Fotografowanie „postaci psychicznej” przy użyciu światła elektrycznego
Das Photographiren einer „psychischen Gestalt“ vermittelst elektrischen Lichtes.
William Crookes, członek Royal Society w Londynie
Wprowadzenie redakcyjne: W artykule przedrukowanym w styczniowym numerze „Psychische Studien” z 1875 roku William Crookes opisuje fotografowanie postaci nazywanej „Katie King”, pojawiającej się podczas seansów z udziałem medium, panny Cook. Przedstawia urządzenie pomieszczeń, przebieg obserwacji i argumenty, które skłoniły go do uznania Katie oraz medium za dwie odrębne osoby. Poniżej przekład całego artykułu z niemieckiego wydania, wraz z przypisami źródłowymi. Historyczne określenie „postać psychiczna” zachowano za tytułem; w tym tekście oznacza ono postać uznawaną przez autora za manifestację duchową.
Przekład
Ponieważ ostatnio brałem bardzo czynny udział w seansach panny Cook i z niemałym powodzeniem wykonałem liczne fotografie „Katie King” przy użyciu światła elektrycznego, pomyślałem, że opublikowanie pewnych szczegółów może zainteresować czytelników „The Spiritualist”.[1]
W tygodniu poprzedzającym pożegnanie Katie odbywała ona w moim domu seanse niemal każdego wieczoru, abym mógł fotografować ją przy sztucznym świetle. Przygotowano w tym celu pięć kompletnych zestawów fotograficznych. Składały się one z pięciu aparatów: jednego na płytę pełnego formatu, drugiego na pół płyty, trzeciego na ćwierć płyty oraz dwóch podwójnych aparatów stereoskopowych. Wszystkie kierowano jednocześnie na Katie przy każdej sposobności, kiedy pozwalała się portretować. Używano pięciu kąpieli uczulających i pięciu utrwalających; przygotowano też zapas oczyszczonych płyt do dalszego użytku, tak aby podczas fotografowania, które wykonywałem osobiście z pomocą jednego asystenta, nie występowały żadne przeszkody ani opóźnienia.
Mój gabinet służył jako ciemny pokój seansowy. Prowadzą z niego do laboratorium dwuskrzydłowe drzwi; jedno skrzydło zdjęto z zawiasów, a w jego miejscu zawieszono zasłonę, aby Katie mogła swobodnie wchodzić i wychodzić. Obecni przyjaciele siedzieli w laboratorium twarzami do zasłony, a aparaty ustawiono nieco za nimi, gotowe fotografować Katie, gdy się pojawi, oraz wszystko wewnątrz pokoju seansowego, kiedy zasłona zostanie w tym celu odsunięta. Każdego wieczoru wykonywano po trzy lub cztery naświetlenia płyt we wszystkich pięciu aparatach, co dawało co najmniej piętnaście odrębnych zdjęć podczas każdego seansu. Niektóre zepsuły się przy wywoływaniu, inne podczas regulowania natężenia światła. Ogółem posiadam czterdzieści cztery negatywy: część jest nieudana, część przeciętna, a część znakomita.
Katie poleciła wszystkim uczestnikom, z wyjątkiem mnie, pozostać na miejscach i przestrzegać ustalonych warunków. Dopiero niedawno pozwoliła mi jednak robić to, co uznam za stosowne: dotykać jej oraz wchodzić do pokoju seansowego i wychodzić z niego niemal całkowicie według własnego uznania. Często podążałem za nią do środka i niekiedy widywałem ją razem z medium; najczęściej jednak zastawałem jedynie medium leżące na podłodze w transie, podczas gdy Katie w swoich białych szatach w jednej chwili znikała.
W ciągu ostatnich sześciu miesięcy panna Cook często odwiedzała mój dom, pozostając czasem przez cały tydzień. Nie przynosi ze sobą niczego poza małą, niezamkniętą na klucz torebką. W ciągu dnia stale przebywa w towarzystwie pani Crookes, moim lub któregoś z pozostałych członków mojej rodziny, a ponieważ nie sypia sama, nie ma absolutnie żadnej sposobności do jakichkolwiek przygotowań, nawet znacznie mniej pracochłonnych niż te, których wymagałoby upozorowanie „Katie King”. Sam przygotowuję i urządzam swój gabinet jako ciemny pokój seansowy. Zazwyczaj panna Cook, zjadłszy z nami obiad i porozmawiawszy, przez cały czas pozostając na naszych oczach, udaje się tam bezpośrednio. Na jej prośbę zamykam drugie drzwi i przez cały seans trzymam klucz przy sobie. Następnie gasi się oświetlenie gazowe, pozostawiając pannę Cook w ciemności.
