Pełen Tytuł: Sny przepowiadające przyszłość — relacje z „Magikonu” z 1842 roku
Poniższy tekst jest pełnym przekładem artykułu „Voraussagende Träume” opublikowanego w niemieckim czasopiśmie „Magikon” w 1842 roku (s. 301–314). Zachowano układ, kolejność relacji i sposób argumentowania autora. Pisownię i składnię unowocześniono tylko w takim stopniu, by tekst był czytelny po polsku. Po przekładzie zamieszczono komentarz historyczno-krytyczny. Twierdzenia o przepowiadaniu przyszłości, magnetycznym leczeniu i „plastycznej sile duszy” są poglądami autorów źródła, a nie ustaleniami współczesnej nauki.
Sny przepowiadające przyszłość
Że istnieją sny przepowiadające, prorocze, przybierające postać szczególnych obrazów sennych — nie u każdego jednak takich samych — za tym przemawia powszechne doświadczenie zbyt mocno, aby można było jeszcze podawać to w wątpliwość.
W moich snach uświadomiony później smutek, troska, przykrość, przeciwność i tym podobne wyrażają się poprzez obraz wody: im bardziej jest ona mętna, tym większą zapowiada troskę. Mętna woda przemieniona niemal w błoto oznacza największe zmartwienie i udrękę. Krew wskazuje na troskę o osoby, które pozostają ze mną w najbliższym związku: krewnych, dzieci i tak dalej. Śnieg i lód zapowiadają choroby.
Latanie we śnie nie jest obrazem przepowiadającym, lecz wyraża obecny nastrój duszy. Kiedy człowiek lata podczas snu, odczuwa właśnie radość. Jedzenie we śnie także nie ma dobrego znaczenia. Widok ognia, świetlistych iskier i płomieni wskazuje na nadchodzącą radość — w życiu niektórych ludzi jest to sen rzadki.
Te obrazy senne sprawdzały się u mnie przez całe życie i stały się prawdziwą udręką. Wiedzieć naprzód, że z całą pewnością wkrótce nadejdzie jakieś nieszczęście — często sen spełnia się już następnego dnia, bardzo często dopiero po trzech dniach — jest doprawdy bolesne. Kto zna tę udrękę, najlepiej rozumie, dlaczego Bóg mądrze ukrył przed nami przyszłość.
Przypis autora: Osobliwym doświadczeniem jest również to, że kiedy śni się o własnym pokoju albo ogrodzie, nigdy nie ukazują się one w takiej postaci, jaką mają naprawdę, a jednak rozpoznaje się je jako swoje. Inni ludzie, których o to pytałem, poczynili to samo spostrzeżenie.
Prorocze sny przepowiadające zdarzają się najczęściej nad ranem, po tak zwanym pierwszym śnie, zapewne w tej sferze wnętrza, którą Jasnowidząca z Prevorst określała mianem „magnetycznego kręgu snu”. Z drugiej strony świat snu kryje często godną naszej uwagi duchową głębię, której nie rozpoznajemy na jawie. „Dusza — powiada Schubert — z natury przeznaczona na zwierciadło wyższego, stojącego ponad nią porządku duchowego, również we śnie przyjmuje promienie z góry”. Tak, istnieją sny, które zdają się świadczyć o oddziaływaniu na nas wyższych istot duchowych.
Takie sny bywają najwierniejszym zwierciadłem duchowego życia człowieka i ukazują mu z największą jasnością, czy jego życie ma naturę bardziej boską, czy raczej demoniczną. Często występuje w nich wewnętrzny sędzia, którego zewnętrzne życie na jawie nie dopuszcza do głosu. Nie lekceważmy ich więc całkowicie i uczmy się odróżniać w nich prawdę od fałszu. Doprawdy, nie są urojeniem ani śmiesznostką; w ich głębi często objawia się prawdziwa wskazówka Boga.
Przytoczymy teraz kilka doniesień o osobliwych snach. W pierwszym mętna, błotnista woda występuje jako obraz zwiastujący nieszczęście. Dwa następne przykłady mówią o domniemanym oddziaływaniu i natchnieniu wyższych istot podczas snu.
K.
1. Doniesienie z Esslingen
Z tak zwanych dawnych senników można ogólnie wywnioskować, jak bardzo niegdyś skłaniano się do przypisywania obrazom sennym określonego znaczenia odnoszącego się do radości lub cierpienia, szczęścia lub nieszczęścia, życia lub śmierci. Dawni autorzy opierali znaczenie snów na miejscu z Pisma Świętego, Rdz 40,5, gdzie czytamy:
Podczas jednej nocy podczaszemu i piekarzowi króla egipskiego przyśnił się sen — każdemu inny — a każdy z tych snów miał własne znaczenie.
