Relacja dawnej pokojowej księżnej koronnej, żony przyszłego Fryderyka Wilhelma II, opisuje ukazywanie się Białej Damy na berlińskim dworze około 1781 lub 1782 roku.
Przekład
W roku 1781 albo 1782 — nie pamiętam już dokładnie, w którym — ówczesny książę koronny Fryderyk Wilhelm przyszedł do swojej małżonki, matki przyszłego Fryderyka Wilhelma III. Powiedział jej, że Biała Dama ukazała się królowej, żonie Fryderyka II, w następujących okolicznościach.
Królowa siedziała w gabinecie w towarzystwie kilku swoich dam. W pomieszczeniu znajdowało się okno, przez które można było zobaczyć sąsiednie pokoje po drugiej stronie. Właśnie tam królowa dostrzegła całą postać Białej Damy. Ogarnęło ją wielkie przerażenie, a nieproszone widziadło zniknęło.
Otoczenie próbowało przekonać królową, by nie brała tego za zjawę: światło słoneczne mogło wywołać złudny obraz. Mimo tych zapewnień przez całą noc pozostawała niespokojna.
Nazajutrz o ósmej rano, jak zwykle, przyszła naczelna ochmistrzyni, hrabina K., aby coś królowej przeczytać. Przed łóżkiem stał fotel. Królowa poprosiła hrabinę, aby tym razem nie czytała, gdyż nie zdoła się skupić. Zaczęła opowiadać o wczorajszym widzeniu. Hrabina K. starała się odwieść ją od przekonania, że naprawdę widziała zjawę.
Nim obie zdążyły się spostrzec, na fotelu siedziała kobieta w bieli, z twarzą osłoniętą welonem. Głośny krzyk spłoszył nieproszonego gościa.
Od tego momentu postać ukazywała się o północy w różnych miejscach zamku. Doniesiono o tym panującemu królowi. Nie wiadomo, czy zjawiła się również przed nim. Wydał jednak żołnierzom rozkaz, by pod groźbą surowej kary nie mówili o niej, gdyby ją zobaczyli.
W części zamku zajmowanej przez księżnę koronną, a także na wyższym piętrze, gdzie mieszkały jej ochmistrzyni i damy dworu, nocami rozlegał się wielki hałas. Dochodził nawet do naszych pokoi. Spałam obok księżnej koronnej i pewnej nocy odgłosy bardzo mi przeszkadzały, choć ona sama spała. Jeśli postać ukazywała się również u nas, utrzymywano to w tajemnicy.
Na wielkim korytarzu na parterze zatrzymywała się przy drzwiach skarbca, kasy domen królewskich oraz pomieszczeń, które być może zawierały ważne dokumenty państwowe. Pozostawała tam przez kilka minut, odpływała i wracała. Szczególnie przyciągał ją skarbiec.
Pewien młody oficer z regimentu brunszwickiego poprosił o pozwolenie spędzenia jednej nocy na korytarzu wraz z dowódcą warty i grenadierami. Chciał zobaczyć Białą Damę. Otrzymał zgodę. Rzeczywiście ukazała się, przesuwając się dostojnie w welonie i długiej sukni z trenem, ze skrzyżowanymi ramionami. Przy każdych drzwiach pochylała się głęboko, jak gdyby próbowała czegoś nasłuchiwać.
Ciekawość omal nie kosztowała młodego oficera życia. Po tym, co zobaczył, doznał tak silnego wstrząsu, że zapadł na ciężką chorobę. Znałam go; jego ciotka była moją przyjaciółką.
Nie pamiętam już, jak długo Biała Dama jeszcze się ukazywała. Że jednak tam była, uważam za czystą i przekonującą prawdę.
Na tym kończy się pisemna relacja wiarygodnej, niedawno zmarłej kobiety, od której pochodzi powyższa wiadomość.
— y —
Nota źródłowa
„Die weiße Frau zu Berlin” [„Biała Dama w Berlinie”], Magikon, 1850, s. 88–90; skan rocznika. Podtytuł oryginału określa narratorkę jako dawną pokojową księżnej koronnej, małżonki Fryderyka Wilhelma II. W przypisie „Magikon” odsyła do Blätter aus Prevorst, t. VI, s. 127. Opowieść zachowuje niepewność narratorki co do roku zdarzeń i jej własną ocenę ich prawdziwości.