Magiczne poznawanie rzeczy ukrytych

Spirytyzm

Magiczne poznawanie rzeczy ukrytych i jego próby dokonane przez baronową Adelmę von Vay

Tytuł oryginalny: Das magische Erkennen verborgener Dinge und Proben desselben von Frau Baronin Adelma v. Vay.

W artykule z 1874 roku prof. dr Perty przedstawia własne rozumienie „magicznego poznawania”, zestawia je z somnambulizmem i rodzącą się psychometrią, a następnie przytacza jedenaście prób opisanych przez baronową Adelmę von Vay. Redakcja „Psychische Studien” opatruje materiał krytycznymi przypisami, domagając się niezależnych świadectw potwierdzających część doświadczeń. Śródtytuły dodano redakcyjnie dla ułatwienia lektury.

Przekład

Autor: prof. dr Perty

Czym jest magiczne poznawanie?

Przez magiczne poznawanie rozumiem takie poznanie, które dochodzi do skutku nie za pośrednictwem narządów zmysłów ani rozumowania dyskursywnego, lecz dzięki rozleglejszej, ukrytej sile duszy. Siłę tę posiadają być może zasadniczo wszyscy ludzie, chociaż ujawnia się ona tylko u pewnych osób i w szczególnych okolicznościach.

Może wystąpić zarówno w somnambulizmie, jak i w ekstazie na jawie, a także we śnie. Zagadnienia te omówiłem szczegółowo w odpowiednich częściach moich Mystischen Erscheinungen („Zjawisk mistycznych”), gdzie przedstawione twierdzenia i objaśnienia poparłem licznymi przykładami.

Jest prawdopodobne, że duch ludzki doznaje przy tym rozszerzenia i wyniesienia, a przez chwilę otrzymuje ograniczony udział w odczuwaniu i postrzeganiu Wszechducha. Można nawet pomyśleć, że docierają do niego również przekazy od istot duchowych znajdujących się na tym samym poziomie.

Jednocześnie mogą zachodzić materialne pośrednictwa najrozmaitszego rodzaju, tym bardziej że także materia jest czymś duchowym. Nie twierdzę przez to, że duch i materia są tożsame, lecz że w najgłębszej podstawie świata istnieje między nimi więź.

O występowaniu materialnego pośrednictwa świadczyć ma to, że osoby widzące zostają przez przedmioty należące do innych ludzi wprowadzone z nimi w szczególną więź i potrafią dzięki tym przedmiotom rozpoznawać rzeczy przeszłe, odległe i ukryte, a niekiedy również przyszłe. Tak miało być na przykład z Emmą, somnambuliczką Haddocka, opisaną w jego dziele Somnolismus und Psychëismus, o którym wspomina również Wallace w pracy przedrukowanej w tym czasopiśmie.[1]

Somnambulizm, spirytyzm i widzenie na odległość

Już czternaście lat temu, w pierwszym wydaniu Mystischen Erscheinungen, wielokrotnie wspominałem o tej niezwykle interesującej somnambuliczce, niewykształconej dziewczynie. Odpowiednie fragmenty znalazły się również w wydaniu drugim — zob. tom I, s. 198, 212, 225, 227 (dwukrotnie), 231, 235, 240, 241, 247 i 264.

W ostatnich czasach somnambulizm schodzi na dalszy plan, natomiast na pierwszy wysuwają się spirytyzm i mediumizm, w których magiczne poznawanie i działanie przypisuje się przede wszystkim wpływowi obcych duchów. Na s. 225 pierwszego tomu mojej książki napisano, że somnambulicy potrafią nawiązywać więź z nieobecnymi osobami zwłaszcza za pośrednictwem włosów i innych pochodzących od nich przedmiotów. Osoba pogrążona w stanie snu i czuwania ma wtedy wchodzić w kontakt nie tylko z duchem człowieka przebywającego daleko, lecz cały ten człowiek ukazuje się jej wewnętrznemu zmysłowi.