Sny dzielili oni na:
- Boskie — takie, które dawniej Bóg zsyłał prorokom, a również dziś daje innym pobożnym osobom jako ostrzeżenie przed nieszczęściem albo objawienie innych ważnych spraw.
- Diabelskie — takie, za pomocą których szatan szydzi z bezbożnych i zwodzi ich ku bałwochwalstwu oraz rozmaitym występkom.
- Naturalne — oparte na wpływie gwiazd i ludzkiego temperamentu; znaczenie miało częściowo wynikać z tego, jak rzeczy ukazują się śpiącemu, najczęściej zaś z naturalnych podobieństw.
Stosownie do właściwości gwiazd i ich wzajemnych stosunków rozróżniano następnie sny wróżebne — gdy podczas snu pojawiały się rzeczy, które później zdarzały się rzeczywiście albo miały znaczenie alegoryczne — oraz sny bez znaczenia. Z jednego sennika przytoczę kilka szczegółowych objaśnień:
a) Uczestniczyć w uczcie — oznacza późniejszy lęk i niebezpieczeństwo, a dla chorego śmierć.
b) Radować się albo być na weselu — oznacza smutek.
c) Widzieć zwłoki — oznacza wesele.
d) Jeść śliwki — zapowiada chorobę.
W rodzinie, do której należę, zdarzało się niestety, że po jedzeniu śliwek — a także niebieskich albo czarnych winogron — we śnie następowała rychła śmierć krewnego. Przed śmiercią trojga mojego rodzeństwa, zmarłego jeszcze w dzieciństwie, obrazy te ukazywały się mojej matce, kobiecie trzeźwej, nieustraszonej i bynajmniej niełatwowiernej. Zawsze powiadamiała o tym bliskich z pełnym lęku oczekiwaniem, a kilka dni później następował zgon, którego obawiała się wskutek snu.
Kiedy przed kilkoma laty zachorowała sama moja matka, opiekującej się nią bratowej przyśniła się balustrada obwieszona winogronami. Poczuła ogromną chęć skosztowania ich, zerwała więc najpiękniejsze grono, pełne wielkich, niebieskich jagód, i zjadła je z największym apetytem. Następnego ranka opowiedziała sen mojej matce. Chora oświadczyła, że zwiastuje on jej bliską śmierć — i rzeczywiście zmarła osiem dni później. Również moja babka ze strony matki miała wcześniej poczynić podobne doświadczenia.
Ponadto:
e) Mętna woda oznacza nieszczęście.
f) Błoto oznacza groźną chorobę.
g) Pływanie oznacza szkodę, niekiedy śmierć.
h) Utonięcie oznacza śmierć nienaturalną.
Z tym wiążę wydarzenie, które rozegrało się niedawno.
Bardzo zamożnemu człowiekowi, prowadzącemu zakład związany z kołami wodnymi, ojcu licznej rodziny, liczącemu już sześćdziesiąt pięć lat, choć wciąż obdarzonemu wyjątkowo dobrym zdrowiem i niezwykłą siłą fizyczną, przyśniło się, że otacza go wielka, zupełnie mętna woda. Widział przed sobą śmiertelne niebezpieczeństwo i, owinięty dużym płaszczem, z trwogą próbował się ratować, przedzierając się przez wodę. Szczególnie przeszkadzało mu głębokie błoto. Długo walczył, aby wydostać się z niebezpieczeństwa, aż wreszcie szczęśliwie dotarł do brzegu, jednak śmierć miał jakby przed oczami.
Sen wywarł na nim bardzo głębokie wrażenie. Z lękiem opowiedział o nim rodzinie i co pewien czas wracał do niego, zatroskany o przyszłość. Gdy minęło około pół roku, zawładnęły nim niezwykły niepokój i niemal chorobliwa melancholia. Nie potrafił uwolnić się od myśli o śnie. Nawet w trakcie pracy, którą wcześniej wykonywał z niemal niezrównaną energią i wielkim zainteresowaniem, nagle ją porzucał, żałośnie zwracał się do bliskich i jakby szukał u nich pociechy w przygnębieniu i obawach.
