O wiarygodności starożytnych wyroczni, w szczególności o odpowiedziach dodońskiego Zeusa Pelazgów
Spośród ludów starożytnych żaden – nie wyłączając Hebrajczyków – nie był bardziej przepełniony wiarą w przepowiednie i wyrocznie niż Grecy, którzy w dziejach uchodzą przede wszystkim za przedstawicieli swobodnego rozwoju życia duchowego. Dopatrywanie się we wszystkich przytaczanych faktach powszechnego oszustwa i umyślnego zwodzenia byłoby sprzeczne zarówno z historią, jak i psychologią. Oznaczałoby bowiem twierdzenie, że najbardziej obdarzony duchem naród i jego najwięksi myśliciele byli oszukiwanymi igraszkami garstki kapłanów. Pomijano by przy tym, że sami kapłani stanowili część tego narodu, a także fakt, iż w ten sposób przypisywano kłamstwu siły, których nie chciano przyznać prawdzie. Również tutaj musi zatem obowiązywać wspólne założenie wszelkich badań naukowych: że w tym, co ma zostać zbadane, zawiera się rozum.
Sami starożytni, którzy wielokrotnie rozważali własne doświadczenia, rozróżniali w mantyce dwa główne rodzaje: wróżbiarstwo naturalne i sztuczne. Według Cycerona sztukę stosują ci, którzy próbują poprzez wnioskowanie odkryć rzeczy nowe, opierając się na dawnych obserwacjach; bez udziału sztuki postępują zaś ci, którzy nie korzystają ze znaków zewnętrznych, lecz dzięki wewnętrznej sile duszy przeczuwają przyszłość.
Wróżbiarstwo sztuczne opierało się całkowicie na tłumaczeniu znaków i przekonaniu, że bogowie – znający ze swej natury przeszłość i przyszłość tak samo jak teraźniejszość – z miłości do ludzi i w odpowiedzi na ich prośby oznajmiają przez znaki zewnętrzne to, co ma nadejść, aby ludzie mogli, jeśli zechcą, odpowiednio pokierować swoim postępowaniem. Grecy dzielili takie znaki, będące narzędziami boskiej woli, na cztery klasy: ptaki, głosy, znaczące spotkania oraz znaki ofiarne.
Wróżenie z lotu i głosów ptaków należało, jak się zdaje, u Greków i Rzymian do najstarszych i najbardziej rozpowszechnionych rodzajów dywinacji. Od niego często nazywano całą tę sztukę – auspicjami lub ojonistyką. Wyraźnie nauczano przy tym, że znaków nie dają same ptaki, lecz za ich pośrednictwem czynią to bogowie.2 Podobne przekonania spotyka się wszędzie; częściowo opierają się one na rzeczywistej obserwacji natury, gdyż niektóre ptaki niezaprzeczalnie subtelnie przeczuwają zmiany atmosferyczne. W ptakach, w ich przylotach i odlotach, przejawia się w istocie ruch kosmiczny. Są one najmniej poddane powszechnemu skażeniu życia, żyją w stosunkowo najbardziej duchowym żywiole – w powietrzu – dlatego według wyobrażeń starożytnych kieruje nimi bezpośrednio Bóg.
Tak zwane głosy (phēmai), boskie i demoniczne, wydają się blisko spokrewnione z żydowską nauką o Bat Kol (Gfrörer, Jahrhundert des Heils, t. 1, s. 252 i nast., 305 i nast.). Opierały się na doświadczeniach, których – jakkolwiek trudno je wyjaśnić – nie sposób po prostu zanegować. W ostatecznej instancji także one miały pochodzić od Zeusa.
Do kategorii symbola, czyli znaczących spotkań, zaliczano zarówno zapowiadające znaki wynikające ze spotkania określonych zwierząt, jak i wszelkie niezwykłe zjawiska natury: grzmoty i błyskawice, zaćmienia Słońca i Księżyca, trzęsienia ziemi, krwawe deszcze oraz wszystkie uderzające deformacje. W zjawiskach tych, zgodnie z zasadą, że wszystko, co żyje, pozostaje w istotowej wspólnocie bytu, dostrzegano głębokie współodczuwanie natury z losami człowieka. Przekonanie, że między tym, co ziemskie, a tym, co niebiańskie istnieje wzajemna sympatia, jest bowiem nauką prastarą.
