W październiku 1881 roku „Psychische Studien” przytoczyły prasową relację o domniemanym pojawieniu się ducha w Wallenfels i procesie, który zakończył się skazaniem rodziców oraz ich dwunastoletniej córki. Przedmiotem sporu był między innymi odcisk dłoni w modlitewniku. Po relacji zamieszczono komentarz Gr. C. W., kwestionujący uznanie sprawy za oszustwo. Śródtytuły dodano redakcyjnie.
Duch dziadka i prośba o modlitwę
Bamberg, 31 sierpnia. Jak donosi „Nürnb. Anzeiger”, przed izbą karną tutejszego sądu krajowego rozpatrywano wczoraj następującą sprawę.
W Wallenfels, wsi parafialnej w Górnej Frankonii, mieszka katolickie małżeństwo — rodzina robotnika zatrudnionego przy spławie drewna — którego dwunastoletnia córeczka przystąpiła w kwietniu tego roku do pierwszej komunii. Już w styczniu bieżącego roku w sypialni dzieci co noc wszczynał się hałas: rzucano starymi pantoflami, drewniakami i cegłami. Ostatecznie jako sprawcę wskazano ducha dziadka dziewczynki.
Początkowo, jak twierdzi dziecko, ukazywał się jej cały czarny i wzywał ją do modlitwy za niego. Mówił, że przez całe życie nie uczynił nic złego, miał tylko zwyczaj przeklinać okrzykiem „Cruzinadie!” i za tę ciężką winę od pięciu lat pokutuje w czyśćcu.
Kiedy przez pewien czas odmawiano modlitwy i odprawiono kilka mszy, duch ukazał się dziecku już „w białe plamy” i oznajmił:
„Już trzy razy mnie wybawiłaś, musisz to uczynić jeszcze raz. Ślubowałem przyodziać ubogie dziecko, lecz nie zrobiłem tego, ponieważ zaskoczyła mnie nagła śmierć. Dlatego teraz moi krewni mają przyodziać ciebie”.
Życzenie to było dla krewnych rozkazem i tak dziecko poszło do komunii w nowym ubraniu.
Żandarmi i odcisk w modlitewniku
Tymczasem królewski urząd okręgowy w Kronach dowiedział się o sprawie i wysłał żandarmów. Wobec nich duch początkowo zachowywał dużą powściągliwość. Niemniej jednemu z żandarmów na pytanie o los jego ojca odpowiedział, że ten znajduje się w niebie, chociaż ów ojciec nadal żyje i chodzi po ziemi.
Duch obiecał ponadto krewnym, że na znak swego wybawienia pozostawi w dniu komunii, w kościele parafialnym, odcisk swoich rąk w modlitewniku wnuczki. Bóg nie pozwolił mu bowiem uczynić tego na chusteczce dziecka.
Żandarmi zajęli więc stanowiska w kościele. Tam dziewczynka, wołając: „Mój dziadziuś, mój dziadziuś!” — w oryginale „Mein Herrle, mein Herrle!”, co oznacza dziadka — upuściła modlitewnik. Kiedy go podniesiono, na stronie 28 widniał niezgrabny odcisk dłoni wykonany sadzą z pieca.
Książkę natychmiast zaczęto pokazywać zgromadzonym, lecz żandarmi ją skonfiskowali i przekazali królewskiemu sądowi rejonowemu w Kronach. Ten skazał rodziców za wykroczenie polegające na kuglarstwie na trzy tygodnie więzienia, córkę natomiast uniewinnił ze względu na niedojrzałość rozeznania.
Proces przed sądem w Bambergu
Oboje rodzice odwołali się od wyroku; uczynił to również oskarżyciel przy sądzie rejonowym. W ten sposób sprawa trafiła wczoraj po południu na rozprawę przed tutejszym sądem krajowym.
Rodzice i córka stanowczo utrzymują, że rzeczywiście doszło do pojawienia się ducha. Miejscowy proboszcz pozostawił otwartą kwestię, czy istotnie działały tu wpływy nadprzyrodzone, ponieważ również on czytał w książkach o podobnych przypadkach ukazywania się duchów.
Zapytany, oświadczył, że sam słyszał ducha, zadawał mu pytania i otrzymywał odpowiedzi. Jego głos miał pozornie dochodzić z góry i brzmieć jak ton skrzypiec. Miejscowy nauczyciel, występujący jako świadek, modlił się na klęczkach wraz z innymi o wybawienie ducha.
Na koniec odczytano opinię ordynariatu arcybiskupiego. W kwestii możliwości pojawienia się ducha była ona sformułowana bardzo powściągliwie, lecz samą rozpatrywaną sprawę potępiała w najmocniejszych słowach jako oszustwo.
Królewski prokurator dopuścił możliwość ukazywania się duchów z zaświatów, przychylił się jednak do opinii władzy kościelnej. Oświadczył, że jego zdaniem chodziło ni mniej, ni więcej, tylko o uczynienie z domu oskarżonego dochodowego miejsca pielgrzymkowego. Całą rzecz zainscenizowali spryciarze, a uwierzyć w nią mogą co najwyżej głupcy.
Wniósł o oddalenie apelacji rodziców i skazanie dziecka na siedem dni więzienia. Po wysłuchaniu prawnika broniącego oskarżonych sąd przychylił się do tego wniosku.
(„Morgenbl. der Frankf. Ztg.” z 4 września 1881 roku).
Komentarz redakcyjny: czy odcisk dowodzi oszustwa?
Dalszą ocenę tej sprawy pozostawiamy naszym czytelnikom obeznanym z przedmiotem i posiadającym odpowiednią wiedzę. Oto bowiem władza arcybiskupia, pozostająca daleko od samego zdarzenia, wspólnie z prokuraturą orzeka mimo wszystko, że zaszło oszustwo, wbrew jednoznacznym świadectwom miejscowego proboszcza i nauczyciela — nie mówiąc już o zeznaniach rodziców i dziecka.
Niezgrabność i surowość odcisku dłoni wykonanego sadzą nie dowodzą jeszcze niczego przeciw autentyczności jego powstania na drodze mediumicznej. Odsyłamy po prostu do artykułu pana Nicolausa Wagnera, profesora zoologii w Petersburgu, z ilustracją takiej dłoni, zamieszczonego w czerwcowym zeszycie naszych „Psychische Studien” z 1879 roku, a także do „Wissenschaftliche Abhandlungen” profesora Zöllnera, tom II, część 1 (Lipsk, Staackmann, 1878), zawierających ilustrację odcisku stopy.
Sapienti sat est. — Mądremu wystarczy.
Gr. C. W.
Źródło
Ein Geisterhand-Abdruck in einem Gebetbuche („Odcisk ręki ducha w modlitewniku”), „Psychische Studien”, rocznik VIII, zeszyt 10, październik 1881, s. 465–467. Relacja prasowa przytoczona za „Morgenbl. der Frankf. Ztg.” z 4 września 1881 roku, z komentarzem podpisanym „Gr. C. W.”; nagłówek bieżący wskazuje Gr. C. Wittiga. Rocznik dostępny w HathiTrust.