Sen Karola IV o śmierci krewnego
Cesarz Karol IV opowiada o śnie, który miał w młodości, a który dotyczył śmierci krewnego, na pomoc któremu spieszył wraz z ojcem.
Źródło wskazane w pierwodruku: autobiografia, w: Freher, „Rerum Bohemicarum Scriptores”, Hanower 1602, folio, s. 93.
-
- Gdy nasz ojciec na krótko przed nami wyruszył w drogę do Parmy, spotkaliśmy się w posiadłości zwanej Tarentur [nazwa zniekształcona], w diecezji parmeńskiej. Było to w niedzielę, właśnie w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.
Podczas snu, w nocy, ukazało nam się widzenie. Anioł Pański stanął po naszej lewej stronie, obok miejsca, w którym leżeliśmy, trącił nas w bok i powiedział:
„Wstań i chodź z nami!”
Odpowiedzieliśmy mu w duchu:
„Panie, nie wiem, dokąd ani w jaki sposób mam z wami pójść”.
Wówczas chwycił nas za włosy i uniósł ze sobą w powietrze, wysoko ponad wielką armię uzbrojonych jeźdźców, ustawionych w szyku bojowym przed warownym zamkiem. Trzymał nas w powietrzu nad wojskiem i powiedział:
„Spójrz i patrz!”
I oto z nieba zstąpił inny anioł, trzymający w dłoni ognisty miecz. Przebił nim jednego z mężczyzn stojących pośrodku szyku bojowego, a tym samym mieczem odciął mu członek. Ugodzony śmiertelnie rycerz jęknął i spadł z konia.
Anioł, który trzymał nas za włosy, zapytał:
„Czy poznajesz tego, którego anioł tak ugodził i śmiertelnie zranił?”
Odpowiedzieliśmy:
„Panie, nie wiem, kim jest ani gdzie znajduje się to miejsce”.
Wówczas odrzekł:
„Powinieneś wiedzieć, że jest to delfin Vienne, którego Bóg tak ugodzi z powodu grzechu rozwiązłości. Strzeżcie się zatem, a waszemu ojcu powiedzcie, aby wystrzegał się podobnych przewinień, gdyż mogłoby was spotkać coś jeszcze gorszego”.
Ogarnęło nas współczucie dla delfina Vienne, ponieważ nasze babki były siostrami, a on sam był synem siostry króla Węgier Karola I. Ze smutkiem zapytaliśmy więc anioła, czy przed śmiercią nie będzie już mógł się wyspowiadać.
Anioł odpowiedział:
„Wyspowiada się i będzie żył jeszcze przez kilka dni”.
Następnie po lewej stronie szyku bojowego ujrzeliśmy wielu mężczyzn w białych szatach. Wyglądali jak ludzie otaczani wielką czcią i uznawani za świętych. Rozmawiali na przemian, spoglądając na wojsko i na wszystko, co się wydarzyło. Dobrze ich zapamiętaliśmy, nie wolno nam było jednak zadawać im pytań. Anioł również sam nie wyjaśnił, kim byli ci czcigodni mężowie.
Nagle znaleźliśmy się z powrotem w miejscu naszego noclegu, a ranek już świtał. Przyszedł do nas Thomas de Nova Villa [Neufville], rycerz z diecezji Liège i szambelan naszego ojca. Obudził nas słowami:
„Dlaczego nie wstajecie, panie? Wasz ojciec jest już gotowy i siedzi na koniu”.
Wstaliśmy, lecz byliśmy wyczerpani i zmęczeni jak po uciążliwej podróży. Powiedzieliśmy:
„Dokąd mamy jechać, skoro tej nocy spotkało nas tak wielkie nieszczęście, że nie wiemy, co powinniśmy uczynić?”
Thomas zapytał:
„Co się stało, panie?”
Odpowiedzieliśmy:
„Delfin nie żyje. Nasz ojciec zamierza jednak zgromadzić wojsko i pospieszyć mu na pomoc, ponieważ delfin prowadzi wojnę z hrabią Sabaudii. Skoro umarł, nasza pomoc na nic mu się już nie przyda”.
Thomas roześmiał się. Gdy przybyliśmy do Parmy, opowiedział naszemu ojcu o tym, co mu powiedzieliśmy. Ojciec wezwał nas do siebie i zapytał, czy to prawda i czy rzeczywiście mieliśmy takie widzenie.
Odpowiedzieliśmy:
„Tak, panie. Możecie być pewni, że delfin umarł”.
Ojciec zganił nas słowami:
„Nie zamierzam wierzyć w żadne sny!”
Ani ojcu, ani rycerzowi Thomasowi nie opowiedzieliśmy jednak wszystkiego, co ujrzeliśmy. Powiedzieliśmy im jedynie, że delfin nie może już pozostawać przy życiu.
Po kilku dniach przybył posłaniec z listem. Donoszono w nim, że delfin wraz ze zgromadzonym wojskiem podszedł pod jeden z zamków hrabiego Sabaudii i pośrodku swoich wojowników został ciężko zraniony wielką strzałą wystrzeloną z balisty. Kilka dni później, po odbyciu spowiedzi, zmarł.
Po odczytaniu listu nasz ojciec powiedział:
„Jesteśmy bardzo zdumieni, gdyż nasz syn przepowiedział nam właśnie taką śmierć”.