Wreszcie dywinacja z wnętrzności zwierząt – hieromancja lub hieroskopia – spotykana u wszystkich pogańskich ludów starożytności, była najściślej związana z ofiarami zwierzęcymi, pierwotnie składanymi zastępczo zamiast ofiar z ludzi. Ponieważ zwierzę ofiarne zastępowało człowieka, sądzono, że stan jego wnętrzności musi odpowiadać stanowi wnętrzności osoby składającej ofiarę. Jeżeli więc zwierzęciu brakowało czegoś niezbędnego do życia, wnioskowano, że nić życia ofiarodawcy również dobiegła końca.
Równie dobrze jak owe sztucznie odczytywane znaki, a nawet jeszcze pewniej, poświadczone są fakty naturalnego wróżbiarstwa wynikającego z proroczego poruszenia duszy. Cała starożytność zgodnie utrzymywała, że istnieje poznanie przyszłości w czasie i przestrzeni. Nie wątpiono, iż wiedzę taką posiadają bogowie, gdyż ze swej natury są wolni od ograniczeń czasu i przestrzeni. Lecz również dusze ludzkie, ponieważ mają boską naturę, pierwotnie nie były zamknięte w przymusie czasu. Dopiero odkąd zgrzeszyły w życiu przedziemskim, zostały strącone w ziemskie narodziny, połączone z ciałami i z nimi przemieszane, ich pierwotna zdolność widzenia uległa przyćmieniu (zob. Platon, Fajdros i Fedon; Plutarch, Moralia; Cyceron, O wróżbiarstwie). Nie utraciły jej jednak całkowicie, ponieważ jest im przyrodzona i niezniszczalna.
„Podobnie jak Słońce – mówi Plutarch – nie staje się świetliste dopiero wtedy, gdy wychodzi zza chmur, lecz zawsze takie jest, a jedynie z powodu otaczających je oparów wydaje się nam ciemne, tak i dusza nie otrzymuje zdolności widzenia przyszłości dopiero wówczas, gdy wychodzi z ciała jak z chmury. Posiada ją już teraz, lecz wskutek obecnego zmieszania ze śmiertelnością jest jak gdyby oślepiona”.
Skoro więc zdolność mantyczna jest duszy przyrodzona i niezniszczalna, a w zwyczajnym stanie życia pozostaje jedynie utajona, może ujawnić się w pojedynczych jasnych chwilach doczesnego istnienia: pobudzona przez wyższą moc albo wtedy, gdy siła ciała zostanie w jakiś sposób osłabiona. Dzieje się to zwłaszcza w stanach, w których dusza ma najmniej wspólnego z ciałem, zostaje możliwie najbardziej uwolniona z jego krępujących więzów i staje się zdolna oglądać istotę rzeczy. Takie jasne przerwy w nocy obecnego życia pojawiają się często we śnie i marzeniu sennym,3 w pobliżu śmierci4 oraz w rozmaitych stanach ekstatycznych – również w owym osobliwym stanie kataleptycznym opisywanym przez Pliniusza i Plutarcha. Stany te mogą być wywoływane częściowo boskim oddziaływaniem, częściowo zaś wpływami fizycznymi: pobudzającymi źródłami i wyziewami ziemi. Według wiary dawnych ludów najwyższa przyczyna wszystkich tych podwyższonych stanów leży w woli bóstwa, które dopuszcza w nich duszę do udziału we własnej boskiej wiedzy, porusza ją stosownie do jej zdolności i ukazuje jej obrazy przyszłości.