Emma Haddocka miała jakoby odnajdywać osoby przebywające w odległych miejscach, gdy dawano jej próbkę ich pisma, pukiel włosów albo inny należący do nich przedmiot. Jednak, podobnie jak u wszystkich jasnowidzów postrzegających na odległość, również u tej śpiąco-czuwającej dziewczyny przeszłość mieszała się z wydarzeniami rozgrywającymi się właśnie w danej chwili, błędne pojmowanie z prawdziwym, a subiektywny obraz zajmował miejsce obiektywnego stanu rzeczy. Często nie potrafiła też wyrazić tego, co widziała i odczuwała.

Wydaje się, że — podobnie jak we śnie — wyobraźnia niekiedy dochodzi tu do głosu i często pojawia się brak związku między obrazami. Nie są to jednak zwykłe wspomnienia odtwarzane tak jak na jawie; przed wewnętrznym zmysłem mają ukazywać się prawdziwe obrazy. Kto pojął głębię i moc ducha, ten także tych faktów nie uzna za niezrozumiałe. Duch jest mocą przezwyciężającą wszystko i źródłem wszelkich cudów, jak ponownie przedstawił to profesor Fortlage w Vier psychologische Vorträge („Czterech wykładach psychologicznych”; Jena 1874, s. 107 i nast.).

„Próby psychometryczne” profesora Dentona

Pewien profesor Denton z Bostonu określa jako „próby psychometryczne” doświadczenia, w których osoby znajdujące się w stanie somnambulicznym albo wizyjnym mają na podstawie wręczonych im przedmiotów odgadywać okoliczności i ludzi oddalonych w przestrzeni lub czasie. Twierdzi on, że do każdego przedmiotu przylega psychicznie i „fluidycznie” historia jego przeszłości, którą medium psychometryczne może odczuć i rozpoznać. W książce The Soul of Things przytacza najbardziej niezwykłe przykłady, jakie miał uzyskać dzięki mediumicznym zdolnościom swojej żony.

Dodam, że Amerykanie lubią nadawać nowe nazwy rzeczom znanym od dawna — określenie „próby psychometryczne” zostało wybrane bardzo niefortunnie — podobnie jak lubią tworzyć osobne „teorie” dotyczące pojedynczych grup faktów należących do rozległej dziedziny zjawisk magicznych.

Zdolność baronowej Adelmy von Vay

Pani baronowa Adelma von Vay twierdzi, że posiada taką zdolność dywinacyjną. Przeprowadzała jednak podobne doświadczenia wyłącznie w kręgu krewnych i przyjaciół, na których świadectwo się powołuje, po czym przesłała mi poniższe informacje. Trzeba przy tym zauważyć, że pani von Vay mogła dowiedzieć się wielu rzeczy dzięki wspólnocie dusz łączącej ją z osobami podającymi jej przedmioty.

W każdym razie byłbym o wiele bardziej skłonny uznać samą możliwość poznania dywinacyjnego niż opowieści o „ponownie wcielonych” duchach zmarłych. Nie mają one innej podstawy niż nieszczęsna nauka Allana Kardeca o reinkarnacji, która — rozpatrywana zarówno z filozoficznego, jak i religijnego punktu widzenia — jest nie do utrzymania i szkodliwa.[2]

Sposób przeprowadzania prób

Pani von Vay nie oglądała wcześniej przedmiotów przeznaczonych do badania. Zawsze zawijano je w chusty albo w kilka warstw papieru. Następnie przywiązywano je do jej czoła; twierdziła, że „widzi” wówczas znacznie wyraźniej lewą skronią niż prawą. Czasami przedmiot kładziono jej w zagłębieniu dłoni, przy czym lewą ręką również „odczuwała” lepiej.

Nigdy jednak nie obmacywała przedmiotu, ponieważ — jak mówiła — „ciekawość wszystko psuje”. Zamykała oczy, musiała zachowywać wielką uwagę, starannie obserwować wszystkie odczucia, koncentrować je na przedmiocie oraz zwracać baczną uwagę na wszelkie wrażenia i obrazy pojawiające się przed jej duchowym wzrokiem — niekiedy bardzo wyraźne, innym razem nieokreślone.