Po wejściu do pokoju panna Cook kładzie się na podłodze z głową na poduszce i wkrótce zapada w trans. Podczas seansów fotograficznych Katie owijała głowę swojego medium szalem, aby światło nie padało mu na twarz. Często odsuwałem zasłonę z tej strony, przy której stała Katie, i dla nas, siedmiu lub ośmiu osób obecnych w laboratorium, zwyczajnym widokiem było oglądanie panny Cook oraz Katie jednocześnie, w pełnym blasku światła elektrycznego. Przy takich okazjach nie widzieliśmy wprawdzie twarzy medium, zasłoniętej szalem, lecz widzieliśmy jego dłonie i stopy, dostrzegaliśmy niespokojne poruszenia pod wpływem silnego światła i słyszeliśmy niekiedy westchnienia. Mam wspólną fotografię ich obu, lecz Katie siedzi na niej przed głową panny Cook.
W okresie, kiedy brałem czynny udział w tych seansach, zaufanie Katie do mnie stopniowo wzrastało, aż w końcu odmawiała odbycia seansu, jeżeli nie brałem na siebie jego przygotowania. Mówiła, że życzy sobie, abym stale pozostawał w pobliżu jej samej oraz pokoju seansowego. Przekonałem się, że gdy zaufanie to się umocniło, a ona nabrała pewności, iż nie złamię żadnej danej jej obietnicy, zjawiska ogromnie przybrały na sile i dobrowolnie proponowano seanse sprawdzające, których nie udałoby się uzyskać, gdybym podszedł do sprawy inaczej. Katie często pytała mnie o osoby obecne na seansach i o to, gdzie należy je posadzić, gdyż ostatnio stała się bardzo nerwowa wskutek pewnych nierozważnych rad, aby posłużyć się przemocą jako środkiem służącym bardziej naukowym metodom badania.
Jednym z najciekawszych zdjęć jest to, na którym stoję u boku Katie; opiera ona bosą stopę na określonym miejscu podłogi. Później ubrałem pannę Cook dokładnie tak samo jak Katie, ustawiłem ją i siebie w identycznych pozycjach i sfotografowano nas tymi samymi aparatami, ustawionymi dokładnie tak jak podczas poprzedniego doświadczenia, przy takim samym oświetleniu. Gdy nałoży się te dwa zdjęcia na siebie, obie moje fotografie dokładnie pokrywają się pod względem wzrostu i tak dalej, natomiast Katie jest o pół głowy wyższa od panny Cook i w porównaniu z nią wygląda jak tęga kobieta. Na wielu zdjęciach szerokość jej twarzy znacznie przewyższa szerokość twarzy medium; fotografie pokazują też szereg innych różnic.
Lecz fotografia jest równie niezdolna oddać doskonałe piękno twarzy Katie, jak bezsilne są słowa wobec uroku jej postawy. Może ona w istocie przekazać jedynie zarys jej rysów. Jakże jednak miałaby odtworzyć olśniewającą czystość jej cery albo nieustannie zmieniający się wyraz niezwykle ruchliwej twarzy — raz przesłoniętej smutkiem, gdy opowiada o gorzkich doświadczeniach swojego minionego życia, innym razem uśmiechniętej z całą niewinnością szczęśliwej dziewczyny, kiedy gromadziła wokół siebie moje dzieci i zabawiała je opowieściami o swoich przygodach w Indiach?
„Jak bujne życie tętniło wokół niej!
Jaśniej niż światło jej oko promienieje,
Tak łagodne i piękne, pełne niczym głębokie morze
Wszystkiego, co niebu nadaje wspaniałość.
