Niezwykłe zjawisko dotyczące dwóch stołów

Spirytyzm

Niezwykłe zjawisko dotyczące dwóch stołów, przekazane przez Goethego

Tytuł oryginalny: Ein von Göthe mitgetheiltes merkwürdiges Phänomen an zwei Tischen und Versuch einer spiritualistisch-naturwissenschaftlichen Erklärung desselben wie verwandter Spuk-Geschichten

Autor: Gregor Constantin Wittig

Artykuł podejmuje próbę wyjaśnienia opowieści przypisywanej Goethemu o dwóch stołach wykonanych z drewna tego samego drzewa. Autor odwołuje się do dziewiętnastowiecznych badań nad rezonansem, drganiami, elektrycznością i fizjologią układu nerwowego, aby zbudować własną, spiritualistyczno-przyrodniczą interpretację zjawisk uznawanych za „nawiedzenia”. Poniżej zamieszczono pełny przekład części dostępnej w skanie; tekst urywa się zapowiedzią dalszego ciągu.

Przekład

Opowieść o dwóch stołach

Ukazująca się w Berlinie gazeta dla kobiet „Der Bazar” zamieszcza w numerze 44 z 23 listopada 1870 roku, w artykule „Blicke in die Pflanzenwelt”, następującą godną uwagi notatkę:

Goethe opowiada o przypadku, który istotnie może skłaniać do zastanowienia. Dwie siostry otrzymały jako część wyprawy stoły wykonane z drewna tego samego drzewa. Mieszkały w odległości kilku mil od siebie. Pewnego dnia u starszej siostry zebrało się towarzystwo i przy otwartych drzwiach pito kawę, gdy stojący w kącie stół wydał gwałtowny trzask. Pękł. Po kilku godzinach nadeszła wiadomość, że w domu młodszej siostry wybuchł pożar. Mówiono, że stół to oznajmił, a po bardzo dokładnym zbadaniu sprawy dowiedziano się, iż o tej samej godzinie spłonął drugi stół!

Drgania, rezonans i wybuchające substancje

Jakich punktów oparcia dostarcza nam najnowsza nauka, aby zjawisko to wyjaśnić w sposób choćby przybliżenie naturalny? W nader cennym artykule „Ueber den Zusammenhang der chemischen Erscheinungen mit der Bewegung, welche wir als Schall und Licht bezeichnen”, zamieszczonym w czasopiśmie „Das Ausland”, nr 13 z 1874 roku, czytamy mniej więcej, co następuje:

Już wcześniej w młynach prochowych i fabrykach bawełny strzelniczej zauważono, że wskutek przypadkowej eksplozji jednego stanowiska pracy także położone w pobliżu stanowisko wylatywało w powietrze bez jakiejkolwiek dostrzegalnej przyczyny. Te i kilka podobnych doświadczeń nasunęły Abelowi myśl, że bezpośrednie wstrząśnienie mechaniczne pochodzące od jednej eksplozji, rozchodzące się częściowo w powietrzu, a częściowo w ziemi, po dotarciu do materiału o takich samych właściwościach jak ten, który wybuchł jako pierwszy, może spowodować również jego eksplozję.

Abel przeprowadził liczne doświadczenia. Ich ogólnym wynikiem było stwierdzenie, że jedna substancja może zostać doprowadzona do współwybuchu przez inne wybuchające substancje z bardzo różną łatwością. Eksplozja dowolnego materiału zawsze jednak może spowodować eksplozję znajdujących się w pobliżu ilości tego samego materiału.

Dalej, w numerze 14 tego samego czasopisma, w ciągu dalszym wspomnianego artykułu napisano:

Jeżeli chcemy ująć te zjawiska współwybuchających substancji za pomocą jednej zasady wyjaśniającej, musimy sięgnąć do kilku doświadczeń z dziedziny akustyki. Znanym zjawiskiem jest to, że ciało wydające dźwięk może pobudzić do współbrzmienia drugie ciało, które po uderzeniu wydałoby ten sam ton. Kiedy gra się na fortepianie, po wydobyciu określonego tonu zaczyna nagle współbrzmieć znajdujący się w pobliżu przedmiot, na przykład kieliszek do wina. Jeżeli z kolei uderzy się w ten kieliszek, okazuje się, że wydaje on ten sam ton, który wcześniej zagrano na fortepianie.