Nieśmiałość i obawa, że nie zobaczy tego, co właściwe, miały działać bardzo szkodliwie. Musiała mieć zaufanie do siebie, to znaczy do własnego uzdolnienia — wtedy wszystko przebiegało dobrze. Życzliwie usposobieni ludzie mieli oddziaływać wspomagająco, natomiast osoby szydercze — paraliżująco. Oddajmy teraz głos samej baronowej.

Próba 1. Etui z szylkretu

Moja krewna, baronowa C. V., daje mi do analizy dobrze zapakowane etui z szylkretu, które otrzymała od zmarłej przyjaciółki. W ogóle nie znałam tego przedmiotu.

Odczuwam ból w piersi i kłucie w głowie. Widzę piękny profil kobiety, rzekę o piaszczystym brzegu, lorgnon z szylkretu oraz żaglowiec; jest gorąco.

Zanim jeszcze obejrzałam przedmiot, „duchy” wyjaśniły za pośrednictwem mojego mediumicznego pisma: „Widziałaś profil ofiarodawczyni tego przedmiotu, odczuwałaś jej bóle piersi, widziałaś żółwia, z którego skorupy wykonano niegdyś etui, a także lorgnon zrobiony z tej samej skorupy, następnie zaś statki handlowe na Nilu”.[3]

Próba 2. Kości z czasów pogańskich

Moja teściowa dała mi szklane naczynie, w którym znajdowały się ludzkie kości pochodzące z czasów pogańskich, wykopane na Górnych Węgrzech. Otrzymała je od pewnego znajomego pana.

Widzę mężczyznę w czapce i półnagiego dzikiego; odczuwam ból głowy i chłód na plecach. Widzę ciemną jaskinię, kopiących ludzi, wielkie kamienie, a także rośliny i drzewa odmienne od dzisiejszych.

„Duchy” piszą przeze mnie: „Widziałaś człowieka, który przekazał ten przedmiot, dzikiego, do którego należały kości, oraz jaskinię, w której je wykopano”.[4]

Próba 3. Pierścionek zaręczynowy

Moja szwagierka, baronówna Clara Bánhidy, sama będąca dobrym medium, dała mi swój pierścionek zaręczynowy, zawinięty w duży pakunek.

Natychmiast zobaczyłam jej męża i opisałam okolicę, którą Clara rozpoznała jako miejsce swojego pierwszego zamieszkania po ślubie — miejscowość garnizonową w Czechach.

Próba 4. Obrączka ślubna

Moja krewna M. V. również dała mi swoją obrączkę ślubną.

Natychmiast zobaczyłam jej małżonka, odczułam wszystkie jej bardzo dotkliwe cierpienia, zaczęłam kaszleć tak samo jak ona i musiałam odłożyć przedmiot.

Próba 5. Tabakierka z diamentami

Mój krewny, baron N. V., dał mi do ręki tabakierkę zawiniętą w chusty i papiery. Pochodzi ona z początku obecnego stulecia, była podarunkiem pewnej damy dla jej ukochanego, została ozdobiona diamentami i nosiła jej wizerunek. Nigdy wcześniej jej nie widziałam.

Widzę damę w stroju z początku naszego stulecia. Mam wrażenie, że zażywam tabakę, i rzeczywiście muszę ją zażywać; słyszę obracanie tabakierki, mimowolnie wykonuję kciukiem ruchy człowieka zażywającego tabakę, czuję łaskotanie w nosie i muszę kichnąć.

Widzę pole tytoniu, ładne miasto i ludzi ubranych według mody epoki napoleońskiej, a także mężczyznę z tabakierką, na której znajduje się wizerunek kobiety. Odczuwam wielkie gorąco i widzę chodnik głęboko pod ziemią, gdzie coś błyska — są to diamenty.

„Duchy” wyjaśniają za pośrednictwem mojego pisma: „Widziałaś kobietę, która podarowała tabakierkę, odczuwałaś znajdującą się w niej tabakę, widziałaś pole, na którym wyrosły liście tytoniu, miasto, gdzie wykonano tabakierkę, mężczyznę, do którego należała, oraz kopalnie, z których pochodzą diamenty”.

