Jeszcze jedna niezwykła historia o zjawie
Baron von B., poseł jednego z niemieckich dworów w Londynie, wysłał jednego ze swoich synów na uniwersytet w Heidelbergu.
Rok później, kiedy pan von B. przebywał zupełnie sam w swoim gabinecie, drzwi nagle się otworzyły i stanął przed nim jego syn, wypowiadając następujące słowa:
„Mój ojcze, przychodzę pożegnać się z tobą po raz ostatni, ponieważ umarłem!”
To przerażające, choć trwające zaledwie chwilę zjawisko pozostawiło jednak ojcu dość czasu, aby dostrzegł na czole syna szeroką, wciąż krwawiącą ranę.
Ledwie ochłonąwszy z przerażenia, pan von B. zawołał służącego znajdującego się w przedpokoju i zapytał go, czy widział, aby ktoś wchodził do gabinetu. Służący zaprzeczył. Słyszał jednak, jak otworzyły się drzwi, i sądził, że baron zamierza wyjść.
Pan von B., choć do głębi wstrząśnięty, nie chciał na razie mówić niczego więcej, aby nie wzbudzać niepokoju i obaw w całej rodzinie. Postanowił zaczekać i przekonać się, co przyniesie czas.
Po kilku dniach baron otrzymał list od rektora uniwersytetu, zawiadamiający go o śmierci ukochanego syna. Nastąpiła ona tego samego dnia i o tej samej godzinie, w której ukazała się zjawa. Jako przyczynę zgonu podano ostrą gorączkę.
Pogrążonego w bólu pana von B. tym bardziej poruszyła doznana wizja, która uprzedziła go o smutnym wydarzeniu. Nie zgadzał się z nią tylko jeden szczegół: jako przyczynę śmierci wskazano chorobę, podczas gdy szeroka rana na czole pozwalała przypuszczać, że nastąpiła ona w sposób gwałtowny.
Myśl ta nieustannie zaprzątała nieszczęśliwego ojca. Gorąco pragnął uzyskać dokładniejsze wiadomości o śmierci obiecującego, dziewiętnastoletniego młodzieńca.
Wkrótce nadarzyła się sprzyjająca i pewna sposobność. Zaufany przyjaciel barona wybierał się w sprawach naukowych do Heidelbergu. Baron wyjawił mu swoją tajemnicę i poprosił, aby doprowadził do ekshumacji zwłok jego syna oraz przekonał się, czy można na nich dostrzec jakieś obrażenie.
Przyjaciel barona podjął w Heidelbergu niezbędne kroki w celu uzyskania zgody na ekshumację. Jego starania okazały się jednak bezskuteczne, ponieważ odmówiono wydania pozwolenia. Został więc zmuszony do wyjaśnienia magistratowi przyczyny swojego pozornie niestosownego żądania.
Magistrat oświadczył, że w tym przypadku ekshumacja jest zupełnie niepotrzebna. Nie ulegało bowiem żadnej wątpliwości, że młody baron von B. zginął w pojedynku wskutek szerokiej rany zadanej w czoło.
W liście skierowanym do rodziny rozmyślnie i tylko tymczasowo przemilczano tę okoliczność, aby nie powiększać jej cierpienia. Uczyniono tak tym bardziej, że do pojedynku doszło w okolicznościach, które nie przemawiały na korzyść nieszczęsnej ofiary.
Od tej chwili nie było już zatem żadnej wątpliwości, że całe zjawienie było prawdziwe.
Historia ta pochodzi z bardzo dobrego źródła, a jej prawdziwość nie podlega żadnej wątpliwości.
Przypis biograficzny: Baron von B. został w źródle wymieniony wyłącznie za pomocą inicjału nazwiska. Wiadomo jedynie, że był dyplomatycznym przedstawicielem jednego z niemieckich dworów w Londynie oraz ojcem dziewiętnastoletniego studenta uniwersytetu w Heidelbergu. Na podstawie informacji podanych w artykule nie można wiarygodnie ustalić jego pełnego nazwiska ani sporządzić dokładniejszej biografii. Zachowanie inicjału mogło służyć ochronie rodziny, zwłaszcza że śmierć młodzieńca nastąpiła podczas pojedynku w okolicznościach przedstawionych jako niekorzystne dla zmarłego.
źróło: „Eine weitere merkwürdige Erscheinungsgeschichte”, „Magikon”, 1842, s. 45–46.