Każde ciało zdolne jest wydawać nie tylko jeden ton, lecz – ściśle biorąc – nieskończoną ich liczbę; na ogół są one jednak tym słabsze, im wyższe pozostają w stosunku do tonu podstawowego. Są to tak zwane tony górne, czyli składowe. Kieliszek mógłby zatem zostać pobudzony do współbrzmienia również przez inny ton, jeżeli byłby on jednym z jego tonów górnych.

Jeśli silny, wyćwiczony głos zaśpiewa donośnie w kierunku kieliszka ton, który ten sam z siebie wydaje, szkło zacznie silnie drgać. Jego cząstki mogą zostać odsunięte od siebie tak daleko, że nie będą już przyciągały się dostatecznie mocno, aby powstrzymać lub stłumić ruch – i kieliszek pęknie. Mógłby on zostać rozbity także wtedy, gdy zaśpiewano by w jego kierunku jeden z tonów górnych.

W każdym brzmiącym ciele znajduje się szereg punktów pozostających w ciągłym, silnym ruchu oraz drugi szereg punktów pozostających w spoczynku; są to tak zwane punkty węzłowe, a w dzwonach i płytach – linie węzłowe. Przypuśćmy, że kieliszek jest w pewnych miejscach grubszy niż w innych. Jeżeli wprawimy go w takie drgania, że największe przesunięcia cząstek szkła względem siebie przypadną na miejsca cienkie, pęknie tam łatwiej, nawet jeśli dźwięk sam w sobie będzie słabszy. Jeżeli natomiast największe naprężenia wystąpią w miejscu, gdzie szkło jest najgrubsze, trzeba będzie pobudzić je do bardzo silnego brzmienia, aby pękło. Wtedy jednak rozpryśnie się nagle z wielką siłą.

Zastosujmy ten obraz do wstrząsanych cząsteczek bawełny strzelniczej. Kiedy na przykład bawełna strzelnicza zostaje zapalona w sposób wybuchowy, jej cząsteczki wysyłają szereg wstrząsów. Są one dokładnie takie same jak drgania, do których zdolna jest również druga cząsteczka bawełny strzelniczej – podobnie jak w wypadku dwóch jednakowo zbudowanych kieliszków. Dalsze cząsteczki także zaczynają więc drgać. Drgania mogą wzmóc się do tego stopnia, że również druga cząsteczka rozpada się na pojedyncze części, to znaczy na mniejsze i silniej związane skupiska atomów; proces ten przechodzi następnie przez cały szereg jednakowo zbudowanych cząsteczek.

Kiedy jodek azotu spala się na bawełnie strzelniczej, od jodku azotu także rozchodzi się pewna liczba okresowych wstrząsów. Wśród wszystkich tych tonów składowych nie ma jednak ani jednego, zgodnie z którym mogłyby poruszać się cząsteczki bawełny strzelniczej. Nie zaczynają one zatem drgać i nie ma powodu, dla którego miałyby się rozerwać. Proch natomiast podczas spalania wywołuje wstrząsy, wśród których znajdują się takie, zgodnie z którymi mogą drgać również cząsteczki bawełny strzelniczej; proch może więc zapoczątkować jej spalanie.

Jeżeli inne ciało w czasie spalania wywołuje takie samo wstrząśnienie jak proch, lecz słabsze, trzeba użyć odpowiednio większej ilości tego drugiego ciała. Gdyby zaś cząsteczka bawełny strzelniczej była w różnych miejscach związana z różną siłą i wprawiono ją w takie drgania, że powstałby nie ton podstawowy, lecz ton górny, a miejsca największych naprężeń wywołanych przez ten ton pokrywałyby się z miejscami najmocniejszymi, potrzebne byłoby silne wstrząśnienie. Wówczas jednak cząsteczka rozerwałaby się z olbrzymią siłą. Tę konsekwencję teorii rzeczywiście można wykazać doświadczalnie.

