Niezwykły przypadek osobliwego głosu

Samorozwój

Niezwykły przypadek osobliwego głosu i nagle uzyskanego daru języków

Tytuł oryginalny: Ein merkwürdiger Fall einer seltsamen Stimme und plötzlich erlangter Sprachengabe.

Tekst opublikowany w 1874 roku w czasopiśmie „Psychische Studien” łączy przedruk relacji o nawróceniu saksońskiego nauczyciela na mormonizm z komentarzem podpisanym przez Gr. C. Wittiga. Opisane doświadczenia i ich interpretacje przedstawiono zgodnie ze źródłem historycznym; nie są one stanowiskiem redakcji współczesnego przekładu.

Przekład

III. Dział. Wiadomości bieżące i tym podobne.

O niezwykłym przypadku osobliwego głosu i nagle uzyskanego daru języków opowiada autor artykułu Ein sächsischer Schulmeister im Mormonenlande („Saksoński nauczyciel w kraju mormonów”), pan M. Lindemann, w numerze 49 „Gartenlaube” z 1873 roku. W historii nawrócenia owego nauczyciela, pana M., który przeniósł się do Salt Lake City w stanie Utah jako profesor tamtejszego uniwersytetu, starszy Kościoła Mormonów i dyrektor szkoły, przytacza on – rzekomo według własnych słów zainteresowanego – następującą relację:

„Byłem nauczycielem w jednej ze szkół ludowych w Neustadt-Dresden i należałem do stowarzyszenia, w którego gronie zwykło się wygłaszać wykłady popularnonaukowe. Kiedy przyszła moja kolej, pod wpływem lektury książki Moritza Buscha wybrałem temat: «Nauka mormonów». Pragnąłem jednak wyrobić sobie bardziej samodzielny pogląd i zdobyć gruntowniejsze zrozumienie tej kwestii. Ponieważ wiedziałem, że Kościół Mormonów utrzymuje misjonarzy, zwłaszcza w krajach skandynawskich, napisałem do przyjaciela mieszkającego w Kopenhadze.

Minęło trochę czasu, lecz nie otrzymałem odpowiedzi. Nauka mormonów nadal często zaprzątała moje myśli, musiałem bowiem przyznać, że liczne wątpliwości, sprzeczności i niejasności dotyczące wielu ważnych zagadnień, które pozostały mi po nauce religii, znajdowały w niej rozwiązanie najprostsze i najbardziej mi odpowiadające. Aby jednak doprowadzić do mojego nawrócenia, miało wydarzyć się coś nadzwyczajnego.

Udzielałem prywatnych lekcji synowi pewnej polskiej hrabiny. Pewnego dnia, kiedy o zwykłej porze przyszedłem do ucznia, okazało się, że nie może on uczestniczyć w zajęciach, musiałem więc czekać w salonie ogrodowym domu. Gdy przez dłuższy czas przebywałem tam sam i rozmyślałem o rozmaitych sprawach, usłyszałem nagle duchowym uchem dłuższą rozmowę, którą prowadziłem z nieznanym mi mężczyzną – najpierw o sprawach zwyczajnych, a następnie o podstawowych zagadnieniach mormonizmu. Po pewnym czasie ktoś wszedł – i wszystko się skończyło.

Jakże wielkie było moje zdumienie, gdy wkrótce potem odwiedził mnie nieznajomy, który przedstawił się jako pochodzący z Kopenhagi starszy Kościoła Mormonów. Ponieważ moja znajomość angielskiego była wówczas niewielka, a on nie władał niemieckim, rozmowa przebiegała z trudnością. Pod pozorem udzielania lekcji języka starszy pozostał przez pewien czas w Dreźnie. Od tego mężczyzny, odznaczającego się okazałą, wysoką postacią i wielką siłą słowa, dowiedziałem się jednak czegoś więcej o nauce mormonów.

