Wprowadzenie redakcyjne: Ten krótki, anonimowy tekst z 1853 roku przedstawia dziewiętnastowieczne europejskie wyobrażenia o mantrach, magii rytualnej i kontaktach z demonami na Cejlonie, czyli dzisiejszej Sri Lance. Nie jest to neutralny opis buddyzmu ani miejscowych praktyk religijnych, lecz historyczna relacja opublikowana w czasopiśmie poświęconym zjawiskom duchowym i magicznym.
Przekład
Na Cejlonie istnieją trzy nauki: astrologia, medycyna oraz Mantra-schāstra, to znaczy nauka o formułach magicznych. Na Cejlonie, podobnie jak w całych Indiach, tylko nieliczni wątpią we wszechmoc mantr. Chronią one przed wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwami i wskazują niezliczone sposoby szkodzenia wrogom. Bogactwo, zaszczyty oraz panowanie nad ludźmi, żywiołami i bogami – wszystko to można osiągnąć za pomocą mantr.
Buddyzm zabrania swoim wyznawcom utrzymywania jakichkolwiek stosunków z duchami i demonami. Mimo tych zakazów buddyści znacznie mocniej wierzą w czarowników posługujących się mantrami oraz w demony niż w formuły publicznego kultu świątynnego. Mantry i duchy są bowiem ze sobą związane.
Mantra nie jest niczym innym jak szeregiem dźwięków i słów, częściowo pozbawionych znaczenia, lecz drzemią w niej wszelkie możliwe siły. Trzeba jedynie umieć ją ożywić. W obecnej, zepsutej epoce świata całkowite ożywienie mantr, nazywane również Dschiwani, nie jest już możliwe. Ludzie mają zbyt słabe serca, aby znosić nieustanne obcowanie z duchami i demonami, oraz są zbyt lękliwi, by podjąć prawdziwą walkę z wyższymi mocami. Groźby i przekleństwa, za pomocą których można je podporządkować, wydają się nawet najlepszemu czarownikowi tak straszliwe, że myśl o możliwej zemście demonów musi paraliżować go podczas pracy.
Każda mantra ma własny sposób ożywiania, jednak zasadniczy przebieg Dschiwani jest taki sam dla wszystkich mantr.
Katadiya, czyli czarownik, musi najpierw znaleźć najlepsze miejsce do przeprowadzenia ożywienia. Nadają się do tego skrzyżowania dróg, miejsca pochówku, środek otwartego pola, podnóże wielkiego drzewa albo bród na rzece – a więc miejsca, w których demony chętnie przebywają.
Odpowiednią porą jest pianie koguta, południe, zmierzch po zachodzie słońca albo północ, ponieważ w innych godzinach demony są w mniejszym lub większym stopniu skrępowane.
O właściwej godzinie Katadiya udaje się w wybrane miejsce, zabierając trzy albo siedem różnych gatunków kwiatów, liście betelu, kadzidło i ofiary. Ofiary składają się z pewnej ilości gotowanego ryżu, siedmiu rodzajów prażonych nasion, gotowanych jaj, krwi, koguta i tym podobnych rzeczy.
Następnie siada albo kładzie się na ziemi na wznak. Potrzebne ofiary umieszcza obok siebie, a w dłoni trzyma nić lub liść betelu. Mantrę powtarza trzy, siedem, dwadzieścia osiem albo sto dwadzieścia osiem razy.
Im większy jest cel, któremu ma służyć magiczna formuła, tym więcej pojawia się trudności. Katadiya zaczyna odczuwać lęk i zawroty głowy. Następnie spada na niego deszcz kamieni i kijów, które jednak nie dotykają jego ciała. Słyszy walkę rozwścieczonych słoni, zbliżających się coraz bardziej, albo ukazuje mu się stary człowiek – wychudzony i zgarbiony, z brodą sięgającą kolan, zębami długości trzech lub czterech cali oraz ognistymi oczami. Starzec, kaszląc i szczerząc zęby, kuleje w stronę czarownika, dopóki ten nie poda mu odpowiedniej ofiary, z którą zjawa znika.
Wtedy po drugiej stronie pojawia się nagle duch wysoki na pięćdziesiąt stóp, czarny jak węgiel, na całym ciele porośnięty włosami długości jednej lub dwóch stóp, z wystającymi oczami, z których tryskają płomienie. Zgrzyta zębami i sprawia, że ziemia dudni pod jego stopami. Następnie woła głosem podobnym do grzmotu. W tej właśnie chwili musi otrzymać swoją ofiarę, inaczej Katadiya jest zgubiony.
Z powodu tego niebezpieczeństwa czarownik każe pięciu lub sześciu zdecydowanym mężczyznom towarzyszyć sobie na miejsce obrzędu, aby wobec tych zjaw zachować więcej odwagi.
Dziesięć, dwanaście, a nawet pięćdziesiąt demonów wszelkiego rodzaju, mierzących od kilku cali do stu łokci i przybierających wszystkie barwy tęczy, pojawia się i znika w ten sposób w ciągu jednej godziny. Jeżeli mimo wszystkich tych przeszkód Katadiya zdoła wymruczeć mantrę do końca, osiąga zamierzony cel: formuła zostaje ożywiona i wszelkie stworzenie musi się przed nią ugiąć.
Ponieważ jednak niebezpieczeństwo jest tak wielkie, a ludzie naszych czasów są tak słabi, obecnie podejmuje się niemal wyłącznie ożywiania mniejszych mantr. Wielkie mantry, za pomocą których można by na przykład w ciągu jednej godziny wpędzić wszystkich Europejczyków do morza, pozostają niewykorzystane.
Uwagi redakcyjne
- Mantra-schāstra, Dschiwani i Katadiya pozostawiono w pisowni zastosowanej w niemieckim źródle. Tekst objaśnia Dschiwani jako „ożywienie” mantry, czyli nadanie formule przypisywanej jej skutecznej mocy, natomiast Katadiya określa jako czarownika.
- Użyte w relacji miary – cale, stopy i łokcie – zachowano bez przeliczania, ponieważ służą one fantastycznemu opisowi rozmiarów ukazujących się istot, a źródło nie precyzuje lokalnych odpowiedników tych jednostek.
- Twierdzenia o buddyzmie, mantrach i praktykach mieszkańców Cejlonu odzwierciedlają sposób przedstawienia tematu przez anonimowego dziewiętnastowiecznego autora. Nie należy ich traktować jako współczesnego opracowania religioznawczego.
- Końcowa wzmianka o możliwości „wpędzenia wszystkich Europejczyków do morza” należy do oryginalnego tekstu i została zachowana jako element kolonialnego kontekstu relacji.
Nota źródłowa
Tytuł oryginalny: Die Mantras in Ceylon.
Źródło: Magikon. Archiv für Beobachtungen aus dem Gebiete der Geisterkunde und des magnetischen und magischen Lebens, nebst andern Zugaben für Freunde des Innern, herausgegeben von Dr. Justinus Kerner, fünfter Band, Stuttgart: Verlag von Ebner und Seubert, 1853, s. 468–470.