Wyjaśniając pozorną sprzeczność zawartą w pytaniu, jak można znać przyszłość, która jeszcze nie istnieje, Cyceron słusznie zauważył: „Wszystko bowiem istnieje, lecz jest nieobecne w czasie” (O wróżbiarstwie, I, 56, 128). Chodzi tu jedynie o coś, co jeszcze nie ujawniło się, ale czego zarodek przyszłość już w sobie nosi. „Podobnie jak w nasieniu znajduje się możliwość rzeczy, które mają z niego powstać, tak w przyczynach ukryta jest przyszłość; że zaś to nastąpi, ogląda duch pobudzony od wewnątrz albo wyzwolony we śnie, rozum zaś i przypuszczenie przeczuwają to zawczasu”.
Dobrą myśl wypowiada także Plutarch, zwracając uwagę, że mantyczna siła duszy nie jest w gruncie rzeczy bardziej cudowna niż jej zdolność pamiętania. Równie naturalne może być bowiem przeczuwanie przez duszę przyszłości, której jeszcze nie ma, jak odczuwanie przeszłości, której już nie ma. „To, co się wydarzyło – powiada – już nie istnieje; lecz siła pamięci duszy ponownie ujmuje wszystko i nadaje temu, co zniknęło, pozór teraźniejszości, tak iż pamięć staje się dla nas jak gdyby słuchem rzeczy bezgłośnych i wzrokiem rzeczy niewidzialnych”. Nie należy więc dziwić się, że dusza, mająca tak wielką władzę nad przeszłością, obejmuje również niejedno, co jeszcze nie istnieje – zwłaszcza że przyszłość jest bardziej zgodna z jej naturą i skłonnościami. Wszystkie dążenia duszy są przecież skierowane ku przyszłości; z przeszłością nie ma ona już nic do uczynienia poza wspominaniem jej.
Jakkolwiek słaba i przytępiona może być ta przyrodzona duszy zdolność, czasami zdarza się, że dusza niejako rozkwita i przemawia w snach oraz podczas misteriów. Eurypides twierdzi wprawdzie, że najlepszym wieszczem jest ten, kto potrafi dobrze przypuszczać, lecz się myli: taki człowiek jest jedynie rozsądny. Siła prorocza dosięga przyszłości bez rozumowych wniosków, przede wszystkim wtedy, gdy zostaje wyniesiona poza teraźniejszość. Plutarch stanowczo odrzuca zatem zwykłe snucie domysłów. Proroctwa są wprawdzie zapowiedziami tego, co rozwija się zgodnie z wewnętrzną naturą stosunków, lecz tego rozwoju nie poznaje się poprzez logiczne działania rozumu, tylko dzięki poznaniu substancjalnemu: dusza zostaje porwana ku zasadom rzeczy i uczestniczy w Bożej wiedzy bytu – Boga, „który zna wszystkie rzeczy przed stworzeniem wszystkich rzeczy”.
Te krótkie uwagi o zdolności proroczej w rozumieniu starożytnych niech posłużą za wprowadzenie do dalszego badania pelasgijskiej wyroczni Zeusa, jednej z najsławniejszych w starożytności.
Dodona, najstarsza spośród wszystkich wyroczni greckich, leżała u stóp obfitującej w źródła góry Tomaros w Epirze. Hezjod opisywał tę okolicę jako „krainę Hellopię, bogatą w pola uprawne i łąki, owce i woły o powolnym kroku, zamieszkałą przez liczne rody śmiertelnych ludzi. Tam, na samym krańcu, leży otoczona wysokim murem Dodona, wybrana przez Zeusa na siedzibę jego wyroczni i czczona przez ludzi, którzy przychodzą tam po wieszcze odpowiedzi. Kto chce zasięgnąć rady nieśmiertelnego Boga, niech zbliża się z darami i przy pomyślnych ptakach losu”.
Nowsi podróżnicy, Pouqueville i Leake, rozpoznawali ten krajobraz w pięknej dolinie Janiny, wspaniałej dzięki łąkom, polom i licznym stadom. Sądzili, że miasto Dodona – w średniowieczu zwane Bonditzą – znajdowało się na południowym krańcu jeziora, gdzie dziś leżą ruiny Kastritzy. Nazwę wywodzono rozmaicie: od „domu” lub „daru Boga”, od nazwy rzeki albo pasterza, a nawet od jednej z okeanid. Zeusa nazywano Dodonaios, rzekomo jako dawcę dobra. Próbowano też wyprowadzać nazwę z hebrajskich słów duda lub doda oraz jona lub ona, ponieważ była to wyrocznia gołębi, a nazwa miejsca miała znaczyć „miły” albo „błądzący gołąb”; także z języka perskiego, w którym – według przekazu – oznaczała dwa gołębie.
