Leczenie za pomocą sympatii

Magnetyzm

Wykład wygłoszony na zgromadzeniu lekarzy wiejskich. Od redaktora.

Proszę pozwolić mi, abym na rozpoczęcie naszego dzisiejszego zgromadzenia przedstawił w zwięzłej formie pewien sposób leczenia stosowany w medycynie i chirurgii, który pozostaje bardzo bliski naturze i wywodzi się z jej najgłębszej istoty. Był on używany od najdawniejszych czasów, szczególnie wówczas, gdy człowiek znajdował się jeszcze niejako na etapie dzieciństwa, a tym samym pozostawał bliżej swojej matki – natury. Mam na myśli leczenie za pomocą sympatii.

Sympatyczne środki lecznicze przekazywano tradycją z pokolenia na pokolenie, a także zachowywano w książkach. Medycyna racjonalna, uważając się za zbyt dostojną, nie poświęcała im uwagi, musiała jednak od czasu do czasu przyznać, że dolegliwości, których nie potrafiła wyleczyć własnymi sposobami, często ustępowały pod wpływem oddziaływań sympatycznych. Jeżeli obecnie zdarza się to rzadziej niż dawniej, przyczyną może być to, że ten zaczerpnięty bezpośrednio z sympatycznego działania natury sposób leczenia wymaga związku z naturą zarówno ze strony uzdrawiającego, jak i osoby, która ma zostać uzdrowiona. Związek taki nie występuje już dzisiaj w takim stopniu jak niegdyś. Wskutek wzmożonej aktywności umysłowej człowiek jak gdyby oderwał się od pępowiny natury, a celem swojego rozwoju uczynił istnienie w postaci oddzielnej, skupionej na sobie całości, coraz bardziej odległej od związku z naturą.

Dlatego ten sposób leczenia może być nadal szerzej stosowany i przynosić skutki przede wszystkim wśród ludu, zwłaszcza tam, gdzie abstrakcyjne kształcenie umysłu objęło ludzi w najmniejszym stopniu i gdzie żyją oni najbliżej natury, jak w odosobnionych okolicach leśnych i górskich.

Ponieważ znaczna część panów żyje blisko ludu i pozostaje z nim w ścisłym związku, z pewnością często nadarza się panom sposobność do gromadzenia doświadczeń dotyczących skuteczności albo nieskuteczności sympatycznych metod leczenia. Obserwacje takie wymagają jednak odrzucenia zarówno wszelkich z góry powziętych opinii i uprzedzeń, jak i ślepej wiary, tym bardziej że w tej dziedzinie bardzo łatwo o pomyłkę oraz oszustwo.

Już przed dłuższym czasem w Esslingen powstało stowarzyszenie lekarzy i osób świeckich, którego celem było zbieranie i praktyczne stosowanie sympatycznych środków ludowych. Należałoby sobie życzyć, aby podobne starania objęły szerszy zakres, zwłaszcza dzięki badaniom wolnych od uprzedzeń lekarzy wiejskich, pozostających blisko ludu. Korzystając z tej sposobności, chciałbym panów serdecznie do tego zachęcić. Nie należy sądzić, że przez takie badania i przekonania człowiek rezygnuje z oświecenia i wykształcenia albo składa hołd przesądom. Minęły już czasy, gdy obawiano się zejść z katedry do ludu i szukać pośród niego pereł dla nauki.

„Otaczająca nas tajemnica natury jest tak głęboka, a właściwe uczonym badania tak często okazują się niezdolne do jej zgłębienia, że nie można mieć za złe szczeremu przyjacielowi natury, jeśli, zwątpiwszy w możliwość osiągnięcia celu tą drogą, poświęci nieco uwagi tak zwanym «przesądom» pospólstwa. Zazwyczaj to zuchwała młodość albo pycha katedry tak wyniośle wypowiadają się o filozofii prostego człowieka. Kiedy jednak człowiek staje się starszy od pierwszej i rozważniejszy od drugiej, nabiera większej skromności”.

Dr Nürnberger

Pan von Hartenberg powiada:

„Za prawdziwą rzadkość należy uważać spotkanie autentycznego rozumienia natury połączonego z wielką elokwencją, przebiegłością i wystudiowanym zachowaniem. Rozumienie to zazwyczaj rodzi proste słowa, bezpośredni sposób myślenia i niewyszukaną postawę albo im towarzyszy. Zmysł ten najłatwiej i najczęściej rozwija się w warsztatach rzemieślników i artystów oraz wszędzie tam, gdzie ludzie przez wiele lat obcują i zmagają się z naturą: w rolnictwie, żegludze, hodowli zwierząt, górnictwie i wielu innych zajęciach”.