Poczynił poważne przygotowania dotyczące rozporządzenia majątkiem i prowadzenia przedsiębiorstwa, do których stracił wszelką chęć i radość. Zaprosił listownie kilku krewnych mieszkających poza miastem — między innymi kuzyna będącego lekarzem — aby z nimi porozmawiać i, dzieląc się posępnymi troskami, ulżyć swemu sercu.
Kilka tygodni później, 2 kwietnia tego roku, gdy nieszczęsne odczucie wciąż go nie opuszczało, udał się do jednego ze swych kół wodnych, aby wprawić je w ruch. Było to zajęcie, które dobrze znał i które przez ponad czterdzieści lat wykonywał z pełną ostrożnością. Ledwie zbliżył się do maszyny, jego prawa ręka i kolano zostały pochwycone przez koło. Natychmiast wydostał się z niebezpiecznego położenia, nie rozpoznawszy zresztą, wskutek jakiej szczególnej okoliczności się w nim znalazł. Odniósł jednak tak poważne obrażenia, że trzeba było odjąć mu kolano [najpewniej nogę na wysokości kolana] oraz rękę.
Na łożu boleści ponownie wspominał opisany sen i twierdził, że zapowiedział mu on to nieszczęście. Sporządził testament i zmarł wskutek obrażeń już trzynastego dnia tego samego miesiąca.
W dniu pogrzebu poszkodowanego znalazłem się w domu żałoby. Jego dorosła córka opowiedziała mi z największą wiarygodnością i we wszystkich szczegółach o losie zmarłego. Niedawno raz jeszcze przedstawiła mi i kilku świadkom cały przebieg zdarzeń, który wiernie tu zapisałem.
Październik 1841. K—l—n—r.
2. Doniesienie z Luksemburga
Wiosną 1830 roku wróciłem z uniwersytetu w M. ze stopniem doktora. Byłem wówczas prawym i czystym człowiekiem; w M. z powodzeniem przeszedłem nie tylko egzamin doktorski, lecz także bardzo silne pokusy. Często się modliłem. Duma i miłość rodziców nie były pozbawione podstaw, kiedy sądzili, że mogą przeznaczyć mnie do kariery akademickiej na uniwersytecie w B. Poczyniono niezwykłe nakłady finansowe. Już kilka dni przed moim wyjazdem do B. płynęły rodzicielskie łzy nadziei i lęku. Życzliwość mieszkańców mojego wielkiego niemieckiego miasta rodzinnego miała pobłogosławić mnie na drogę do zagranicznej kariery.
W tym czasie spałem w domu rodziców, od strony podwórza, w osobnym pokoju, który był zarazem moim gabinetem i miał dwa okna wychodzące na dziedziniec. Kiedy leżałem na prawym boku, widziałem te okna dokładnie naprzeciw siebie, natomiast za poduszką znajdowały się drzwi. Z ostrożności zawsze je zamykałem i przed położeniem się bez wyjątku sprawdzałem, czy są dobrze zamknięte.
Tak też zrobiłem pewnego pamiętnego wieczoru poprzedzającego wyznaczony dzień wyjazdu do B. Położyłem się i zapadłem w bardzo głęboki sen. Nie wiem, o której godzinie, lecz przed moim łóżkiem, między nim a oboma oknami, stanął piękny, młody, wysoki mężczyzna w szacie podobnej do talara. Miał długie włosy z przedziałkiem i białą, regularną, nieco dziecinnie okrągłą twarz. Patrzył na mnie ze współczującym, smutnym uśmiechem. Zjawa była bardzo wyraźna, a szczególnego pozoru realności dodawało jej to, że dokładnie widziałem zarys postaci odcinający się na tle obu okien.
Nie byłem całkiem obudzony, ale też nie spałem. Skinąłem młodemu człowiekowi, aby odszedł od łóżka. Nie mogłem mówić i czułem się jak przykuty do miejsca. Młodzieniec zdawał się uśmiechać. W osobliwy sposób, skoro nie pozostawał mi żaden inny środek, spróbowałem na niego splunąć.1 Wtedy postać powoli i smutno pokręciła głową, po czym, nie przestając na mnie patrzeć, skierowała się ku drzwiom za poduszką. Usłyszałem ich zwykłe skrzypienie i ponownie zasnąłem.