Założenie wyroczni sięga prapoczątków ludzkości. Według Mojżeszowej tablicy ludów ufundowali ją Dodanimowie, potomkowie Jawana, syna Jafeta. Hezjod nazywał ją siedzibą Pelazgów. Inni podawali, że świątynię wznieśli Deukalion i Pyrra po wielkim potopie, co odpowiadałoby nakazowi pojawiającemu się w jej odpowiedziach, aby składać ofiary wodzie. Dodońskie kapłanki – Pelejady – przedstawiały początki wyroczni w szacie mitu: z egipskich Teb miały wylecieć dwie czarne gołębice. Jedna udała się do Libii, gdzie założyła wyrocznię Ammona, druga do Dodony, gdzie usiadła na dębie o jadalnych żołędziach i ludzkim głosem oznajmiła, że należy tam ustanowić wyrocznię Zeusa.
Herodot wyraźnie poświadczał, że w obu miejscach sposób wróżenia był taki sam. Jak w Dodonie obok Zeusa czczono Dionę, tak w Ammonium obok Ammona oddawano cześć bogini. Dębowi odpowiadał w Egipcie prastary święty pień, cudownemu źródłu – źródło słoneczne i tak dalej. Według innych przekazów drwal Hellos miał pierwszy usłyszeć głos gołębicy, a jego ród, Selloi, opiekował się później wyrocznią. Gołębica po potopie Deukaliona przypomina gołębicę Noego z gałązką oliwną; być może Noe ukrywa się również w mrocznej miejscowej opowieści o Jowiszu navios, czyli bogu okrętów. Gołębica jest ptakiem Afrodyty lub Wenus, a także jej matki – Dione, czyli Junony albo miłości Bożej. Pelasgijski Zeus uchodził za wszechmocnego władcę świata, a jednocześnie za przyjaznego ludziom współbiesiadnika śmiertelnych.
Sellowie służyli pelasgijskiemu Zeusowi, śpiąc na ziemi i chodząc boso, z nieumytymi stopami. Aby otrzymać od niego prorocze sny, prawdopodobnie spali na skórach świeżo zabitych zwierząt ofiarnych. Chodzenie boso jest prastarym zwyczajem wschodnim: podobnie Mojżesz stał przed płonącym krzewem, a Jozue przed Jerychem. Do dziś zachowują go w swoich świątyniach mahometanie, Żydzi i chrześcijanie Wschodu; także w starożytności i średniowieczu rozumiano go jako znak czci przed Bogiem.
Prorocze kapłanki Dione nazywano Gołębicami – Pelejadami. Były trzy i nosiły znamienne imiona: Przewidująca, Cnotliwa i Dziewicza, następując po sobie wraz z wiekiem. Połączenie tych właściwości miało wskazywać na ich oddanie Bogu; również samo określenie „gołębice” miało oznaczać kobiety wieszczące. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że kapłanki Dione otrzymały nazwę od poświęconych jej gołębi, podobnie jak kapłanki bogini-matki zwano Melissami od świętych dla niej pszczół.
Mantyka w Dodonie była częściowo naturalna, wynikająca z wewnętrznego poruszenia ducha, a częściowo sztuczna, odczytująca znaki zewnętrzne. Wymieniano trzy ich rodzaje: prastary dąb z proroczymi gołębiami, cudowne źródło u jego stóp oraz dodońską dźwięczącą misę z brązu.