Spójrzmy na zjawiska magnetyczne. Tak jak poszczególne organy wzajemnie na siebie oddziałują, tak samo czynią to całe organizmy – zarówno pomiędzy sobą, jak i w stosunku do świata zewnętrznego. Gdy ustaje zwykłe przewodzenie oddziaływań dynamicznych przez narządy zmysłów, ujawnia się swoiste, samodzielne działanie ducha nerwowego, który oddziałuje bez zewnętrznych, dostrzegalnych nośników, lecz zgodnie z prawami biegunowości. W tej swobodnej aktywności nie przeszkadza mu żadne ciało znajdujące się pomiędzy obiektami. Rozsyła on daleko promienie atmosfery, z której działa, i w ten sposób przejawia się jako siła sympatyczna. Sympatia ta panuje w całej naturze. Jest widoczna we wszystkich istotach żywych – od więzi łączącej matkę i płód aż po wysiadującego jaja ptaka i rozwijający się w jaju zarodek – a ponadto znajduje odbicie w przyrodzie nieorganicznej.

Zob. Werner, „Schutzgeister”.

Jeżeli bliżej przyjrzymy się sympatycznym metodom leczenia i stosowanym w nich środkom, stwierdzimy, że zarówno one same, jak i większość ich środków należą do zakresu oddziaływań magnetycznych. Opierają się na czystych prawach biegunowości, dlatego nie należy ich uważać ani za wytwory przesądu, ani za cuda.

Jako pierwszy przykład można przytoczyć usuwanie róży przez zamawianie. Zamawianiu temu towarzyszy dmuchanie, co ma całkowicie magnetyczną podstawę. Jedna z używanych formuł brzmi: „Dziki ogniu, strzeż się; dobry ogień niech cię wypędzi!”. Jest to wyrażenie znamienne dla każdego procesu leczenia.

Wiadomo również, że przez dmuchanie można uspokajać szczególnie bolesne albo zapalone miejsca, na przykład uszy i oczy, oraz powodować ustępowanie zapalenia. Do tej samej kategorii należy uśmierzanie bólu po oparzeniach, zwane gaszeniem oparzenia, dokonywane za pomocą zamawiania i dmuchania.

W Hiszpanii istnieje grupa ludzi nazywanych saludadores i ensalmadores. Różnica między nimi polega na tym, że jedni twierdzą, iż leczą choroby wyłącznie mocą modlitwy, posługując się ustalonymi formułami, a więc sposobem bardziej magicznym; drudzy wykorzystują siłę śliny i oddechu, dmuchając na chorego, a zatem działają w sposób bardziej magnetyczny.

Także sympatyczne leczenie za pomocą zamówionej, owianej oddechem wody święconej sprowadza się jedynie do oddziaływania magnetycznego. W dziele Chymia Rolfincii, pochodzącym już z 1621 roku, a więc z okresu na długo przed upowszechnieniem przez Mesmera magnetycznej metody leczenia, podano sposób przygotowania aqua vitalis cardiaca microcosmica:

„Człowiek będący na czczo powinien rankiem, po oczyszczeniu ust, długo i mocno dmuchać na wodę znajdującą się w szklance, a następnie, z dobrą intencją, modlitwą i czystym sercem, podać ją choremu. Taką wodą można uleczyć nawet najbardziej nieuleczalne dolegliwości”.

Czymże jest to, jeśli nie wodą magnetyczną? Do tej samej kategorii należy sympatyczne leczenie przez transplantację, czyli przeniesienie choroby na inny organizm – zwierzę albo roślinę.

Zwierzęta już same w sobie są magnetyczne. Znane jest przykładanie niektórych zwierząt domowych do osób cierpiących na bolesne choroby, które mają być niekiedy całkowicie przenoszone na zwierzęta, jak podagra na psy. Do tej grupy należy również wiele sympatycznych środków przeciw zimnej febrze.

Profesor Tode z Kopenhagi zapewnia, że wielokrotnie widział usunięcie gorączki okresowej za pomocą następującego środka. W moczu oddanym przez chorego na początku napadu gotował jajko tak długo, aż płyn całkowicie wyparował. Następnie zdejmował skorupkę, a wnętrze jajka zakopywał w mrowisku. W miarę jak mrówki zjadały jajko, gorączka słabła i wkrótce całkowicie ustępowała.

