim i nieszczęśliwym małżeństwie oddała rękę Aleksandrowi Aleksiejewiczowi Tuczkowowi, którego od lat skrycie kochała. Z wiernej miłości towarzyszyła mu w przebraniu podczas kampanii w Finlandii. Kiedy nadszedł brzemienny w skutki rok 1812, a jej małżonek ponownie udał się do armii, ze względu na swoje maleństwo, które sama karmiła, musiała zrezygnować z pozostania u boku ukochanego Aleksandra Aleksiejewicza. Wśród niekończących się łez rozstała się z nim i udała do Moskwy, do rodziców.

Ponieważ jednak oddział dowodzony przez Tuczkowa kwaterował w Mińsku i jego okolicach, małżonkowie mogli przynajmniej część drogi odbyć wspólnie, zanim musieli się rozłączyć. Towarzyszyła im jedynie Francuzka, pani Bouvier, dama do towarzystwa Małgorzaty Michajłowny. Ostatnią noc wszyscy spędzili w chłopskiej chacie przy drodze. Tej właśnie nocy pani Tuczkowa miała osobliwy sen.

Tablica z krwawym napisem

„Małgorzata Michajłowna” — czytamy we wspomnianej książce — „znużona trudami podróży szybko zasnęła. Wówczas miała widzenie. Ujrzała przed sobą tablicę, na której krwawymi literami wypisano po francusku słowa:

»Twój los dopełni się pod Borodino«.

Grube krople krwi odrywały się od liter i spływały po tablicy. Nieszczęśliwa kobieta krzyknęła i zerwała się z posłania. Zbudzeni hałasem mąż i Francuzka pospieszyli do niej. Małgorzata była blada jak trup i drżała na całym ciele.

— Gdzie leży Borodino? — zapytała męża, gdy nieco się opanowała. — Zginiesz pod Borodino!

— Borodino? — powtórzył Tuczkow z uśmiechem. — Po raz pierwszy słyszę tę nazwę!

I rzeczywiście, mała wieś była wówczas jeszcze zupełnie nieznana. Małgorzata Michajłowna opowiedziała teraz swój sen. Mąż uspokajał ją, jak tylko potrafił, aż ze zmęczenia ponownie zasnęła. Lecz znów przyśnił jej się ów przerażający sen. Po raz drugi ujrzała złowieszczy napis; po raz drugi krople krwi odrywały się od liter i jedna po drugiej spływały po tablicy. Co więcej, tym razem stały wokół niej trzy osoby: duchowny, jej brat Cyryl Naryszkin oraz ojciec, trzymający na ręku małego Mikołaja, jej syna.

Przerażona zerwała się, tak że Aleksander naprawdę się teraz zaniepokoił. Na jego słowa odpowiadała jedynie szlochem albo pytaniem:

— Na miłość Boską, gdzie leży to Borodino?

Wreszcie zaproponował, aby przejrzała wszystkie mapy jego sztabu generalnego… Wszyscy szukali złowrogiej nazwy, lecz nikt jej nie znalazł.

— Jeżeli Borodino rzeczywiście istnieje — powiedział Tuczkow — to sądząc po nazwie, może leżeć tylko we Włoszech. Jest jednak rzeczą nader nieprawdopodobną, aby działania wojenne miały sięgnąć aż tam. Możesz więc zupełnie się uspokoić!

Małgorzata Michajłowna jednak się nie uspokoiła. Nieszczęsny sen już jej nie opuszczał i z mężem rozstała się w najstraszliwszej rozpaczy. Tuczkow objął ją, po raz ostatni pobłogosławił ją i dziecko, a potem długo jeszcze patrzył z drogi za powozem, który uwoził mu najbliższych. Pisał do żony tak często, jak tylko mógł, ona zaś dzień po dniu oczekiwała jego listów z gorączkowym lękiem.

Wiadomość z Borodino

Tak nadszedł 1 września — 13 według naszego nowego stylu, szósty dzień po bitwie — dzień imienin Małgorzaty. Zgodnie ze zwyczajem uczestniczyła w nabożeństwie, a po powrocie z cerkwi zasiadła przy swoim stoliku do pracy. Pogrążona w głębokim zamyśleniu, przez długi czas trwała w bezruchu i milczeniu.

Nagle usłyszała głos ojca, który wołał ją po imieniu. Początkowo sądziła, że przyjechał ze swego pobliskiego majątku, aby spędzić ten dzień z rodziną. Kiedy jednak podniosła głowę… stał przed nią duchowny, a obok niego ojciec, trzymający na rękach małego Mikołaja. Natychmiast stanęły jej przed oczami wszystkie szczegóły straszliwego snu. Brakowało tylko brata, aby obraz owej nocy grozy stał się kompletny.