Dąb o jadalnych żołędziach – „niewiarygodny cud”, jak nazywał go Ajschylos – oznajmiał obecność bóstwa szumem liści i głosami ptaków w koronie. Pod nim zapalano również ofiary dymne. Można go porównać z ołtarzem Abrahama w gaju Mamre pod dębem Ogygesa, który według Józefa Flawiusza miał rosnąć tam od stworzenia świata, a także ze świętymi dębami Celtów i Germanów. U stóp olbrzymiego dębu, zapewne zasilany jego korzeniami, wypływał zimny cudowny zdrój, z którego natchniona kapłanka także wróżyła. Opowiadano, że zanurzone w nim płonące pochodnie gasły, natomiast zgaszone zapalały się ponownie – co, oprócz zjawisk fizycznych, miało głębsze znaczenie odradzającego się życia. Z biegiem czasu źródło to wyschło.
Najbardziej zagadkowy pozostawał trzeci rodzaj wyroczni: osobliwa konstrukcja z metalu. Autorzy starożytni nie są zgodni co do jej wyglądu. Jeden z nich opowiadał, że sanktuarium otaczał krąg stojących blisko siebie trójnogów; uderzenie w jeden wprawiało kolejno wszystkie pozostałe w długotrwałe drżenie. Nie jest jednak pewne, czy opis ten odnosi się do Dodony i czy nie należy rozumieć go jedynie jako obrazu łączności między duszami.
Inni przekazywali, że w Dodonie stały obok siebie dwie jednakowe kolumny. Na jednej znajdowała się misa z brązu, na drugiej zaś brązowy posąg chłopca, który w prawej dłoni trzymał bicz z trzema łańcuszkami zakończonymi ruchomymi metalowymi kostkami. Gdy wiatr wiał dostatecznie mocno, kostki uderzały o brązową misę i wywoływały długo słyszalne tony, rozchodzące się szeroko w powietrzu. Całość miała być darem Korkyrejczyków; stąd powstały przysłowia „korkyrejski bicz” i „dodoński dzwon”, używane wobec ludzi, którzy nie potrafią zakończyć swojej mowy.
Podobnie jak wróżono z szumu świętego dębu i szemrania cudownego źródła, tak – jak się zdaje – odczytywano przyszłość z dźwięków dodońskiej misy. Konstrukcja mogła jednak mieć także inne znaczenie. Obie kolumny przypominają przede wszystkim kolumny Jachin i Boaz z przedsionka świątyni Salomona. Krünitz słusznie przypuszczał, że te puste kolumny z brązu miały kapitele ozdobione brązowymi misami i dwustoma jabłkami granatu ustawionymi w dwóch rzędach, tworzącymi jakby dwie wielkie korony. Z kapiteli zwisały swobodnie łańcuszki z jabłkami granatu, tworząc bicz, tak aby pod wpływem wiatru powstawała jasna, przyjemna muzyka dzwonków.
Podobne złote kolumny, podarowane Salomonowi przez króla Hirama, ustawiono w Tyrze w świątyni najwyższego Boga. Nie byłoby nieprawdopodobne, gdyby dodońskie kolumny stanowiły naśladownictwo kolumn Salomona. Były bowiem darem Korkyrejczyków, a wyspa Korkyra była zamieszkana przez Pelazgów, sławnych jako żeglarze i kupcy. Z pewnością handlowali także z Fenicją i Syrią; być może zlecili wykonanie daru dla Dodony tym samym tyryjskim rzemieślnikom, którzy służyli Salomonowi. Podobny instrument dźwiękowy znajdował się przy sławnym grobowcu etruskiego króla Porsenny w Kluzjum, a w późniejszych czasach August polecił obwiesić dzwonkami szczyt kapitolińskiej świątyni Jowisza.
Dzwony świątynne miały pierwotnie głębsze znaczenie, niż się zwykle sądzi. Po raz pierwszy wspomina o nich rytualne prawo Mojżesza. Skoro na skraju szaty arcykapłana wchodzącego do Miejsca Najświętszego miały wisieć na przemian dzwoneczki i jabłka granatu, to według Filona wydawane przez nie tony symbolizowały zgodność świata i harmonię sfer; sam żydowski arcykapłan był bowiem postrzegany jako obraz wszechświata. Podobnie używano w Grecji brązowych mis podczas nocnych obrzędów misteryjnych. Także pobożnym zmarłym bije się w dzwony przy pogrzebie, aby oznajmić, że dusza, przyjęta do wyższych sfer, „rozpoczyna taniec z jaśniejącymi gwiazdami nieba”. Dlatego posługiwano się dźwiękiem dzwonów przy wszelkich obrzędach uwalniania od grzechu i oczyszczenia. Brzmienie czystego brązu miało czysto nastrajać duszę i wyzwalać ją spod władzy ciemnych demonów.