W istocie przez samo zetknięcie z pewnymi ciałami można tak pokierować przyciąganiem cząsteczkowym i wynikającymi z niego ruchami, że przemiana cząsteczkowa rozchodzi się przez całą masę jako nagły rozkład. Odwrotnie, drgania mogą być do tego stopnia tłumione przez ściśle określony układ przyciągania cząsteczkowego pomiędzy różnie drgającymi ciałami, że rozpad następuje dopiero przy wielkim natężeniu drgań – i wtedy następuje bardzo gwałtownie.

Że jedynie rzeczywiste drgania są zdolne wywoływać eksplozje, wykazali doświadczalnie – przynajmniej w odniesieniu do jodku azotu – dwaj francuscy uczeni, zainspirowani pracą Abela. Nieco tej substancji położono na pudle rezonansowym wiolonczeli i grano na niej coraz wyższe tony. Jodek azotu eksplodował, gdy osiągnięto ton o częstotliwości około 60 drgań na sekundę. I odwrotnie: eksplozją jodku azotu można było pobudzić do brzmienia płomienie znajdujące się w otwartych u góry i u dołu rurach dostrojonych do określonych tonów. Dowodzi to, że podczas eksplozji rzeczywiście powstają pewne tony muzyczne.

Próba zastosowania teorii do opowieści Goethego

Dalsze rozważania fizyczne i chemiczne musimy pozostawić naszym szanownym czytelnikom do samodzielnego przeczytania we wspomnianym artykule. Dla naszych celów to, co przytoczono, na razie zupełnie wystarcza.

Zastosujmy to, co powiedziano o drganiach wybuchowych ciał – prochu i bawełny strzelniczej – a także o brzmiących kieliszkach, do przekazanego nam przez Goethego przypadku: jeden stół płonie, a wykonany z tego samego drewna drugi stół, oddalony o wiele mil, w tej samej chwili pęka. Oba stoły pochodziły z drewna jednego drzewa, a zatem ich komórki i cząsteczki były jednorodne; miały więc także jednakowe nastrojenie i zdolność drgania.

Zakładam, że wiadomo, iż wszystkie otaczające nas ciała pozostają w ciągłych wibracjach, czyli w większym lub mniejszym drżeniu swoich cząstek. Światło dzienne potęguje te drgania, które nocą ponownie słabną. Stąd często słyszany trzask lustra albo szafy. Nie może powstać żaden odgłos, żaden ton, żaden ruch, żadne wstrząśnienie ani żadna eksplozja, które nie oddziaływałyby w pełni na całe otoczenie we wszystkich kierunkach i niejako plastycznie na nie wpływały.

Musimy zatem przyjąć, że pożar domu może rozchodzić się ze swymi drganiami daleko, a nawet nieskończenie daleko, niemal z elektryczną prędkością, w najsubtelniejszym eterze naszego powietrza i wszystkich pozostałych porowatych substancji – o ile tylko znajdzie dla siebie przewodnik. Tak jak lustro wychwytuje i odbija światło dochodzące ze wszystkich stron z odległości setek, tysięcy i milionów mil, tak też każdy przedmiot będzie niejako wypolerowany i skonstruowany na podobieństwo lustra dla pewnych wszechobecnych, przenikających się wzajemnie bez przeszkód drgań; albo będzie do nich dostrojony niczym ciało dźwięczące i zareaguje na nie rezonansem.

Ciała pokrewne, dzięki podobnej organizacji, zostaną współdotknięte oraz pobudzone do sympatycznego brzmienia i drgania. Jeżeli wzbudzenie jednego ciała jest równie gwałtowne jak wzbudzenie ciała eksplodującego albo płonącego stołu, inny stół, całkowicie z nim spokrewniony pod względem cząsteczkowym, najpierw zostanie niejako pobudzony do współbrzmienia. Kiedy zaś pierwszy stół przegrzewa się podczas spalania, drugi ujawni przekazane mu gwałtowne naprężenie wibracyjne i współruch wszystkich swoich cząsteczek przez ich nagłe rozerwanie.

Zjawiska „nawiedzeń” i osoby sensytywne

W ten całkiem naturalny sposób można by zapewne najprościej wyjaśnić także wiele tak zwanych zjawisk nawiedzenia, które przy wstrząsających nerwami wydarzeniach występują często w znacznej odległości: pękanie kieliszków, cylindrów, luster i inne fizycznie niewytłumaczalne znaki, bez dającego się wykazać wpływu pogody. Dołącza się tu jednak jeszcze inny czynnik: rzeczy tego rodzaju zwykle zachodzą w pobliżu pewnych osób sensytywnych, nazywanych mediami.