Obudził mnie piękny wiosenny poranek. Ubierając się, z namysłem wspominałem osobliwy sen, przyznając w duchu, że był czymś więcej, choć w tamtym czasie daleki jeszcze byłem od podejrzewania oddziaływań świata duchów. Chciałem właśnie pójść do rodziców, gdy ku swemu zdumieniu zobaczyłem drzwi uchylone. Powtórzenie dźwięku, jaki wydawały przy otwieraniu i zamykaniu, przekonało mnie — z pewnego rodzaju dreszczem — o realności nocnego zjawiska.
Najdokładniejsze dochodzenia wykazały, że w starannie zamkniętym domu, którego górną kondygnację zajmowała jeszcze tylko jedna rodzina, nikt nie chodził przez sen, nikt nie opuszczał łóżka, nikt nie przychodził z zewnątrz i nikt nawet w przybliżeniu nie przypominał widzianej przeze mnie postaci.
Kilka dni później wyjechałem do B. i w ciągu paru miesięcy wróciłem jako człowiek moralnie straszliwie upadły. Tylko łaska Boga i najwyższa wyrozumiałość ojca uratowały mnie od zguby, na której skraj zaprowadziły mnie lekkomyślność i pokusa. Okres ten kosztował mnie pięć lat życia wewnętrznego i zewnętrznego — lat, które, jak się mówi, zostały stracone.
Łaska nieba ponownie mnie podźwignęła, lecz od tamtego czasu moje życie zewnętrzne przybrało niewłaściwy kierunek, który wiara i modlitwa ze wszystkich sił próbują zwrócić ku właściwemu celowi. Podniosłem się, lecz rozminąłem się ze swoim przeznaczeniem — a mój anioł stróż dobrze wiedział, dlaczego było mu mnie żal.
1. Przypis autora relacji: Mimowolnie! Czyżby coś katolicko-mniszego we mnie broniło się w ten niezwykły, cyniczny sposób przed świętą bliskością?!
3. Doniesienie pana Nietsch, urzędnika ze Sławikowa pod Raciborzem na Górnym Śląsku
W maju 1840 roku miałem następujący osobliwy sen. Znajdowałem się na wolnym powietrzu, zachwycony najpiękniejszym zachodem słońca, jaki kiedykolwiek widziały moje oczy. Dusza moja doznawała nieznanych dotąd rozkoszy, gdy ciężkie westchnienie nagle wyrwało mnie z zadumy. Obejrzałem się i ujrzałem starca, który odsłonił pierś i żałosnym spojrzeniem błagał: „Drogi panie, niech mi pan pomoże, bo inaczej ból w piersi zakończy moje życie!”.
Kiedy wyznałem, że nie potrafię mu pomóc, odpowiedział: „Może pan bardzo łatwo mnie uleczyć. Proszę położyć dłonie na mojej piersi i mocno zechcieć przywrócić mi zdrowie. Niech pan zaufa; wyzdrowieję, ponieważ może pan uczynić wiele dobrego, jeśli będzie miał silną wolę”. Uczyniłem, jak polecił: położyłem dłonie na jego piersi, a on mocno się ku nim przycisnął. Po chwili zakaszlał trzy razy i powiedział: „Ach, Boże! Jakże dobrze się czuję; mogę kaszleć i nie odczuwam już bólu”.
Obudziłem się, lecz była jeszcze głęboka noc, więc spokojnie zasnąłem ponownie. Rano zapomniałem o śnie. Ponieważ bardzo rzadko zajmowałem się podobnymi sprawami, nie przywiązywałem do niego tym bardziej żadnego znaczenia.
Minęły trzy dni. Siedziałem pogrążony w pracy w kancelarii, gdy wszedł liczący wówczas osiemdziesiąt siedem lat, ale wciąż żwawy dozorca stodoły, który od wielu lat otrzymywał od majątku chleb łaski. Przyszedł po klucze. Jęczał, wzdychał i skarżył się na silne bóle w piersi. Prosił mnie o radę, dodając: „Ze mną chyba już długo nie potrwa”. Wzruszyłem bezradnie ramionami, więc starzec wyszedł.
Nagle przypomniał mi się sen. Ogarnął mnie niezwykły niepokój i nie byłem już zdolny kontynuować pracy. Po półgodzinie mężczyzna przyniósł klucze z powrotem. Nadzwyczajna zgodność obrazu sennego z rzeczywistością dodała mi odwagi. Poleciłem mu usiąść, uprzednio zobowiązując go, aby nikomu nie mówił o tej próbie. Gdy wykonałem tę samą czynność co wobec starca we śnie, mężczyzna zakaszlał trzy razy i wypowiedział te same słowa: „Ach, Boże! Jakże dobrze się czuję; cała flegma schodzi i znika”. Opuścił mnie bez najmniejszego bólu, a żyjąc do dziś, nigdy więcej nie skarżył się na tę dolegliwość.