Zestawiając to wszystko, można przypuszczać, że dodońskie kolumny i umieszczone na nich przedmioty wyrażały następującą ideę: niezbyt wielka misa z brązu była półkulą i obrazem nieba; niewielka postać męska przedstawiała Demiurga lub budowniczego świata; tony dzwonu były symbolem harmonii świata i muzyki sfer. Ta prastara, wielka wizja wyobraźni o chórze świata stanowi zapewne także podstawę pięknej opowieści o dźwięczącej kolumnie Memnona, o której mówiono: „Egipcjanie i Etiopowie składają jej ofiary każdego ranka, kiedy Słońce wysyła pierwsze promienie, a posąg wydaje głos, którym wita swoich czcicieli”. Nawet nauka tak zwanych chrześcijan świętego Jana na pograniczu Asyrii zna tajemniczy krzyż pokryty dzwoneczkami, umieszczony między Słońcem i Księżycem.
Cudowny leśny dzwonek oznajmiał wszystkim przybywającym do Dodony, aby zapytać Boga, że znajdują się w miejscu świętym, powinni pytać z czystą duszą i sami milczeć tam, gdzie przemawia Bóg. Nietrudno wyobrazić sobie, że w takim otoczeniu niezależne od ludzkiej woli i nieregularne tony, powstające jak dźwięki harfy eolskiej pod wpływem „Ducha, który wieje, kędy chce”, wywierały szczególnie uroczyste wrażenie na pielgrzymach i skłaniały ich do skupienia. Przed zadaniem pytania Bogu należało ponadto odbyć w świątyni oczyszczającą kąpiel, podobną do tej, przez którą delficka Pytia przygotowywała się do wieszczenia.
Obok sztucznego wróżbiarstwa ze znaków praktykowano jednak – jak już wspomniano – naturalną dywinację wynikającą z proroczego poruszenia umysłu. Gdzie występują wieszczące kapłanki, tam należy zakładać istnienie stanów ekstatycznych, podobnych do magnetycznych. Sofokles określał dodońskie kapłanki ogólnie jako natchnione przez Boga. Jeszcze wyraźniej mówił Platon: „Prorokini w Delfach i kapłanki w Dodonie, znajdując się w świętym szale, przyniosły swojej ojczyźnie wiele dobra w sprawach prywatnych i publicznych, w stanie rozsądku natomiast mało albo nic”.
Wyraźnie stwierdzono zatem, że kapłanki obu sanktuariów nie udzielały odpowiedzi w stanie zwyczajnej, czuwającej świadomości, lecz w rzeczywistym uniesieniu albo ekstazie. Zapewne przyczyniały się do tego również częste ofiary dymne i kadzidlane, których zapachem były niejako przeniknięte. Arystydes usuwa wszelką wątpliwość, mówiąc, że kapłanki Dodony ani przed pochwyceniem przez ducha nie wiedziały, co powiedzą, ani później – gdy wracała ich naturalna świadomość – nie pamiętały, co powiedziały; wszyscy inni wiedzieli zatem lepiej od nich samych, jakie słowa wypowiedziały.
Pelejady miały śpiewać następujące wersy:
Zeus był, Zeus jest, Zeus będzie – o wielki Zeusie!
Ziemia zsyła owoce, dlatego nazywajcie ją Matką.
