Schamüni, jasnowidz

Jasnowidzenie

Wprowadzenie redakcyjne: Poniższa anonimowa relacja przedstawia postać wiejskiego jasnowidza z Gryzonii, znanego jako Schamüni, oraz wydarzenia związane z tragiczną lawiną w rejonie przełęczy Flüela. Tekst łączy wspomnienia o jego przepowiedniach z opowieścią o ostrzegawczym śnie i domniemanym oddziaływaniu na odległość.

Przekład

Człowiek ten, zmarły niespełna dwa lata temu, nazywał się właściwie Ch. Marugh i był z zawodu szewcem w Klosters, w Prättigau. W swojej rodzinnej okolicy i jej sąsiedztwie cieszył się niemałą sławą jako wróżbita. Zmarł w drodze do Chur, dokąd go wezwano, aby uzyskać od niego wiadomości o przyszłości.

Często przychodzili do niego młodzi ludzie z sąsiedniego cesarstwa, pytając, czy powinni zaryzykować losowanie, czy też zawczasu wykupić się od służby wojskowej. Pewnej znanej mi osobie wyznał kiedyś, że gdy ludzie naprzykrzali mu się pytaniami, często udzielał odpowiedzi na chybił trafił, jedynie po to, aby się ich pozbyć; za takie przepowiednie nie mógł, rzecz jasna, ręczyć. Z całą pewnością mógł natomiast zaręczyć za ich spełnienie, gdy coś mimowolnie ukazywało się jego wewnętrznemu widzeniu. Nie wróżył bowiem z dłoni, lecz przez natchnienie i wizje.

Pewnego razu poczuł nagle przymus, by powiedzieć zaręczonemu mężczyźnie, którego narzeczona właśnie opuściła pokój:

Ta kobieta nie zostanie pańską żoną. Nie jest panu przeznaczona blondynka, lecz kobieta o czarnych włosach.

I rzeczywiście, po kilku latach bieg wydarzeń potwierdził jego słowa.

Innym razem przyszli do niego młodzi ludzie z cesarstwa, aby zapytać go o losowanie do wojska, lecz nie pojawiło się żadne natchnienie. Dopiero gdy odprawił ich z niczym i oddalili się już o pewien odcinek drogi, w jego umyśle ukazała się oczekiwana odpowiedź. Pobiegł więc za pytającymi, aby im ją przekazać.

Jeżeli gdzieś w pobliżu, to znaczy w promieniu około sześciu do ośmiu godzin drogi, wydarzało się wielkie nieszczęście, zwłaszcza zejście lawiny, odczuwał je natychmiast i mówił wówczas, że gdzieś musiało stać się coś strasznego.

Osoba piastująca obecnie najwyższy urząd w okolicy jego rodzinnych stron opowiedziała mi, że pod koniec życia jasnowidza młodzi mężczyźni próbowali kiedyś z ciekawości nakłonić go do wróżenia. Szczególnie nalegał jej bliski krewny F. Nagle jasnowidz spoważniał, posmutniał i poprosił, aby pozostawiono go w spokoju. Następnie wyjawił w zaufaniu kilku znajomym F., że mężczyzna ten wkrótce się zaręczy, lecz jeszcze przed ślubem umrze nagłą śmiercią. Jasnowidz zmarł, zanim przepowiednia się spełniła, a w przedostatnim roku, 1851, F. zginął w lawinie, pozostawiając pogrążoną w głębokim smutku narzeczoną.

Wspomniane nieszczęście lawinowe wiązało się z jeszcze jednym bardzo osobliwym wydarzeniem, które zasługuje na przytoczenie w tym miejscu.

Woźnica juczny H. St., którego dotyczy to zdarzenie i który sam mi je opowiedział, należy do ludzi, którym przypisuje się dar drugiego widzenia. Zdarzało mu się bowiem, że nadchodzące zgony zapowiadały mu przesuwające się nocą kondukty pogrzebowe. Twierdził, że pewnego razu pośród sunących postaci rozpoznał postać żyjącego męża kobiety, która zmarła wkrótce po tej wizji.