Cały świat wie już, że istnieją wrażliwe płomienie gazowe, które podczas gry na instrumentach czule wydłużają się i skracają. Zapewne mniej powszechnie wiadomo, że także delikatne fontanny są tak wrażliwe, iż nie tylko dorównują pod tym względem elektroskopowi ze złotymi listkami, ale przy wilgotnym powietrzu nawet go przewyższają. Dlatego wolę od razu wskazać źródło, z którego czerpię: dzieło Zöllnera „Ueber die Natur der Kometen”. Na stronie 160 napisano:

Jeżeli na przykład trzyma się głowę w odległości od 12 do 18 cali i tylko raz przesunie dłonią po włosach, strumień natychmiast się zwęża, choć tylko na krótki czas.

Gdy około dwudziestu lat temu w Eperies na Węgrzech, w warsztacie mechanika Gustava Liedemanna, który zajmował się także wykonywaniem szkolnych przyrządów fizycznych, przeprowadzano doświadczenia z elektroforem, przypadkowo zauważono zwężenie strumienia wody w znajdującej się w pobliżu fontannie Herona.

Na zakończenie pozwolę sobie jeszcze zauważyć, że fontanna – jeżeli obserwuje się ją nie w postaci prostego, wznoszącego się strumienia, lecz jako niską wiązkę wody wytworzoną przez nasadkę podobną do sitka – rzeczywiście ukazuje w pobliżu swej głowicy najistotniejsze zjawiska par wydobywających się z komety. Drobne kropelki wody poruszają się bowiem pod wpływem sił działających w zupełnie podobny sposób: odpychanie elektryczne zostaje zastąpione przez przyciąganie Ziemi, a odpychanie strumieni pary – przez ciśnienie hydrostatyczne wypływającego strumienia wody.

Mam sposobność obserwować taką fontannę w pobliżu mego mieszkania i sądzę, że można z dość dużym prawdopodobieństwem przyjąć, iż pojawiające się niekiedy nagle, bez wpływu wiatru, zwężenia wiązki wody należy przypisać zmianom elektryczności atmosferycznej. Ze względu na opisaną wyżej wielką wrażliwość reakcji byłoby to zjawisko, którego należałoby oczekiwać a priori.

Gdy tylko następuje takie zwężenie, kropelki wody stają się znacznie liczniejsze w tej samej części przestrzeni. Odbija się wówczas wyraźnie większa ilość światła i w poszczególnych miejscach pojawiają się lśniąco białe, parabolicznie zakrzywione twory. Chmura drobno rozpylonej wody, która stale wznosi się niczym dym bezpośrednio nad wierzchołkiem wodnej wiązki, jest wtedy szczególnie silna; niekiedy, w odległości kilku stóp, otacza również parabolicznie zakrzywioną powłoką paraboliczny płaszcz znajdującej się pod nią wiązki wody.

Z tymi zjawiskami, dostrzeganymi na razie jedynie w odosobnionych przypadkach, wiąże się perspektywa obserwowania wszystkich dotąd tak zagadkowych zjawisk kometarnych – być może również fosforescencji elektrycznej w ciemnych pomieszczeniach – w procesach zachodzących w naszym najbliższym otoczeniu, w których działają tylko najbardziej zwyczajne i najprostsze siły natury.1

W dziele Eisenlohra „Lehrbuch der Physik” z 1863 roku, na stronie 537, o mechanicznych skutkach elektryczności napisano, że kiedy potarty pręt szklany, a więc naładowany elektrycznością dodatnią, zostanie bardzo zbliżony do spadających kropel fontanny, krople ulegają rozproszeniu. Oznacza to, że oddzielone cząsteczki wody odpychają się, ponieważ przez przewodzenie udzielono im elektryczności tego samego rodzaju. Gdy natomiast pręt szklany zbliża się do nich jedynie z daleka, kropelki łączą się, ponieważ elektryczność zostaje wówczas rozdzielona – innymi słowy, różnicuje się przez indukcję, przechodzi w swoje przeciwieństwo i wywołuje elektryczność ujemną.