Forma tych wersów może pochodzić z późniejszych czasów, lecz ich treść i myśl są prastare. Pierwszy zawiera tę samą ideę co sławny napis na osłoniętym posągu w Sais: „Jestem wszystkim, co było, jest i będzie; żaden śmiertelnik nie uniósł mojej zasłony”. To ta sama dawna nauka, że Bóg jest początkiem, końcem i środkiem wszystkich rzeczy. Jeśli wolno porównać świeckie ze świętym, także w Nowym Testamencie widzialny Bóg nazywany jest Tym, który jest, który był i który przychodzi. Jest to w gruncie rzeczy rozwinięcie sławnego starotestamentowego określenia Boga: „Jestem, który będę”, wyrażającego zgodność Boga z samym sobą oraz to, że jest On źródłem wszelkiego życia i najgłębszym korzeniem wszystkich rzeczy.
Drugi wers, mówiący o ziemi dającej owoce, zawiera pogląd, że podobnie jak Bóg jest Ojcem ludzi, tak Ziemia jest ich wspólną Matką. Tym mniej można temu wyobrażeniu zarzucić, że również według Mojżeszowej Księgi Rodzaju śmiertelna część człowieka została wzięta z ziemi i do niej powraca. Także ta sentencja świadczy o bliskim pokrewieństwie teologii dodońskiej z systemami religijnymi Azji Przedniej.
Niemal wszyscy najdawniejsi bohaterowie narodu greckiego zwracali się w swych potrzebach do Boga w Dodonie: Herakles, Achilles i jego syn Pyrrus, Odyseusz oraz Eneasz. Wyroczni zasięgano we wszystkich ważnych sprawach, szczególnie przy zakładaniu kolonii oraz w trudnych czasach wojny i zarazy. Zgodnie z jedną z dodońskich odpowiedzi wyparty z ojczyzny szczep pelasgijski przeniósł się z Epiru do Italii i – tak jak mu nakazano – osiadł w Krotonie, w kraju tubylców.
Jak dobroczynnie dodoński Zeus oddziaływał w najdawniejszych czasach Grecji, widać zwłaszcza w odpowiedziach, w których ogłaszał prawo ludzi szukających schronienia i ich nietykalność jako nakaz religijny oraz nakazywał szacunek dla orzeczeń Areopagu. Za jego zgodą także spartański król Agesilaos wyruszył przeciw Persom, aby wyzwolić Greków azjatyckich.
Pauzaniasz przytacza kilka niezwykłych odpowiedzi. Jedna dotyczyła Koresosa, kapłana Dionizosa, który bez wzajemności kochał dziewczynę imieniem Kallirhoe. Dionizos pomścił kapłana, zsyłając ciężką chorobę na Kalidończyków, a śmierć porywała ich w obłędzie. Mieszkańcy Kalidonu zwrócili się do Dodony, aby za pośrednictwem gołębi i dźwięczącego dębu poznać sposób ocalenia. Wyrocznia odpowiedziała, że umrzeć musi Kallirhoe albo ktoś, kto zechce złożyć za nią siebie w ofierze. Dziewczynie nie pozostało nic innego, jak pozwolić poprowadzić się niczym zwierzę ofiarne ku ołtarzowi Dionizosa. Wówczas Koresos, dokonujący ofiary, zdjęty litością oddał za ukochaną własne życie. Gdy surowe serce Kallirhoe ujrzało martwego kochanka, jej nienawiść nagle przemieniła się w miłość. Zabiła się przy źródle, które odtąd nosiło jej imię.
Inny przypadek był następujący. Podczas wyprawy na Troję arkadyjski Teutis poróżnił się z Agamemnonem w Aulidzie i chciał zawrócić. Atena usiłowała powstrzymać go pod postacią wojownika, lecz w gniewie zranił ją włócznią w biodro i odprowadził wojsko. Po powrocie do domu zdawało mu się, że widzi boginię taką, jak ją zranił. Ogarnęła go wyniszczająca choroba, a ziemia przestała wydawać owoce. Później wyrocznia w Dodonie objawiła im sposób przebłagania winy: wznieśli posąg Ateny z raną na biodrze, który oglądał jeszcze sam Pauzaniasz.