— Cyryl?! — zawołała z najwyższym przerażeniem.

I oto ukazał się w progu.

— A więc nie żyje! Mój mąż nie żyje! — wyszeptała nieszczęśliwa i osunęła się nieprzytomna.

Kiedy odzyskała przytomność, znajdowała się w ramionach ojca i brata.

— Pod Borodino doszło do bitwy — powiedział ten ostatni przez łzy.

Nie była to jednak jedyna tragedia, która dotknęła rodzinę. Za redutą Bagrationa, w lesie pod Uticą, rozgorzała zacięta walka pomiędzy Polakami Poniatowskiego a korpusem Mikołaja Tuczkowa, brata Aleksandra. Mikołaj został w niej ranny. Inny brat, Paweł, odniósł ranę pod Smoleńskiem i dostał się do niewoli. Przerażenie i ból nagle pozbawiły wzroku sędziwą matkę braci.

— Bądź wola Twoja, Panie! — powiedziała, gdy otrzymała bolesną wiadomość.

Potem ujrzano, jak nagle wyciąga ręce, szukając czegoś po omacku.

— Podtrzymajcie mnie! — odezwała się wreszcie. — Już nie widzę.

Wszyscy rzucili się ku niej, aby ją podeprzeć. Ona jednak wyprostowała się.

— Bogu dzięki! — powiedziała. — Jestem ślepa! Nie mam już przecież nikogo, kogo pragnęłabym oglądać.

Później cesarzowa przysłała do niej słynnego okulistę, lecz starsza pani odmówiła skorzystania z jego pomocy.

— Proszę wyrazić Jej Cesarskiej Mości moją głęboką wdzięczność — powiedziała — ale nie ubolewam nad utratą wzroku. Nie mam już na tym świecie nikogo, kogo pragnęłabym jeszcze zobaczyć — powtórzyła.

Poszukiwania na polu bitwy

Kilka dni po otrzymaniu bolesnej wiadomości wdowa po Aleksandrze Tuczkowie udała się na pole bitwy, wciąż jeszcze pokryte niemal wszystkimi poległymi. W przybliżeniu znano miejsce, w którym zginął generał. Jeden z żołnierzy pułku rewelskiego zeznał, że kula armatnia oderwała Tuczkowowi obie ręce, a kiedy wynoszono go z baterii, druga kula strzaskała mu nogi i pierś. Ciało pozostało tam, gdzie upadło. Dokładnego miejsca tego zdarzenia nie potrafiono już jednak wskazać.

Zapadała noc, gdy Małgorzata Michajłowna przybyła na bezkresną równinę, której powietrze zatruwało trzydzieści do czterdziestu tysięcy rozkładających się ciał i której groza przyprawiła o dreszcz nawet nieczułego Napoleona. Wokół płonęły stosy, na których miano spalić zmarłych, ponieważ nie można było ich pogrzebać. Ciężki, cuchnący dym zalegał nad straszliwym obszarem, odbierając oddech.

Tylko mnich z pobliskiego klasztoru towarzyszył pogrążonej w żałobie kobiecie w tej przerażającej wędrówce. Przybył, aby pobłogosławić wszystkich poległych. Jedną ręką skrapiał zmarłych wodą święconą, drugą zaś oświetlał latarnią ich zniszczone twarze. Także Małgorzata pochylała się nad cichymi śpiącymi i obracała ich ciała, w bolesnej nadziei odnalezienia wśród nich zwłok ukochanego męża. Siła woli podtrzymywała ją podczas tych bezowocnych wysiłków. Zaledwie jednak przekroczyła próg nędznej chłopskiej chaty, gdzie oczekiwała jej pani Bouvier, osunęła się zemdlona”.

Życie po stracie

Umyślnie pomijamy wszystko, co nastąpiło dalej, pozostawiając czytelnikowi samodzielną lekturę wskazanych źródeł, które nie potrzebują żadnej rekomendacji. Dodajmy tylko, że niedaleko reduty, przy której poległ jej mąż, wdowa wzniosła wspaniałą kaplicę grobową. Niedługo potem straciła również syna i wycofała się do życia klasztornego przy ufundowanej przez siebie świątyni grobowej, w której spoczywali jej mąż i syn.[1]

Złożyła w końcu najpierw małe, a następnie wielkie śluby zakonne i otrzymała godność oraz tytuł przełożonej Melanii, stojącej na czele wspólnoty liczącej niemal dwieście osób, które tam wokół siebie zgromadziła.[2] Poza obowiązkami swego urzędu żyła już tylko wierną pamięcią o ukochanych zmarłych.