Przed tym zdarzeniem nic nie wiedziałem o owej sile. Ponieważ jednak od tamtej pory podczas prowadzonych w tajemnicy prób, za pomocą samego nakładania rąk, udało mi się usunąć kilka dolegliwości, zapragnąłem dokładniejszych wyjaśnień. Sprowadziłem wiele pism poświęconych tej sprawie. Pańskie wiadomości zamieszczone w „Jasnowidzącej z Prevorst”, a także dzieła Kiesera, Klugego, Wernera, Meiera, Römera, Henslera i innych poszerzyły i uporządkowały moje poglądy. Udało mi się podobno usunąć za pomocą magnetycznego oddziaływania poważne, od dawna zakorzenione choroby. Należały do nich zwłaszcza: kilka przypadków epilepsji, rozmaite choroby oczu, krwotoki, zapalenia, róża twarzy, guzy, całkowite porażenia, skurcze żołądka, serca i głowy, niedosłuch, zawroty głowy, zastarzałe gorączki okresowe i wiele innych, mniej ważnych dolegliwości.
W lipcu tego roku poproszono mnie, abym podjął próbę magnetycznego leczenia żony książęcego inspektora spławu z Raciborza, pana Scholza w Rzieczolach. Od piętnastu lat cierpiała ona na skurcze żołądka i wskutek choroby była już wychudzona do szkieletu. Od dwóch lat nie opuszczała domu, a ostatnio również łóżka; nie tolerowała ani pokarmów, ani lekarstw. Przystąpiłem do leczenia właśnie wtedy, gdy męczył ją skurcz trwający trzydzieści sześć godzin, i chora popadła w stan somnambuliczny.
W tym jasnowidzącym stanie, powtarzającym się już jedenaście razy, oprócz zaleceń dotyczących własnego leczenia wypowiadała niezwykle osobliwe i interesujące twierdzenia oraz mówiła wiele wierszem. Somnambuliczka jest już całkowicie zdrowa; jednak 20 sierpnia tego roku, podczas jedenastego snu magnetycznego, zapowiedziała jeszcze jeden sen — ostatni — na 18 kwietnia 1842 roku.
4. Doniesienie pana kaznodziei kolegiackiego z O.
Żyjąca dotąd żona poważanego urzędnika opowiedziała mi:
„Wie pan, że przed dwudziestu kilkoma laty przebywaliśmy w Stuttgarcie. Mieszkaliśmy tam w domu ogrodnika, stojącym pośród ogrodu. Pewnego wieczoru byłam sama w domu z dwojgiem najmłodszych dzieci. Mąż wyjechał, a starsze dzieci wraz ze służącą poszły oglądać fajerwerki. Położyłam już młodsze dzieci spać, a sama, zmęczona i oczekująca powrotu pozostałych, położyłam się na łóżku w ubraniu.
Ledwie zapadłam w półsen, gdy usłyszałam kroki, a drzwi gwałtownie się otworzyły. Obudziłam się, spojrzałam i ujrzałam wchodzącą dziewczynę około szesnastoletnią, ubraną jak ogrodniczka. Rozejrzała się po pokoju, po czym zniknęła.
Po pewnym czasie ponownie ją usłyszałam i zobaczyłam, wreszcie zaś pojawiła się po raz trzeci. Tym razem podeszła do łóżka najmłodszego syna i pochyliła się nad nim, jakby chciała go zabrać. Zerwałam się przerażona, wołając: »Panie Jezu, moje dziecko!«. Zjawa zniknęła w tej samej chwili, dziecko zaś spokojnie spało w swoim łóżku. Było wówczas zupełnie zdrowe, lecz trzeciego dnia po widzeniu zachorowało, a czwartego zmarło”.
Tak mówiła kobieta, której opowieść natychmiast zapisałem. Kiedy jej ją odczytałem, potwierdziła, że oddałem wszystko poprawnie.
Widzenie to było zapewne tylko pełnym przeczucia snem w stanie półczuwania. Przejście z głębokiego snu do półjawy często ukazuje się we śnie jako przebudzenie. Dlatego opowiadająca mogła powiedzieć: „obudziłam się”, to znaczy: wydawało jej się, że się obudziła. Poza tym widzenie potwierdza moje spostrzeżenie dotyczące innych snów: mowa snu jest wymowniejsza niż każda inna.