Jej czar rozpaliłby twoje serce
I kazał paść na kolana jak przed bóstwem”.[2]
Ponieważ ostatnio tak wiele widywałem Katie przy świetle elektrycznym, mogę teraz uzupełnić różnice między nią a medium, o których wspominałem we wcześniejszym artykule. Mam najzupełniejszą pewność, że panna Cook i Katie są dwiema odrębnymi osobami, jeśli chodzi o ich ciała. Kilku drobnych znamion na twarzy panny Cook nie ma na twarzy Katie. Włosy panny Cook są tak ciemnobrązowe, że wydają się niemal czarne. Natomiast leżący teraz przede mną pukiel włosów Katie, który pozwoliła mi odciąć ze swoich bujnych warkoczy — po uprzednim prześledzeniu go aż do skóry głowy i upewnieniu się, że rzeczywiście stamtąd wyrasta — ma bardzo jasny kasztanowy kolor.
Pewnego wieczoru zmierzyłem puls Katie. Bił miarowo siedemdziesiąt pięć razy na minutę, podczas gdy puls panny Cook, zmierzony nieco później, wynosił jak zwykle dziewięćdziesiąt uderzeń. Przykładając ucho do piersi Katie, słyszałem rytmiczne bicie serca, nawet znacznie równiejsze niż bicie serca panny Cook, kiedy po seansie pozwalała mi przeprowadzić podobne badanie. Przy zbadaniu w ten sam sposób płuc Katie okazały się one znacznie zdrowsze od płuc medium; w czasie bowiem, gdy przeprowadzałem to doświadczenie, panna Cook pozostawała pod opieką lekarską z powodu silnego kaszlu.
Pańskich czytelników może zainteresować uzupełnienie sprawozdań pani Ross Church oraz Pańskiego własnego o ostatnim pojawieniu się Katie — seansie pożegnalnym — moją relacją, w takim zakresie, w jakim mogę ją ogłosić. Kiedy nadszedł czas pożegnania Katie, poprosiłem ją, by pozwoliła mi zobaczyć ją w ostatniej chwili. Przywołała więc kolejno wszystkie obecne osoby i do każdej zwróciła się z kilkoma słowami na osobności, po czym udzieliła ogólnych wskazówek dotyczących przyszłego prowadzenia panny Cook i opieki nad nią. Z tych wskazówek, zapisanych stenograficznie, przytoczę tylko następujące:
„Pan Crookes pod każdym względem postępował bardzo dobrze i z największym zaufaniem pozostawiam Florrie w jego rękach, czując się całkowicie pewna, że nie nadużyje zaufania, którym go obdarzam. W razie jakiegokolwiek zdarzenia potrafi poradzić sobie lepiej ode mnie, ponieważ ma większą siłę”.
Skończywszy udzielać wskazówek, Katie zaprosiła mnie do pokoju seansowego i pozwoliła pozostać tam do końca.
Po zasunięciu zasłony rozmawiała ze mną jeszcze przez pewien czas, a następnie przeszła przez pokój do miejsca, w którym panna Cook leżała na podłodze bez przytomności. Pochyliła się nad nią, dotknęła jej i powiedziała:
„Obudź się, Florrie, obudź się! Muszę cię teraz opuścić”.
Panna Cook obudziła się wówczas i ze łzami błagała Katie, by została jeszcze choć przez chwilę.
„Moja droga, nie mogę, moje zadanie zostało wykonane. Niech cię Bóg błogosławi” — odpowiedziała Katie, po czym dalej mówiła do panny Cook.
Przez kilka minut obie rozmawiały ze sobą, aż w końcu łzy uniemożliwiły pannie Cook dalsze mówienie. Zgodnie ze wskazówkami Katie wysunąłem się wtedy naprzód, by podtrzymać pannę Cook, która osunęła się na podłogę, histerycznie szlochając. Rozejrzałem się wokół, lecz Katie w białej szacie już nie było. Gdy tylko panna Cook dostatecznie się uspokoiła, przyniesiono światło i wyprowadziłem ją z pokoju seansowego.