Także fizyk de Tessan – por. Du Petit-Thouars, „Voyage autour du monde, etc.”, tom X, Physique, tom V, 1844 – mówi na stronie 98 „o rozprężającej sile elektryczności”. Czyż elektryczność nerwowa człowieka, wykazująca podobne skutki rozprężające, nie została już niezbicie dowiedziona pod względem fizjologicznym przez Du Bois-Reymonda, a pod względem fizycznym przez doświadczenia Alexandra von Humboldta nad odchyleniem igły magnetycznej? Zobacz zeszyt IV „Psychische Studien”, s. 186.

Układ nerwowy jako aparat odbiorczy

Jeżeli Zöllner ma nadzieję rozwikłać zagadkowe zjawiska komet przez uważną obserwację elektrycznego zachowania zwykłego, cienkiego strumienia wody, to zapewne i nam wolno będzie przejść od elektrycznie zwężających się fontann, współśpiewających płomieni gazowych, współbrzmiących strun i kieliszków, współwybuchających substancji i tym podobnych zjawisk do czegoś znacznie nam bliższego niż komety: do dostępnego bezpośredniej obserwacji układu nerwowego tak zwanych osób sensytywnych. Nie zachodzi u nich bodaj nic cudowniejszego niż u ludzi, przed którymi strumień wody nagle się zwęża, kiedy przesuwają dłonią po włosach, albo których przelewająca się siła nerwowa przypomina siłę ryb elektrycznych.

Dlaczego na przykład nie obawiano się badać przyczyn tych zjawisk fizycznych, które przecież brzmią równie zabobonnie jak podobne zjawiska spirytualizmu? Nasz układ nerwowy wraz z całością swej świadomości tworzy tak wiele najczulszych i najwrażliwszych aparatów we wszystkich wymiarach i we wszystkich składnikach tego, co stałe, płynne i lotne, że nieustannie i nieświadomie przenikają do niego wspólnie oddziaływania wszystkich drgań natury. Układ nerwowy, mimowolnie wprawiany przez nie w ciągłe współdrganie, kieruje je do swoich reflektorów świadomości, które z kolei nastawione są na jeden główny punkt skupiający proces ich uświadamiania.

Do naszej świadomej percepcji dociera jednak tylko pewna suma drgań. Zdecydowana większość akordów, drgających głęboko poniżej skali naszego świadomego aparatu poznawczego albo wysoko ponad nią – a ich liczba jest niemal nieskończona – nie jest już przez nas bezpośrednio dostrzegana, podobnie jak chemiczne promienie podczerwone i nadfioletowe w widmie. Mimo to wywołują one dostrzegalne skutki.

Osoby, u których w aparacie nerwowym rozwinął się wyższy i subtelniejszy zmysł odbierania tych drgań, będą albo wywoływały zjawiska zmysłowe, albo oglądały wizje i słyszały głosy tam, gdzie żaden inny człowiek nie wywołuje ani nie postrzega niczego podobnego – tak jak głęboki myśliciel snuje i rozwija myśli jeszcze tam, gdzie niewiedzącemu już dawno zerwała się nić.

W pobliżu takich osób nawet wstrząsające wydarzenia i zajścia rozgrywające się w największej odległości zostaną wychwycone i odbite niczym w precyzyjnym refraktorze, odpowiednio do stopnia rozwinięcia subtelniejszego, duchowego narządu zmysłowego danej osoby. Na przykład konanie bliskiego krewnego może przejawić się zakłócającym wpływem na nerwowy aparat ruchowy medium: jako mgliste przeczucie i niewytłumaczalny ucisk, jako zwiastujący nieszczęście demon Sokratesa, jako gwałtowne uderzenia i donośne stukanie, łoskot, nagłe zatrzymanie chodzących zegarów i poruszających się wahadeł, uderzenia rózgą w okno, pękanie kieliszków lub luster i inne tak zwane zjawiska nawiedzenia; może też wystąpić w postaci wyższych zjawisk wizyjnych i słuchowych.