W roku 1838 doczekała dnia odsłonięcia pomnika bitwy, wzniesionego przez cesarza Mikołaja na pobojowisku pod Borodino.[3] Wzruszenie wywołane uroczystością, wielkimi manewrami, okrzykami bojowymi i grzmotem armat na zwykle tak milczącej równinie sprawiło jednak, że złożona chorobą musiała pozostać w łóżku.

Cesarz, który otaczał ją wielkim szacunkiem, przybył osobiście zapytać o jej zdrowie. Ujął wychudłą dłoń i żarliwie przycisnął ją do ust. Na pożegnanie zapytał, czy nie mógłby obdarzyć jej jakąś łaską.

— Proszę ułaskawić mojego brata, Najjaśniejszy Panie! — wyszeptała chora.

Jeden z Naryszkinów uczestniczył w znanym powstaniu z 1825 roku i od czternastu lat cierpiał na zesłaniu na Syberii. Cesarz wypuścił jej dłoń, głęboko się zamyślił i stał się małomówny, po czym poprosił o czas do namysłu. Już jednak po kilku dniach Małgorzata Michajłowna dowiedziała się, że jej brat został uwolniony.

Dożyła jeszcze sędziwego wieku. Kiedy rzeczywiście zbliżał się jej koniec, poleciła jednej z zakonnic przynieść szkatułkę kryjącą najdroższe skarby — listy i wiersze jej Aleksandra — i wszystko oddała płomieniom. Jej ostatnie słowa brzmiały:

„Miłujcie się wzajemnie i żyjcie razem w pokoju!”

Tak umarła kobieta, która — według zapewnień samego cesarza Mikołaja — uprzedziła go, ozdabiając historyczne miejsce pod Borodino pomnikiem, z którego znaczeniem ten wzniesiony przez niego nigdy nie mógł się równać!

Ileż żon i matek, teraz, sześćdziesiąt lat później, poświęci podobne ofiary żałobne biednym poległym na równinach Bułgarii?!

Uwagi redakcyjne do przekładu

Poniższe objaśnienia nie należą do artykułu z 1878 roku. W przekładzie zachowano jego treść, także w miejscach zawierających nieścisłości.

  1. Miejsce pochówku generała: artykuł stwierdza, że w świątyni spoczywali mąż i syn Tuczkowej. Według opracowania S. N. Sieledkiny, udostępnionego przez Muzeum-Rezerwat „Pole Borodińskie”, ciała Aleksandra Tuczkowa nie odnaleziono. Autorka przytacza również list wdowy, w którym sama o tym pisała. Świątynia upamiętniała generała; pochowano w niej natomiast między innymi jego syna i samą Tuczkową. Źródło uzupełniające. ↩
  2. Imię zakonne: Melania była jej wcześniejszym imieniem zakonnym, przyjętym w 1836 roku. W 1840 roku otrzymała imię Maria i godność ihumenii, czyli przełożonej monasteru. Niemiecki artykuł łączy te etapy, nazywając ją przełożoną Melanią. Źródło uzupełniające. ↩
  3. Data uroczystości: druk podaje rok 1838. Odsłonięcie pomnika oraz związana z nim wizyta Mikołaja I odbyły się w 1839 roku. Również zawarta w samym artykule wzmianka o czternastu latach od powstania z 1825 roku wskazuje na 1839, a nie 1838 rok. Źródło uzupełniające. ↩

Nota źródłowa

Autor niewskazany, „Ein prophetischer Traum” [„Sen proroczy”], „Psychische Studien”, rocznik V, zeszyt 8, sierpień 1878, s. 356–360. Przekład na podstawie dostarczonego skanu. Tytuł czasopisma i dane zeszytu potwierdzają nagłówki stron.

Źródła przywołane przez czasopismo: H. Sch—e, „An der Moskwa”, część II, „Europa”, nr 51 z 1877 roku, pod redakcją doktora Hermanna Kleinsteubera; T. Tolitschewa, „Spasso-Borodinsky monastyr i ego osnowatelnitsa”, Moskwa 1874. Dane tych wcześniejszych publikacji podano według artykułu z „Psychische Studien”; ich egzemplarzy nie porównywano z przekładem.