Niemal codzienne seanse, którymi panna Cook ostatnio mnie obdarzała, wystawiły jej siły na ciężką próbę. Pragnąłbym jak najpubliczniej wyrazić jej uznanie oraz wdzięczność za gotowość, z jaką pomagała mi w moich doświadczeniach. Na każdą zaproponowaną przeze mnie próbę natychmiast i z największą chęcią wyrażała zgodę. Jest otwarta i mówi bez ogródek; nigdy nie dostrzegłem u niej niczego, co choćby w najmniejszym stopniu przypominało zamiar oszustwa. W istocie nie sądzę, aby potrafiła przeprowadzić oszustwo, nawet gdyby chciała spróbować. A gdyby to zrobiła, z pewnością bardzo szybko wypadłaby ze swojej roli, ponieważ takie postępowanie jest jej naturze zupełnie obce.
Wyobrazić sobie, że niewinna piętnastoletnia uczennica byłaby zdolna oszukiwać i przez trzy lata z powodzeniem prowadzić tak olbrzymie oszustwo; że przez ten sam czas poddawałaby się każdej próbie, jaką można jej wyznaczyć, znosiła najściślejsze badania i w dowolnym momencie, zarówno przed seansem, jak i po nim, chętnie pozwalała się przeszukiwać; że osiągałaby nawet znacznie lepsze wyniki w moim własnym domu niż w domu swoich rodziców, wiedząc przecież, iż odwiedza mnie w wyraźnym celu poddania się surowym próbom naukowym — wyobrazić sobie, powiadam, że „Katie King” z ostatnich trzech lat była wynikiem oszustwa, znaczy zadać rozumowi i zdrowemu rozsądkowi każdego człowieka większy gwałt niż uwierzyć jej, że jest tym, za kogo się podaje.
Nie byłoby z mojej strony właściwe zakończyć ten artykuł bez podziękowania również państwu Cook za wielką życzliwość, z jaką umożliwiali mi te obserwacje i doświadczenia.
Moja wdzięczność, a także wdzięczność wszystkich spirytualistów, należy się również panu Charlesowi Blackburnowi za szlachetność, z jaką umożliwił pannie Cook poświęcenie całego czasu rozwijaniu tych manifestacji, a ostatecznie ich naukowemu badaniu.
Przypisy z wydania niemieckiego
[1] Przypis redakcji „Psychische Studien”: Zaczerpnięto z „The Spiritualist”, nr 93 z 5 czerwca 1874 roku. ↩
[2] Przypis tłumacza niemieckiego: Tłumacz niniejszego artykułu miał niedawno szczęście oglądać jedną z lepszych fotografii pana Crookesa z Londynu, na której Katie, ze skrzyżowanymi ramionami i spuszczonym wzrokiem, zdaje się skłaniać przed nim z pełną wdzięku nieśmiałością. Wyraz jej twarzy pozwala wnosić o wielkiej urodzie. Możemy więc na ogół jedynie potwierdzić to, co pan Crookes mówi wyżej o jej czarującej powierzchowności. Ta twarz nie może jednak w żadnym razie należeć do piętnastoletniej panny Cook. Gr. C. Wittig. ↩
Nota źródłowa
William Crookes, „Das Photographiren einer »psychischen Gestalt« vermittelst elektrischen Lichtes” [„Fotografowanie «postaci psychicznej» przy użyciu światła elektrycznego”], Psychische Studien. Monatliche Zeitschrift, vorzüglich der Untersuchung der wenig gekannten Phänomene des Seelenlebens gewidmet, red. Alexander Aksakow, rocznik II, zeszyt 1, styczeń 1875, s. 19–24. Leipzig: Verlagsbuchhandlung von Oswald Mutze, 1875. Podstawa przekładu: dostarczony sześciostronicowy skan artykułu i karta tytułowa rocznika. Według przypisu redakcji tekst pochodzi z „The Spiritualist”, nr 93 z 5 czerwca 1874 roku; tego pierwodruku nie weryfikowano niezależnie.
Uwaga redakcyjna: Na stronie 20 nagłówek podaje „I. Jahrg.”, natomiast karta tytułowa oraz nagłówki stron 22 i 24 wskazują rocznik II. W nocie przyjęto rocznik II. Podany w artykule i przypisie wiek panny Cook — piętnaście lat — zachowano zgodnie z tekstem źródłowym, bez niezależnej weryfikacji.