Pewnego wieczoru szedłem z nim przez jeden z mostów na Łabie i wtedy, słowo w słowo, rozpoczęła się rozmowa, którą wcześniej usłyszałem w salonie ogrodowym hrabiny. Od tej chwili byłem zdecydowany przystąpić do Kościoła Mormonów. Moja żona nie chciała oddzielać swojego losu od mojego, porzuciłem więc stanowisko, pozostając niewzruszonym wobec wszystkich prób przyjaciół, którzy chcieli mnie powstrzymać.

Na mój chrzest przybył z Londynu apostoł Kościoła Mormonów. Obrzędu dokonano oczywiście potajemnie, późnym wieczorem, na brzegu Łaby powyżej miasta. Kiedy wyszedłem z wody i włożyłem ubranie, obaj współwyznawcy wzięli mnie pod ręce i udaliśmy się do najbliższej stacji kolei czeskiej”.

„Pan M. zapewnił nas” – opowiada dalej pan M. Lindemann – „że w drodze tej, aż do stacji kolejowej, zniknęła również jego niedostateczna znajomość języka angielskiego i rozumiał każde słowo wypowiadane do niego przez obu towarzyszy, dopóki gwizd lokomotywy nie zakłócił i nie przerwał rozmowy. Wkrótce potem pan M. wraz z żoną, która także została mormonką, przeniósł się do Salt Lake City. Później jeszcze raz odwiedził stamtąd rodzinne miasto Miśnię, przy okazji misji do Szwajcarii, odbytej z polecenia najwyższej władzy kościelnej. Pan M. jest dotychczas jedynie teoretycznym poligamistą. Utrzymanie kilku żon ma być bowiem również w Salt Lake City nieproporcjonalnie kosztowne”.

Komentarz autora „Psychische Studien”

Mamy tu całkiem rzeczową relację – jak się zdaje, wiarygodną dla osoby, która ją nadesłała – o pojawianiu się osobliwych głosów i rozmów w stanie czuwania. Odnoszą się one do bezpośrednio z nimi związanego wydarzenia życiowego, które dopiero się rozwija, i zdają się pochodzić zarówno od ducha osób żyjących, jak i od duchów zmarłych oraz oddziaływać na nas.

Fizjologia i psychologia powinny jeszcze zadowalająco wyjaśnić te i podobne fakty, starannie zbadać i ustalić, czy ich źródłem są subiektywne pobudzenia nerwowe i złudzenia zmysłów, czy obiektywne wpływy zewnętrzne, czy też jedno i drugie zarazem, a także określić, jaki udział należy przypisać każdemu z tych czynników.

Podpisany niżej sam doświadczył czegoś podobnego w chwili wyjazdu z Petersburga pod koniec września 1871 roku. Pośród hałasu wsiadających podróżnych rozległ się wyraźnie słyszalny głos, zagłuszający całe otoczenie. Podczas ostatniej pożegnalnej rozmowy z radcą stanu Aksakowem o jego przyszłym, wówczas jeszcze niepewnym stanowisku wobec kwestii duchów, głos ten przemówił do niego nagle, powoli i uroczyście: „Za-cho-waj-cał-ko-wi-ty-spo-kój!”

Był w tej chwili świadomy, że nie usłyszał tych słów jedynie w swoim subiektywnym wnętrzu, ponieważ spojrzał badawczo w górę, aby być może usłyszeć coś jeszcze. Jego sąsiedzi w przedziale – pewien pan i pewna dama – zapytani o to natychmiast, gdy pociąg właśnie ruszał, niczego nie słyszeli. Ani wcześniej, ani później on sam nigdy w życiu nie doświadczył niczego podobnego. Powolne wymawianie każdej sylaby nie pozwalało mu jednak utożsamić tego głosu ze zwykłym dzwonieniem w uszach ani z innym złudzeniem słuchowym.

Słuchacz nie przypuszczał wówczas, że głos będzie miał nieznany mu jeszcze związek z jego dalszym losem. A jednak jego głębokie, wewnętrzne znaczenie urzeczywistniło się w pełni, gdy wkrótce przyszło mu zachować ten spokój wśród ciężkich prób.