Ów H. St. nocował kiedyś w Süs w Dolnej Engadynie wraz ze wspomnianym wyżej F. i innymi woźnicami. Następnego ranka mężczyźni zamierzali powrócić przez wysoką przełęcz Flüela do rodzinnego Davos. Tej nocy St. śniło się, że jeden z jego towarzyszy, Joh. B., sprzedał mu pewną liczbę pięknych owiec o białej wełnie. Kiedy jednak owce przeszły kawałek w górę dzikiej alpejskiej doliny Flüela, w znanym mu miejscu wszystkie stały się czarne.

Przemiana ta obudziła go, a sen pozostawił w nim ciężkie i złowrogie wrażenie. Wczesnym rankiem, po nakarmieniu koni, stanął przy swoim zwierzęciu i oparł o nie głowę, jak mają w zwyczaju woźnice juczni, po czym żarliwie się modlił. Wtedy do stajni wszedł także Joh. B. i zapytał:

Dlaczego jesteś tak zamyślony, głupcze? Zdaje mi się, że się modlisz, a ja myślę, że mnie również dobrze zrobi, jeśli uczynię to samo.

Wkrótce potem karawana woźniców wyruszyła wraz ze swymi saniami i dotarła do miejsca, w którym St. widział we śnie przemianę owiec. Pozostali się tam zatrzymali. St., któremu miejsce to wydawało się złowrogie z powodu snu, nie potrafił jednak zdecydować się na postój i chciał jechać dalej, chociaż B. zawołał do niego:

Zaczekaj, napijemy się jeszcze wina.

Wtem wszyscy znaleźli się pośród pyłu wznieconego przez lawinę.

Podczas tej straszliwej katastrofy główną myślą St. były oczywiście żona i dziecko.

F. i Joh. B. stracili życie, pozostali natomiast zostali uratowani. Nieszczęście wydarzyło się o godzinie jedenastej przed południem. W tym samym czasie żona i dzieci St., przebywające w Davos im Dörfli, oddalonym od miejsca wypadku o pięć godzin drogi, oczekiwały powrotu ojca. One oraz inne osoby, które przypadkowo znajdowały się w domu St., usłyszały trzask i huk, jak gdyby dom miał rozpaść się w spojeniach. Nie potrafiły jednak wyjaśnić tego odgłosu żadnym zewnętrznym działaniem sił przyrody.

Było to zapewne duchowe oddziaływanie na odległość gospodarza domu, który w owej chwili, znajdując się w śmiertelnym niebezpieczeństwie, myślał o swoich bliskich.

Uwagi redakcyjne

  1. Określenie „losowanie do wojska” odnosi się do losowania decydującego o poborze do służby wojskowej; tekst wspomina również o możliwości wcześniejszego wykupienia się od tej służby.
  2. „Godziny drogi” są w relacji miarą odległości, a nie dokładnym pomiarem czasu zegarowego.
  3. Niejasne zdanie o nocnym kondukcie i żyjącym mężu zostało przełożone możliwie dosłownie. Źródło stwierdza, że H. St. rozpoznał postać męża kobiety, która zmarła wkrótce po tej wizji.
  4. Końcowe wyjaśnienie o „duchowym oddziaływaniu na odległość” stanowi interpretację autora relacji, a nie komentarz tłumacza.

Nota źródłowa

tytuł oryginalny: Schamüni, der Seher.
tytuł polski: Schamüni, jasnowidz.
źródło: Magikon. Archiv für Beobachtungen aus dem Gebiete der Geisterkunde und des magnetischen und magischen Lebens, nebst andern Zugaben für Freunde des Innern, herausgegeben von Dr. Justinus Kerner, fünfter Band, Stuttgart: Verlag von Ebner und Seubert, 1853, s. 490–493.

Skan: IAPSOP – „Magikon”, tom V (1853), PDF.