Artykuł przedstawia wypowiedź zapisaną psychograficznie przez holenderskie medium i przypisaną duchowi Johanna Wolfganga Goethego. Redakcja „Psychische Studien” publikuje ją nie jako dowód tożsamości komunikującej się istoty, lecz jako materiał do samodzielnej oceny oraz punkt wyjścia do rozważań nad trudnością weryfikowania autorstwa przekazów mediumicznych.
Przekład
Pan W. S. van Raalte z Amsterdamu przekazuje nam rzekomą manifestację Goethego, otrzymaną tam za pośrednictwem holenderskiego medium w spirytystycznym towarzystwie „Veritas”, którego jest prezesem. Uważamy, że nie powinniśmy odmawiać naszym czytelnikom możliwości samodzielnej oceny omawianej już trudności rozstrzygnięcia kwestii tożsamości tego ducha na podstawie charakterystycznej treści samego przekazu.
Niestety nie otrzymaliśmy dotąd dokładniejszej informacji, czy holenderskie medium wcześniej w ogóle czytało albo wiedziało cokolwiek o Goethem i jego „Fauście”. W każdym razie nie mogło jednak przygotować się do udzielenia gruntownej odpowiedzi na zadane mu nagle w lutym bieżącego roku pytanie lub polecenie:
Objaśnij Fausta Goethego.
Niech każdy czytelnik sam zada sobie pytanie, jak szybko odpowiedziałby na podobne żądanie — niezależnie od tego, czy miałby udzielić odpowiedzi natychmiast ustnie, czy pisemnie. Odpowiedź holenderskiego medium, zapisana od razu w sposób mediumiczny i psychograficzny, brzmi następująco:
Z ludźmi o twardych głowach trudno się rozmawia. Próbowałem, na ile było to możliwe, w jednym obrazie wychłostać niedorzeczność rozmaitych szkół i kierunków filozoficznych. Temu służą postacie Fausta i Mefista.
Upartym głowom obecnych czasów niepodobna jednak odkryć prawdy, choć jest ona tak łatwa do pojęcia. Czy wiecie, co jest najważniejsze? Tylko to: wszelkie urojenie mądrości jest niedorzeczne; wszystko, co nadprzyrodzone, jest dla człowieka niewiarygodne i zrozumiałe jedynie dla prostych dusz.
Formy rządów i państwa są niedoskonałe, niezależnie od tego, czy opierają się na podstawach mieszanych, czy wyłącznie zmysłowych i materialnych. Jedynie prawda jako święta iskra boża może jasno ukazać drogę ku życiu i skierować człowieka na właściwy tor.
Nie tylko wiara w wyższe siły, lecz także działanie za pomocą siły duchów przynosi trwałe rezultaty. Potęga zła i występku zostaje ograniczona do minimum, kiedy duch poszukuje we własnej głębi klejnotu, który pozostaje głęboko ukryty, a u większości ludzi wydaje się niemal całkowicie pogrzebany.
(Podpisano) „Göthe”.
Któż ośmieliłby się teraz twierdzić, że nie są to głębokie myśli i dążenia Goethego? Kto jednak, mimo to, mógłby wyłącznie na ich podstawie bezpośrednio wywnioskować albo dowieść ostatecznej tożsamości ducha Goethego? Czy ktoś inny nie może równie dobrze myśleć w duchu Goethego? Czy dramaturg i aktor nie zagłębiają się całkowicie w postacie i role występujące w sztuce?
Dlatego ponownie zwracamy uwagę na trudność rozwiązania problemu tożsamości duchów jedynie według kryterium prawdopodobieństwa. Jakże wiele jest mediów i ich wierzących zwolenników, którzy przysięgają na pięknie albo tylko podobnie brzmiące słowa swoich duchów niczym in verba magistri — na słowa mistrza!
Wyjaśnienie tego problemu wymaga czegoś więcej niż samego pytania: „Czy jesteś duchem Lindlaya Murraya?” i prostej odpowiedzi: „To ja!”. Potrzebne są bardzo szczegółowe informacje i objawienia, a nawet wszechstronny umysł, który należycie rozważy wszystkie okoliczności i podda je naukowej krytyce. Zapewne bardzo niewiele przypadków mogłoby pod każdym względem wytrzymać taką próbę. Na szczęście jednak takie przypadki istnieją!
Gr. C. Wittig
Nota źródłowa
Tytuł oryginalny: Eine angebliche Manifestation Göthe’s.
Tytuł polski: Rzekoma manifestacja Goethego.
Źródło: Psychische Studien. Monatliche Zeitschrift, vorzüglich der Untersuchung der wenig gekannten Phänomene des Seelenlebens gewidmet, rocznik I, zeszyt 5, maj 1874, s. 237–239.
Charakter tekstu: redakcyjna prezentacja przekazu otrzymanego za pośrednictwem nienazwanego holenderskiego medium w towarzystwie „Veritas” w Amsterdamie. Sam przekaz podpisano imieniem „Göthe”, natomiast komentarz redakcyjny podpisał Gr. C. Wittig.