Zupełnie inną kwestią jest natomiast to, czy powinniśmy pozwalać, aby podobne głosy wpływały na nas tak, jak stało się to z saksońskim nauczycielem, który pod ich wpływem ostatecznie utwierdził się w pragnieniu zostania mormonem. Niezwykle godne uwagi pozostaje jednak także jego obiektywne doświadczenie, które jeszcze silniej go omotało: nagle zaczął rozumieć język angielski, gdy pozostawał w bliższym, niewątpliwie również duchowo-magnetycznym i opartym na powinowactwie z wyboru obcowaniu z mormonami w związku ze swoim chrztem.

Ten nagły dar języków jest również faktem potwierdzonym przez setki współczesnych przykładów. W książce sędziego Edmondsa Der Amerikanische Spiritualismus („Spiritualizm amerykański”; Lipsk, Oswald Mutze, 1873) można znaleźć wiele najbardziej uderzających przypadków tego rodzaju.

Czy nie są to niezwykłe znaki naszych czasów, zasługujące na głębsze badanie naukowe z nowego punktu widzenia? Bezstronne omówienie tych zjawisk i ich rozumne wyjaśnienie mogłoby niewątpliwie skuteczniej uwolnić publiczność od grubego przesądu, zgodnie z którym wszystko to i rzeczy podobne są jedynie kuglarstwem, oszustwem albo złudzeniem zmysłów, które należy po prostu trzymać od siebie z daleka. Mogłoby ono nauczyć ludzi czegoś innego i lepszego oraz doprowadzić ich do głębszego samopoznania: również takie głosy i zdolności powinniśmy krytycznie badać miarą naszego rozumu oraz sprowadzać do ich rzeczywistego znaczenia i przyczyn.

Nie powinniśmy przy tym popadać w nową egzaltację, która kazałaby nam ślepo czcić te zjawiska jako bezpośrednie objawienie Boga, przekazane przez Jego świętych i aniołów, oraz podporządkowywać im całe nasze życie. Samopoznanie i samostanowienie pozostają we wszystkich okolicznościach i pod działaniem wszelkich wpływów naszym najwyższym imperatywem kategorycznym.

Lipsk, 18 grudnia 1873 roku.

Gr. C. Wittig

Nota źródłowa

Autor tekstu i komentarza: podpisany jako Gr. C. Wittig. Przytoczona relacja pochodzi z artykułu M. Lindemanna Ein sächsischer Schulmeister im Mormonenlande, opublikowanego w numerze 49 czasopisma „Die Gartenlaube” z 1873 roku.

Tytuł oryginalny: Ein merkwürdiger Fall einer seltsamen Stimme und plötzlich erlangter Sprachengabe.

Tytuł polski: „Niezwykły przypadek osobliwego głosu i nagle uzyskanego daru języków”.

Czasopismo: Psychische Studien. Monatliche Zeitschrift, vorzüglich der Untersuchung der wenig gekannten Phänomene des Seelenlebens gewidmet, wydawane i redagowane przez Alexandra Aksakowa przy współpracy uczonych niemieckich i zagranicznych.

Dane wydawnicze: rocznik I, zeszyt 2, luty 1874, Lipsk: Verlagsbuchhandlung von Oswald Mutze, s. 90–93. Tekst zamieszczono w dziale III: Tagesneuigkeiten u. dergl. („Wiadomości bieżące i tym podobne”).

Uwagi redakcyjne: niemieckie określenie Sprachengabe oznacza w tym kontekście nagle uzyskaną zdolność rozumienia obcego języka, określaną też jako „dar języków”. Artykuł nie opisuje odzyskania mowy utraconej wskutek choroby. Wyróżnienia pogrubieniem odpowiadają fragmentom wyróżnionym drukiem rozstrzelonym w oryginale.