Do tego miejsca wszystko daje się wyjaśnić całkiem naturalnie, jakkolwiek samo w sobie wydaje się niezwykłe. Drgania, które powodują pęknięcie kieliszka i rozsadzenie blatu stołu, zapewne mogą także unieść stół, a nawet osobę, swobodnie w powietrze. Nieskończenie różnorodne, krążące i krzyżujące się drgania mogłyby stanowić obraz osobliwych splątań, zapętleń i rozwiązań sznurów poddanych ich wpływowi w obecności niektórych mediów.

Zjawiska tego rodzaju nie są ani trochę bardziej niezwykłe niż nasze elektryczne telegrafy dupleksowe, które przesyłają dwa telegramy po tym samym przewodzie, zarówno w tym samym, jak i w przeciwnych kierunkach, dzięki jednoczesnemu podwójnemu nadawaniu i odbieraniu. Wkrótce zapewne pojawią się nie tylko telegrafy dupleksowe, lecz także tripleksowe, a w końcu multipleksowe; za te ostatnie można już szczególnie uważać nasze własne nerwy.

W naturze nic się nie miesza. Wszystkie wibracje i drgania przenikają się w nieskończoność, aż gdzieś natrafią na sensytywny aparat odbiorczy i znajdą w nim właściwy sobie wyraz.

Eteryczne medium pośredniczące

Drgające medium pośredniczące, pozostające w stałym i ciągłym związku ze wszystkimi istotami, jest przy tym błyskawicznie działającym przewodnikiem wszystkich tych i podobnych zjawisk. Niesie ich rozproszone zwierciadlane obrazy we wszystkich kierunkach i ponownie wzbudza je w odpowiednich refleksyjno-sensytywnych aparatach odbiorczych.

Ponieważ drgania te biegną w nieskończoność, mogą także w każdej sekundzie wieczności zostać gdzieś przechwycone i wykorzystane do duchowego oglądu. Dla pełniejszego zrozumienia mojej idei odsyłam na razie do dzieła prof. dr. Felixa Eberty’ego „Die Gestirne und die Weltgeschichte. Gedanken über Raum, Zeit und Ewigkeit”, wydanie drugie, Breslau, Max Müller, 1864. Przy innej sposobności zamierzam jeszcze osobno do niego powrócić.

Na razie, jako fizyczną podstawę tego rodzaju teorii psychicznej, przytaczam ustęp z głębokiej „Naturphilosophie” mało niestety znanego, wybitnego amerykańskiego przyrodnika i geologa Andrew Browna. Dzieło ukazało się w 1854 roku w Nowym Jorku. Kilka jego fragmentów zamieściłem już na stronach LIII i następnych przedmowy do mojego przekładu „Principien der Natur etc.” A. J. Davisa, wydanego w Lipsku przez Oswalda Mutze. Przytoczony ustęp mówi o eterycznym medium pośredniczącym, które łączy wszystkie rzeczy, przyjmuje w siebie ich najsubtelniejsze poruszenia i ruchy oraz przekazuje je dalej.

(Dokończenie nastąpi.)

Przypis

  1. Por. dr Wilhelm Abendroth, Ueber elektrische Flüssigkeitsstrahlen, 8 arkuszy, format quarto, Expedition des Vereins für Erdkunde in Dresden, 1874, cena 10 srebrnych groszy. Przypis autora. ↩

Nota źródłowa

Autor: Gregor Constantin Wittig.

Tytuł oryginalny: Ein von Göthe mitgetheiltes merkwürdiges Phänomen an zwei Tischen und Versuch einer spiritualistisch-naturwissenschaftlichen Erklärung desselben wie verwandter Spuk-Geschichten.

Tytuł polski: Niezwykłe zjawisko dotyczące dwóch stołów, przekazane przez Goethego, oraz próba spiritualistyczno-przyrodniczego wyjaśnienia tego i pokrewnych opowieści o nawiedzeniach.

Czasopismo: Psychische Studien. Monatliche Zeitschrift, vorzüglich der Untersuchung der wenig gekannten Phänomene des Seelenlebens gewidmet, rocznik I, zeszyt 7, lipiec 1874, s. 308–316.

Zakres: dostępny skan obejmuje pierwszą część artykułu i kończy się zapowiedzią Schluss folgt („dokończenie nastąpi”); dalszego ciągu nie ma w załączonym materiale.