Mediumizm malarski

Mediumizm

Wstęp redakcyjny: Relacja przedrukowana w „Psychische Studien” opisuje spotkania z Davidem Duguidem w Glasgow. Autor przedstawia obrazy i rysunki, które według jego świadectwa powstawały w ciemności, oraz sposoby oznaczania użytych kart. Nie rozstrzyga przy tym, w jaki sposób wykonano te prace.

Z „British Journal of Photography” z 6 października 1876 r.

Któż spośród tych, którzy badali najnowsze osiągnięcia owych wciąż jeszcze niedostatecznie rozumianych nauk — mesmeryzmu i psychologii — nie słyszał nazwiska Davida Duguida z Glasgow, o którym twierdzi się, że potrafi malować obrazy w ciemności? Nie trzeba chyba dodawać, że wśród rozmaitych interesujących rzeczy, które zamierzaliśmy zobaczyć podczas naszej wizyty w zachodniej stolicy Szkocji, niemal cudowne dokonania pana Duguida zajmowały w naszym notatniku szczególne miejsce. Kim jest David Duguid? Jest fotografem, a raczej asystentem fotograficznym pana Jamesa Bowmana przy Jamaica Street. Na czym polegają jego szczególne zdolności, wyjaśni się w dalszym ciągu tego artykułu.

Dzięki uprzejmości pana Bowmana uzyskaliśmy wraz z kilkorgiem przyjaciół, których nazwiska zostaną podane później, specjalną zgodę na spotkanie z panem Duguidem, aby móc być świadkami ujawnienia się jego niezwykłych sił. Zastaliśmy mężczyznę w kwiecie wieku, o osobliwie skromnym i powściągliwym usposobieniu; jego głowa wykazywała niemal niezwykły stopień rozwoju w obszarach nazywanych przez frenologów intelektualnymi.

Czytelnik niech teraz wyobrazi sobie niewielkie towarzystwo siedzące w kręgu w niezbyt obszernym pokoju, pośrodku którego stał stół. Była ósma wieczorem. Na stole znajdowały się pudełko z farbami olejnymi w cylindrycznych szklanych naczynkach, paleta, pędzle oraz kilka stosików kart wizytowych powleczonych kolodionem, aby zapobiec wsiąkaniu w nie farb olejnych lub ich rozpływaniu się. Sądzimy — przytaczamy to bowiem z pamięci — że sposób ten doradził już wcześniej albo pan A. L. Henderson z Londynu, albo jakiś inny praktyczny znawca rzeczy; jego znaczenie stanie się jednak widoczne w dalszym opisie.

Oddzielono niewielki stosik od pozostałych kart umieszczonych w pudełeczku tak, aby były łatwo dostępne, a za radą pana George’a Masona z Union Street oderwano mały kawałek narożnika jednej z kart i oddano go nam na przechowanie. Miało to umożliwić późniejsze rozpoznanie tej karty. My jednak wybraliśmy jeszcze inny sposób, aby upewnić się co do jej tożsamości. Kiedy kolodion wyleje się na barwną kartę o emaliowanej powierzchni, zawsze rozpływa się on w charakterystyczne smugi. Bardzo starannie odnotowaliśmy rodzaj i położenie tych smug na omawianej karcie, tak abyśmy mogli rozpoznać ją pośród innych.

Pan Duguid przez kilka minut siedział spokojnie — w tym czasie toczyła się ożywiona rozmowa o antropologii, wojnie serbskiej, pogodzie i innych pokrewnych tematach — po czym zdawał się zapadać w spokojny sen, który pan Bowman nazwał stanem zachwycenia. Zgaszono teraz światło, a podczas ciemności pani Mason na prośbę zebranych zaśpiewała w nader czarujący sposób jedną z ulubionych pieśni szkockich. Wcześniejsza rozmowa trwała bez zmian aż do tego muzycznego przerywnika.