Do naszych czasów dotarło niewiele właściwych przepowiedni tamtejszych kapłanek. Lacedemończykom zapowiedziały kiedyś, że wojna z Arkadyjczykami będzie dla nich pozbawiona łez; odnieśli zwycięstwo, nie tracąc ani jednego człowieka. Aleksander, król Epiru, został w Dodonie ostrzeżony przed wodą acherontyjską. Unikał jej, lecz znalazł śmierć w Italii, w rzece Acheron. Kapłanka Phaennis, córka królewska, na jedno pokolenie wcześniej przepowiedziała niszczycielski pochód Galów aż do Azji.
Wyrocznia w Dodonie istniała przez ponad dwa tysiące lat i zasięgano jej rady aż do ostatnich czasów greckiej niezależności. Jej kapłanki były nieprzystępne przekupstwu. W okresie macedońsko-rzymskim gromada dzikich Etolów napadła na świątynię, spaliła otaczające ją piękne hale kolumnowe, zniszczyła liczne dary wotywne i zrównała święty dom z ziemią, pozostawiając tylko wewnętrzną kaplicę. Wówczas zapewne zniszczono również dwie kolumny z misą z brązu.
Sanktuarium musiało przetrwać także straszliwe splądrowanie Epiru za Paulusa Emiliusza, a w 88 roku przed Chrystusem Trakowie spustoszyli cały Epir i ograbili świątynię. Około narodzin Chrystusa wyrocznia w Dodonie, podobnie jak niemal wszystkie pozostałe, była już prawie całkowicie opuszczona. Strabon wspomina o ruinach i ubogich chatach u podnóża góry Tomaros. Jeszcze Pauzaniasz pisał jednak około roku 180, że za jego czasów święty dąb nadal się zielenił, a jeden z jego współczesnych mówił o przepowiedniach kapłanek. Dopiero w III wieku, jak się zdaje, pewien iliryjski rozbójnik ściął święte drzewo i wyrocznia zamilkła na zawsze.
- Wyciąg z interesującego, równie uczonego, co napisanego z polotem programu ówczesnego rektora Uniwersytetu w Würzburgu, E. von Lasaulxa: Das pelasgische Orakel des Zeus zu Dodona, ein Beitrag zur Religionsphilosophie, Würzburg 1840, format quarto.
- Do przytoczonych przez pana von Lasaulxa miejsc u autorów starożytnych – Ksenofonta, Owidiusza i innych – można dodać słowa późnorzymskiego historyka Ammiana Marcellina z XXI księgi jego historii cesarzy. Auspicja lub auguria czerpie się nie z zachowania ptaków znających przyszłość czy jej świadomych – nikt nie byłby tak nierozsądny, by czynić je wtajemniczonymi – lecz lotem ptaków kieruje bóstwo; przez dźwięk dzioba oraz łagodny lub gwałtowny szum skrzydeł oznajmia przyszłość. Łaska bogów chętnie wynagradza w tej sztuce zasługę albo pragnienie człowieka.
- Bogaty zbiór proroczych snów podają Cyceron (O wróżbiarstwie, I, 27) i Tertulian (O duszy, rozdz. 46). Ksenofont mówi, że we śnie dusze ludzkie ukazują się jako najbardziej wolne i boskie, a wtedy spoglądają w przyszłość. Podobnie Józef Flawiusz: podczas snu dusze, nie rozpraszane przez ciało, lecz skupione w sobie, korzystają z najsłodszego odpoczynku; przestając z Bogiem, z którym są spokrewnione, wędrują wszędzie i przewidują wiele przyszłych rzeczy.
- Wiara w wieszczą moc umierających była w Grecji od najdawniejszych czasów tak rozpowszechniona, że Sokrates w platońskiej Obronie przywołuje ją jako pogląd powszechnie uznawany. Zob. także Homer, Iliada; Arrian; Cyceron i inni.
Przypis źródłowy
„Über die Glaubwürdigkeit der alten Orakel, insbesondere über die Responsa des dodonäischen Zeus der Pelasger” [„O wiarygodności starożytnych wyroczni, w szczególności o odpowiedziach dodońskiego Zeusa Pelazgów”], „Magikon. Archiv für Beobachtungen aus dem Gebiete der Geisterkunde und des magnetischen und magischen Lebens”, 1842, t. 2, s. 99–112.