Tutaj ukazuje matce śmierć dziecka w najżyczliwszy i najdelikatniejszy sposób, jaki jest możliwy dla takiej zapowiedzi. Geniusz nie opuszcza pochodni, lecz łagodnie i cicho zbliża się do łoża śpiącego i bierze dziecko na ręce, aby zanieść je na lepsze niwy — tak jak aniołowie unoszą duszę umierającego.
5. Doniesienie z Neuhofen, 1838
W nocy z 10 na 11 lutego przyśniło mi się, że wszedłem do obcego, nieznanego mi domu. Nieznajomi ludzie powiedzieli mi, że w sąsiedniej sypialni leży martwy mój ojciec. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem ojca leżącego martwo na łóżku polowym, z twarzą ułożoną w życzliwy uśmiech. Wokół niego unosił się mój zmarły syn pod postacią anioła.
Zacząłem płakać, na co kobieta nakazała mi milczeć. Nie miałem powodu do płaczu, mówiła, ponieważ ojciec jest teraz szczęśliwszy ode mnie i znalazł się w dobrym miejscu, do którego jego dusza przeszła z niezachwianą wiarą w Boga i radosnym pożegnaniem ze światem. Chciałem odsunąć przykrycie, aby przekonać się, że rzeczywiście nie żyje. Kobieta zganiła mnie, otworzyła drzwi i wypchnęła ze słowami: „Widziałeś teraz ojca po raz ostatni. Jest szczęśliwszy od ciebie; nie zakłócaj już jego spokoju”.
Zapamiętałem ten sen, opowiedziałem o nim kilku przyjaciołom i wciąż sądziłem, że się spełni, choć nie wiedziałem, że mój drogi ojciec choruje. Wkrótce dowiedziałem się od Vollmara, iż według listu Rappa z Mühlacker w Wirtembergii, datowanego 9 lutego, ojciec był niebezpiecznie chory. Sen i słowa kobiety ponownie stanęły mi przed oczami, więc otwarcie powiedziałem przyjaciołom: „Następny list będzie listem żałobnym”.
List nadszedł. Obecni byli D. Gwedt i mój pomocnik. Nie otwierając go, pokazałem im czarną pieczęć, a następnie przekonałem ich, że sny niekiedy się urzeczywistniają.
6. Doniesienie z Esslingen
Godny uwagi jest podwójny sen dwóch sióstr przed wielkim pożarem w Göppingen. Dwie siostry bliźniaczki B. mieszkały tam u spokrewnionego z nimi kupca. Tej samej nocy obu przyśniło się, że gdy ludzie będą w kościele, wybuchnie ogień i spłonie całe Göppingen. Rano opowiedziały sobie sny i postanowiły nie iść do kościoła.
Rzeczywiście uderzył piorun, a wody zabrakło. Ogień wybuchł jednak tak daleko, że pani domu — bez której wiedzy siostry, jeszcze zanim podniesiono alarm, zaczęły przygotowania do wyprowadzki — nie chciała zezwolić na opróżnienie budynku. Siostry obstawały jednak przy swoim i uratowały mienie kupca z wyjątkiem domu, który wraz z całym miastem padł pastwą ognia.
Kupiec, który jako członek rady musiał podczas pożaru przebywać w ratuszu i innych miejscach, po powrocie ku swemu zdumieniu zastał dobytek zabezpieczony. Podarował siostrom znaczną sumę, która przy ich położeniu zapewniła im korzyść na całe życie.
7. Wiadomość prasowa z Paryża
Pewien kupiec w Paryżu ujrzał niedawno w nocy, we śnie, swego syna przebywającego w Nowym Orleanie. Syn powiedział do niego gasnącym głosem: „Ojcze, umieram”. Jednocześnie kupiec poczuł, że inna, zimna dłoń dotyka jego ręki. Obudził się, a sen wywarł na nim tak silne wrażenie, że natychmiast wyruszył do Nowego Orleanu.
Na miejscu od razu zapytał o syna i dowiedział się, że ten zmarł. Gdy minął pierwszy ból, opowiedział swój sen. Ludzie obecni przy śmierci syna ze zdumieniem potwierdzili osobliwe przeczucie nieszczęśliwego ojca: syn rzeczywiście umarł tamtej nocy, a konając, zawołał: „Ojcze, umieram!”.