Po krótkim czasie ponownie zapalono światło i stwierdzono, że na karcie oznaczonej w opisany wyżej sposób namalowano farbami olejnymi uroczy mały szkic przedstawiający widok rzeki lub jeziora: zamek albo fort i drzewa na prawym brzegu, wysunięty fragment lewego brzegu, góry w oddali oraz parowiec płynący w dół rzeki. Obraz mieścił się w przestrzeni wyraźnie obwiedzionej ołówkiem. Znajduje się on obecnie w naszym biurze ekspedycji i może go obejrzeć każdy, kto zechce przyjść w tym celu. Jak możemy zapewnić, oglądało go już i dokładnie badało kilku artystów, którzy stwierdzili, że obraz ma pewien „styl”, wskazujący, iż jego wykonawca jest zręcznym artystą.

Nie było to jednak wszystko: również na drugiej karcie, znajdującej się obecnie w posiadaniu pana Johnstona z Glasgow — który był obecny i którego nazwisko jest znane w związku z wprowadzeniem procesu Lambertype w Szkocji — znalazł się obraz, tym razem w całkowicie kolistym obramowaniu. Nastąpiły jeszcze dwie inne manifestacje, wykonane ołówkiem: jedna była szkicem krajobrazu, znajdującym się w posiadaniu pani Mason, druga zaś szkicem do „Paradise Lost” („Raju utraconego” Miltona), który można obejrzeć w naszym biurze.

Kiedy ponownie zwiększono jasność światła, pan Duguid wydawał się pozostawać w takim samym stanie jak poprzednio, to znaczy zupełnie pozbawiony czucia. Jakimi sposobami powstały te malowidła i rysunki? Nie wypowiadamy na ten temat żadnej opinii. Jedno jednak nie ulega tu wątpliwości: powstały w ciemności.

Panowie Downey z Newcastle i J. G. Tunny z Edynburga byli obecni następnego wieczoru, kiedy te osobliwe wydarzenia powtórzyły się ponownie. Pan A. L. Henderson opowiedział im, że przy wcześniejszej okazji widział pana Duguida pracującego z zamkniętymi oczami. Nie tylko trzymał wówczas ciemny arkusz papieru między oczami malarza a jego pracą, nie wywołując żadnej zmiany, gdyż malowanie przebiegało tak samo jak przedtem, lecz także nagle przykręcił gaz, kiedy malarz z paletą i pędzlem w dłoniach zbliżał się do sztalugi, aby rozpocząć pracę. Po kilku minutach równie nagle zwiększył płomień i stwierdził, że artysta przez cały ten czas kontynuował pracę, jak gdyby nic się nie wydarzyło.

Na pochwałę pana Bowmana i pana H. Nisbeta, którzy zdawali się wywierać życzliwy wpływ na pana Duguida, należy wspomnieć, że uczynili wszystko, co tylko mogli, aby ułatwić członkom British Association zbadanie tej osobliwej sprawy.

Na pytanie, jak to się dzieje, odpowiadamy po prostu, że nie wiemy. Swobodnie posłużyliśmy się nazwiskami osób obecnych podczas obu wieczorów, a tych, którzy pragną dowiedzieć się więcej, niż tutaj szczegółowo opisaliśmy, odsyłamy do któregoś z tych panów. Jesteśmy przekonani, że raczej zarzucą nam oni, iż opisaliśmy zbyt mało, niż że powiedzieliśmy za dużo o tym, co się wydarzyło. Zjawiska te powinny okazać się interesującym przedmiotem badań dla osób zajmujących się zagadnieniami antropologicznymi. Zapomnieliśmy dodać, że ręce pana Duguida były mocno związane przez cały czas tego seansu w ciemności.

Nota źródłowa

Autor niewskazany w udostępnionym tekście, „Malende Mediumschaft” [„Medialność malarska”], „Psychische Studien. Monatliche Zeitschrift, vorzüglich der Untersuchung der wenig gekannten Phänomene des Seelenlebens gewidmet”, rocznik IV, zeszyt 4, kwiecień 1877, s. 145–148, dział I: „Historisches und Experimentelles”. Przekład z niemieckiego na podstawie skanu udostępnionego przez użytkownika. Jako wcześniejsze źródło czasopismo wskazuje „British Journal of Photography” z 6 października 1876 r.; tego wydania nie porównywano niezależnie.