Próba 6. List rotmistrza huzarów

Przywiązano mi do czoła list rotmistrza huzarów, dawnego towarzysza mojego męża.

Czuję się jak mężczyzna — wielki i tęgi! Muszę mówić bardzo rubasznie, nachodzi mnie ochota, aby przeklinać po węgiersku, uderzam pięścią w stół, podkręcam bardzo długie, nawoskowane wąsy i przez cały czas mówię silnym, grubym głosem. Trwa to, dopóki śmiech obecnych, szczególnie mojego męża, nie wytrąca mnie z tego stanu. Po mojej mowie i minach aż nazbyt wyraźnie rozpoznał on swojego dawnego towarzysza. Zrywam wtedy chustę z głowy.

Próba 7. List i fotografia

Clara Bánhidy przywiązuje mi do czoła list mojego krewnego M., którego natychmiast widzę przed sobą bardzo wyraźnie i rozpoznaję. Również przywiązaną fotografię osoby oznaczonej literą V. rozpoznaję od razu.

Próba 8. Złoty medalion

Przedmiotem tej próby był należący do kuzynki W. złoty medalion wysadzany diamentami. Zawierał wizerunek jej jasnowłosego ojca, którego nie znałam i którego podobizny nigdy wcześniej nie widziałam.

Widzę przed sobą głowę mężczyzny; jest blondynem. Widzę złoto, dukaty, kryształy i diamenty.

Próba 9. Fotografia narzeczonej

Mój kuzyn, hrabia G. W., członek Towarzystwa Antropologicznego w Grazu, pragnący poddać te próby surowej kontroli, również kładł przede mną przedmioty, których nigdy wcześniej nie widziałam i które były starannie opakowane.

Najpierw przywiązał mi do czoła fotografię swojej narzeczonej, zamkniętą w skórzanym etui kupionym u Rodka w Wiedniu. Otrzymał ją od swojego przyszłego teścia, którego imię rozpoczynało się literą A. umieszczoną na etui.

Czuję na ustach palący pocałunek — przylgnął on do przedmiotu. Widzę literę A., jasnowłosego mężczyznę oraz Kohlmarkt w Wiedniu. Sklep Rodka znajduje się przy Kohlmarkt.

Próba 10. Starożytna rzymska urna na łzy

Hrabia G. W. daje mi starożytną rzymską urnę na łzy.

Jest mi smutno. Czuję, jak wielka łza spływa mi po policzku. Widzę mnóstwo małych naczynek — są takie osobliwe, spiczaste! Na życzenie G. rysuję je i mają dokładnie taki sam kształt jak przedmiot trzymany przeze mnie w ręce.

Widzę kości, proch, kopiących ludzi i jaskinię. Widzę Rzymian; są okazali i wysocy, mówią dźwięcznym językiem o głębokim brzmieniu — nie po włosku. Nagle ogarnia mnie lęk, że wszystko to jest nieprawdziwe, i odkładam przedmiot.

Próba 11. Średniowieczny sztylet

Hrabia G. W. daje mi sztylet, bardzo delikatny, kanciasty puginał ze średniowiecza.

To muszą być Włochy! Przewoźnicy w łodzi, wyłożonej staromodnie aksamitem, noszą wokół bioder szarfy, w których tkwią delikatne sztylety.

Przerwa.

Piękna komnata w dawnym stylu. Ach! Czuję pchnięcie z prawej strony szyi — jakże to boli! Rana jest tak mała i kanciasta. Ostrze przechodzi przez tchawicę, nie mogę oddychać i zaczynam kaszleć tak gwałtownie, że muszę odpocząć. Pocieram dłonią miejsce na szyi.