Zarówno on, jak i rycerz Thomas bardzo się temu dziwili. Później jednak więcej już o tej sprawie nie rozmawiano.
Uwagi zamieszczone w tekście źródłowym
Z chronologii wydarzeń wynika, że zdarzenie miało miejsce w 1333 roku. Istotnie, Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny, przypadające 15 sierpnia, wypadło wówczas w niedzielę.
Według dzieła Valbonnaisa Histoire du Dauphiné (t. I, s. 296) delfin Guigo zmarł podczas oblężenia sabaudzkiego zamku La Perrière wskutek wystrzału z balisty oddanego z warowni. Śmierć nastąpiła dzień po zranieniu. Z jego testamentu wynika natomiast (t. II, s. 236), że został ranny 28 lipca i właśnie wówczas podyktował testament w stodole przed La Perrière: in quadam grangia ante Peveriam.
Również współczesny mu kronikarz Villani wskazuje koniec lipca jako czas śmierci. Inni autorzy wyznaczają ją na 25 albo 26 sierpnia, a napis nagrobny podaje nawet 30 sierpnia. Być może pamięć cesarza Karola nie zachowała już wiernie rzeczywistej daty zgonu.
W każdym razie widzenie to, przedstawione w starotestamentowej szacie, pozostaje niezwykłym świadectwem pochodzącym od wysoko postawionej osoby. Dociera do nas bezpośrednio ze średniowiecza, niezniekształcone dodatkami ani zmianami kolejnych opowiadających, a zarazem interesujące ze względu na szczególne piętno wiary i sposobu wychowania właściwych tamtej epoce.
Historia nawiedzenia na zamku praskim
Równie niezwykła jest następująca krótka historia nawiedzenia na zamku praskim.
Cesarz Karol IV opowiada o zdarzeniu, które spotkało go w młodości na starym zamku w Pradze.
Źródło wskazane w pierwodruku: autobiografia, w: Freher, „Rerum Bohemicarum Scriptores”, Hanower 1622, folio, s. 95.
W owym czasie – gdy nasz nieufny ojciec odsunął nas od zarządzania Czechami, pozbawił Marchii Morawskiej i zesłał do Křivoklátu, co nastąpiło w połowie 1335 roku – pojechaliśmy pewnego dnia do Pragi, aby stamtąd udać się do naszego pana i ojca, który przebywał wówczas na Morawach.
Późnym wieczorem przybyliśmy na zamek praski i zamieszkaliśmy w starym domu burgrabiego, który przez kilka lat służył za rezydencję, dopóki nie ukończono budowy wielkiego zamku.
Nocą leżeliśmy w jednym łóżku, a w drugim, ustawionym naprzeciwko, spał Bušek starszy z Velhartic. W komnacie sypialnej płonął wielki ogień, gdyż była zima. Paliło się również wiele świec, toteż w pomieszczeniu było dostatecznie jasno. Wszystkie drzwi i okna pozostawały zamknięte.
Kiedy zaczynaliśmy zasypiać, coś – nie wiemy co – zaczęło chodzić po sypialni tam i z powrotem. Dwóch z nas się obudziło. Poleciliśmy wspomnianemu Buškowi wstać i sprawdzić, co to takiego.
Bušek chodził po komnacie, szukał i rozglądał się, lecz niczego nie zobaczył i nie zdołał odkryć najmniejszego śladu. Rozniecił mocniej ogień, zapalił więcej świec, a następnie podszedł do stojących na stojaku pucharów napełnionych winem. Napił się i postawił jeden z pucharów obok dużego zapalonego świecznika.
Potem ponownie położył się do łóżka. My zaś, otuleni płaszczem, usiedliśmy wyprostowani na posłaniu. Słyszeliśmy kroki przechodzące tam i z powrotem, lecz nikogo nie widzieliśmy.
Gdy razem ze wspomnianym Buškiem spoglądaliśmy na puchary i świecznik, stojący przy nim puchar – jak wyraźnie widzieliśmy – został przez kogoś, Bóg wie przez kogo, gwałtownie rzucony ponad łóżkiem Buška. Przeleciał z jednego końca komnaty aż do przeciwległej ściany, po czym mocno się od niej odbił i spadł na środek pomieszczenia.
Widok ten niemało nas przeraził. Nadal słyszeliśmy chodzenie tam i z powrotem, lecz nikogo nie dostrzegaliśmy. W imię Chrystusa uczyniliśmy więc znak krzyża świętego i spaliśmy aż do rana.
Kiedy rano wstaliśmy, znaleźliśmy puchar leżący pośrodku komnaty, w miejscu, do którego został ciśnięty. Pokazaliśmy go naszym ludziom, gdy przyszli złożyć nam poranną wizytę.
Uwaga zamieszczona w pierwodruku: Monarcha, który później zasłynął jako twórca Złotej Bulli, podstawowego prawa Rzeszy, był wówczas dziewiętnastoletnim księciem. Opisany wcześniej niezwykły sen miał jako siedemnastolatek. Karol urodził się w 1316 roku.
Przypis źródłowy
„Kaiser Karl IV. Traum und Spuckgeschichte, von ihm selbst erzählt” [„Sen cesarza Karola IV i historia nawiedzenia opowiedziane przez niego samego”], „Magikon. Archiv für Beobachtungen aus dem Gebiete der Geisterkunde und des magnetischen und magischen Lebens”, 1842, s. 25-29.