Plastyczna siła duszy we śnie
W dziewiątym zbiorze „Blätter aus Prevorst”, na stronie 225, przytoczono osobliwy przypadek kobiety, która pewnej nocy miała bardzo żywy sen o róży. Kiedy się obudziła, poczuła pieczenie na ramieniu i zobaczyła na nim dokładne wyobrażenie róży ze snu. Obraz był nieco wypukły ponad skórę, niczym znamię.
Claude de Tisserant, który w 1775 roku napisał historię De prodigiis, opowiada w niej: „Żona członka parlamentu Prowansji ujrzała we śnie egzekucję swego męża, który rzeczywiście został później ścięty. Kiedy obudziła się z tego, co ją głęboko poruszyło, jej dłoń była tak sztywna, że nie mogła jej zgiąć. Gdy rozwarto ją siłą, na wewnętrznej powierzchni znaleziono miniaturowe wyobrażenie męża z odciętą głową, przypominające znamię i krwawiące jak rany stygmatyków”.
Obraz ten oglądało i podziwiało wówczas wiele osób. Nie wątpimy w tę historię ani w ogóle w przekraczającą wszelką wiarę plastyczną siłę duszy podczas snu.
Przypisy tłumacza i objaśnienia
- Tytuł. Niemieckie Voraussagende Träume oznacza dosłownie „sny przepowiadające”. Przekład „sny przepowiadające przyszłość” oddaje sens i odróżnia tekst od wcześniejszych rozważań o „snach znaczących”.
- „K.”. Inicjał pod wstępem może wskazywać na Justinusa Kernera, lekarza, poetę i redaktora „Magikonu”, lecz sam skan nie pozwala uznać autorstwa za całkowicie pewne.
- Jasnowidząca z Prevorst. Chodzi o Friederike Hauffe (1801–1829), pacjentkę Kernera. Jej przypadek opisał on w książce Die Seherin von Prevorst (1829). Wokół tej postaci rozwijały się dziewiętnastowieczne koncepcje somnambulizmu i magnetyzmu zwierzęcego.
- Schubert. Najpewniej Gotthilf Heinrich von Schubert (1780–1860), lekarz i filozof przyrody, autor wpływowej w epoce romantyzmu książki Die Symbolik des Traumes (1814).
- Rdz 40,5. Cytat w oryginale jest swobodnym przytoczeniem historii podczaszego i piekarza faraona. Brzmienie polskie zachowuje wersję zamieszczoną w artykule, nie zastępuje jej współczesnym przekładem Biblii.
- Sławików. Niemieckie Slawikau bei Ratibor to dzisiejszy Sławików w pobliżu Raciborza. Nazwiska „Nietsch” nie udało się pewnie zidentyfikować poza samym źródłem.
- „Chleb łaski”. Dawne określenie utrzymania albo świadczenia przyznawanego staremu słudze po zakończeniu regularnej pracy.
- Leczenie magnetyczne. „Magnetyzm zwierzęcy”, rozwijany od końca XVIII wieku za sprawą Franza Antona Mesmera, zakładał istnienie niewidzialnego fluidu, którym można oddziaływać na organizm. Współczesna medycyna nie uznaje tego fluidu ani katalogu uzdrowień podanego w relacji. Fragment jest świadectwem przekonań epoki, nie instrukcją leczenia.
- Göppingen. Wielki pożar miasta wydarzył się rzeczywiście 25 sierpnia 1782 roku i zniszczył niemal całą zabudowę. Niezależne źródła miejskie potwierdzają datę i skalę katastrofy; opowieść o identycznych snach bliźniaczek znana jest tutaj tylko z relacji „Magikonu”.
- „Parlament Prowansji”. Chodzi zapewne o dawny sąd najwyższy prowincji, nie o parlament we współczesnym znaczeniu. Bibliograficzny zapis nazwiska Claude’a de Tisseranta i tytułu De prodigiis pozostaje niepewny; tekst nie podaje danych pozwalających bezspornie odnaleźć druk.
Komentarz historyczno-krytyczny
Dlaczego ten tekst jest wartościowy
Artykuł warto opublikować przede wszystkim jako dokument kultury snu i pogranicza nauki, religii oraz medycyny w pierwszej połowie XIX wieku. Pokazuje on warsztat typowy dla „Magikonu”: prywatne wspomnienia, listowne doniesienia, wiadomości prasowe, cytaty z dawniejszych ksiąg i religijną interpretację zestawiono tak, jak gdyby razem tworzyły narastający materiał dowodowy.