Na wspaniałym rycerskim łożu spoczywa blada kobieta! Ma ranę kłutą na szyi. Opisuję dokładnie rzeźbienia łoża i aksamitne zasłony, a także mężczyznę, którego widzę, oraz jego średniowieczny strój. Pokazuję, jak zakrada się do komnaty z delikatnym sztyletem w dłoni. Ze strachu szybko odkładam przedmiot.[5]

Przypisy oryginalne i redakcyjne

  1. Zob. zeszyt II, s. 71 i nast. „Psychische Studien”. — Redakcja. ↩
  2. Z wcześniejszego dzieła Geist, Kraft, Stoff („Duch, siła, materia”), podobnie jak z najnowszej pracy pani baronowej Adelmy von Vay Studien über die Geisterwelt („Studia nad światem duchów”), której drugie wydanie właśnie znajduje się w druku, uważny badacz powinien już przy najprostszym porównaniu dostrzec zasadniczą różnicę między reprezentowanym przez nią spirytyzmem Allana Kardeca, czyli francuskim — występującym u niej w najbardziej skrajnej postaci jako wiara w demony chorób i reinkarnację — a amerykańskim spirytyzmem naukowym A. J. Davisa, który zwłaszcza w swoim Arzt („Lekarzu”) występuje przeciw wierze w demony. Porównanie takie powinno szybko umożliwić każdemu czytelnikowi wyrobienie sobie własnego, przekonującego sądu. Dlatego porównawcze badanie wymienionych kierunków, ze względu na wynikające z niego konsekwencje, wydaje się każdemu badaczowi duchów sprawą o decydującym znaczeniu i nieodzownej wadze. — Redakcja. ↩
  3. Gdzie pozostaje potwierdzenie świadków w tym przypadku? „Duchy”, które miały pisać za pośrednictwem medium, nie mogą przecież być wiarygodnymi świadkami tego, co jasnowidząca — jak twierdzi — ujrzała! — Redakcja. ↩
  4. W tym przypadku medium powinno było natychmiast dołączyć własne świadectwo znanego przecież tylko jemu mężczyzny: czy dokładniejsze informacje medium rzeczywiście zgadzały się z miejscem znalezienia przedmiotu, a jeżeli tak — w jakim zakresie? Występując publicznie, nie można poprzestawać na samych subiektywnych zapewnieniach i twierdzeniach, jeżeli nie przedstawia się całkiem konkretnych, obiektywnych dowodów. — Redakcja. ↩
  5. Dlaczego sprawozdawczyni nie dołączyła od razu tak łatwego do uzyskania, własnoręcznego pisemnego świadectwa kuzyna, hrabiego G. W., członka Towarzystwa Antropologicznego w Grazu? Prosimy o nie w celu dokładniejszego potwierdzenia prób 9., 10. i 11., zanim również my — wraz z profesorem Pertym — będziemy mogli uznać te relacje za w pełni potwierdzone i nadające się do wykorzystania; nie chcemy przy tym z góry prowadzić z damą surowego, krytycznego sporu z powodu tego zaniedbania. — Redakcja. ↩

Nota źródłowa

Autor: prof. dr Perty.

Tytuł oryginalny: Das magische Erkennen verborgener Dinge und Proben desselben von Frau Baronin Adelma v. Vay.

Tytuł polski: „Magiczne poznawanie rzeczy ukrytych i jego próby dokonane przez baronową Adelmę von Vay”.

Źródło: Psychische Studien. Monatliche Zeitschrift, vorzüglich der Untersuchung der wenig gekannten Phänomene des Seelenlebens gewidmet, wydawane i redagowane przez Alexandra Aksakowa przy współpracy uczonych niemieckich i zagranicznych, rocznik I, zeszyt 6, czerwiec 1874, s. 256–261.

Uwagi: artykuł rozpoczyna się na s. 256 bezpośrednio po zakończeniu poprzedniego tekstu i kończy na s. 261. Zachowano inicjały osób występujących w relacji. Niejednoznaczne skróty niemieckich określeń pokrewieństwa Sch. i Schw. oddano ogólnie jako „krewny” lub „krewna”, bez prób ustalania tożsamości tych osób. Skan okładki potwierdza pełny tytuł czasopisma, nazwisko redaktora, numer rocznika i rok wydania.