Szczególnie interesujące jest napięcie między dawnym sennikiem a ideą indywidualnej symboliki. Autor zaczyna od własnego „słownika” obrazów — woda, błoto, krew, lód, ogień — lecz następnie odwołuje się do znaczeń tradycyjnych. Nie rozstrzyga, dlaczego określony symbol miałby mieć jednocześnie znaczenie osobiste i powszechne.
Co źródło rzeczywiście dokumentuje
Tekst wiarygodnie dokumentuje to, że w kręgu czytelników „Magikonu” takie historie opowiadano, zapisywano i uznawano za znaczące. W kilku miejscach podaje nazwiska, daty lub miejscowości, a pożar Göppingen jest niezależnie potwierdzonym wydarzeniem historycznym. Nie oznacza to jednak niezależnego potwierdzenia proroczej treści snów.
Relacje sporządzono najczęściej po wydarzeniu, czasem po wielu latach. Brakuje wcześniejszych, datowanych zapisów snu, pełnej dokumentacji, przesłuchania niezależnych świadków oraz informacji o snach, które się nie spełniły. W takich warunkach nie można ocenić częstości trafień ani wykluczyć selekcji pamięci, zmiany szczegółów podczas opowiadania i dopasowania niejasnego obrazu do późniejszego zdarzenia.
Sen na granicy jawy
Druga i czwarta relacja zawierają cechy dziś dobrze znane z doświadczeń zachodzących przy zasypianiu lub budzeniu: żywa postać w sypialni, poczucie jej realnej obecności, niemożność poruszenia się i mówienia oraz przekonanie, że człowiek już się obudził. Są one zgodne z omamami hipnagogicznymi lub hipnopompicznymi, a w drugim przypadku także z paraliżem sennym. Taka interpretacja nie rozstrzyga, co dla narratora znaczyło przeżycie; pokazuje jedynie, że nie wymaga ono hipotezy o zewnętrznej istocie duchowej.
„Uzdrowienia magnetyczne”
Najdalej idące twierdzenia pojawiają się w trzeciej relacji. Autor wylicza wyleczenia epilepsji, porażeń, krwotoków, guzów i innych chorób, ale nie podaje diagnoz, przebiegu terapii, obserwacji kontrolnych ani niezależnej dokumentacji lekarskiej. Nie wiadomo też, które dolegliwości ustępowały samoistnie, zostały błędnie rozpoznane lub uległy chwilowej poprawie. Jest to źródło do historii magnetyzmu zwierzęcego, nie dowód skuteczności medycznej nakładania rąk.
„Plastyczna siła duszy”
Końcowa nota jest jeszcze słabiej udokumentowana. Przejściowe zmiany skórne mogą powstawać pod wpływem ucisku, drapania, kontaktu z substancją drażniącą lub reakcji psychofizjologicznej, lecz szczegółowy wizerunek róży albo ściętego człowieka wymagałby znacznie lepszego świadectwa niż późna anegdota. Redakcyjne zapewnienie, że nie ma powodów do wątpienia, zastępuje tu badanie źródła.
Wniosek redakcyjny
Materiał zdecydowanie nadaje się do publikacji, jeśli zostanie przedstawiony jako przekład źródła historycznego z wyraźnym komentarzem. Jego wartością nie jest dowiedzenie, że sny przewidują przyszłość, lecz pokazanie, jak ludzie epoki romantyzmu porządkowali niezwykłe doświadczenia, łączyli symbolikę snów z opatrznością i próbowali nadać anegdocie rangę obserwacji. Czytelnik otrzymuje dzięki temu zarówno fascynującą serię opowieści, jak i możliwość prześledzenia dziewiętnastowiecznego sposobu budowania wiarygodności.
Źródło i literatura uzupełniająca
- „Magikon”, 1842, s. 301–314: Voraussagende Träume oraz Plastische Kraft der Seele im Traume — przekład z dostarczonego skanu.
- Stadt Göppingen, Geschichte — oficjalna informacja o pożarze z 25 sierpnia 1782 roku.
- Gotthilf Heinrich von Schubert, Die Symbolik des Traumes — opis i cyfrowa kopia historycznego wydania w Wellcome Collection.
- Luis Montiel, „The Symbolism of Dream (1814) by Gotthilf Heinrich von Schubert”, History of Psychiatry.
- Brian A. Sharpless, Jacques P. Barber, „Lifetime Prevalence Rates of Sleep Paralysis: A Systematic Review” — przegląd badań nad paraliżem sennym i towarzyszącymi mu omamami.