Przy tej okazji profesor Tode opisuje sympatyczny środek przeciw bólom kamieniowym:

„Istnieją wydarzenia, których historycznej prawdziwości nie można podawać w wątpliwość bez chełpienia się powierzchowną nieomylnością. W Kopenhadze mieszkała rodzina szanowana przez wszystkich znajomych i uważana za wiarygodną. Mężczyzna od dawna cierpiał na bóle kamieniowe. Jego lekarz podał mu już dwa środki, lecz bez trwałego skutku. W końcu znajomy polecił żonie następujący sposób, a od chwili jego zastosowania mężczyzna nigdy więcej nie cierpiał na te bóle.

Wzięła pusty flakonik na pachnidła, włożyła do niego pół tuzina tak zwanych oczu rakowych, wygotowanych w moczu jej męża, szczelnie go zakorkowała i zakopała w takim miejscu na podwórzu, przez które mężczyzna musiał codziennie przechodzić. Nie wiedział o niczym i poznał tajemnicę dopiero wtedy, gdy od dawna był już wolny od swojej dolegliwości. Przez kilka lat – opowiada dalej profesor Tode – byłem jego lekarzem. Jego cierpienia kamieniowe były powszechnie znane, lecz przez wiele następnych lat, w czasie których odwiedzałem go aż do śmierci, nie odczuwał już nawet najmniejszych tego rodzaju dolegliwości. Jest to fakt, o którego prawdziwości jestem całkowicie przekonany”.

Przenoszenie dziecięcych drgawek na młode gołębie domowe od dawna stosowano wśród ludu jako środek sympatyczny. Doktor Müller z Pforzheim jako pierwszy zwrócił na ten sposób uwagę lekarzy racjonalnych. Pisał:

„W okolicy Pforzheim od wielu lat używa się młodych gołębi domowych jako domowego środka przeciw drgawkom u dzieci.

Pewien stary leśniczy, o którym mówiono, że leczy za pomocą sympatii i który z tego powodu cieszył się wielkim powodzeniem wśród prostego ludu, powiedział mi, gdy go o to zapytałem, że nie podaje żadnych leków wewnętrznych. Pomaga jedynie za pomocą głaskania, zwłaszcza ludziom cierpiącym na bóle zębów i głowy, a u dzieci dotkniętych drgawkami stosuje młode gołębie domowe. Twierdził, że zawsze osiągał przy tym pomyślny skutek, a choroba nie kończyła się dobrze jedynie wówczas, gdy gołębie nie umierały”.

Doktor Müller przeprowadził następnie serię doświadczeń z gołębiami w opisanych przypadkach. Stwierdził, że oddziaływanie gołębia na dziecięce drgawki było szczególnie skuteczne, gdy odbyt ptaka dokładnie przykładano do odbytu dziecka i przytrzymywano go w tym miejscu. Natychmiast po przyłożeniu gołąb zaczynał oddychać głęboko i z lękiem, po czym w ciągu kilku minut umierał, a drgawkowe ruchy dziecka zawsze ustępowały. Jeżeli pojawiały się ponownie, uspokajano je przez przyłożenie następnego gołębia. Także doktor Wenz z Karlsruhe oświadczył, że sam z równie pomyślnym skutkiem prowadził doświadczenia z gołębiami domowymi podczas napadów drgawkowych u dzieci. Do tych prób leczniczych również wybierał zawsze młode ptaki, które nie opuściły jeszcze gniazda.

W takich przypadkach u dzieci sympatyczna metoda leczenia mogłaby jednak przynosić korzyść jedynie wówczas, gdy drgawki wynikały z osłabienia, zaburzonego odtwarzania sił i zwiększonej wrażliwości, a więc gdy były uwarunkowane od strony drażliwości. Jeżeli ich przyczyną było podrażnienie zapalne albo gorączka naczyniowa, bardziej wskazane wydawałyby się upusty krwi, również wykonywane na głowie. Byłyby to zatem przypadki dziecięcych drgawek, w których wspomniany środek sympatyczny nie przynosiłby skutku.

Człowiek i zwierzę pozostający w takim raporcie tworzą ze sobą niejako jeden organizm. Gołębie przyłożone do chorego i wprowadzone przez to w raport z nim stają się na chwilę jak gdyby integralnymi częściami organizmu. Ponieważ nie zostały jeszcze dotknięte chorobą, stanowią zarazem jego najsłabiej reagujący punkt, pars minoris resistentiae, na który kieruje się materia chorobowa.

Mówi się, że szybko goją się rany, z których zraniony przenosi krew do własnej pachy. Słyszałem o tym bardzo często od robotników, na przykład kamieniarzy, którzy podczas pracy nierzadko doznają krwawiących zranień.

W sympatycznych kuracjach bardzo często spotyka się transplantację, czyli wszczepianie choroby w rośliny, przede wszystkim w pnie drzew. Dotyczy to zwłaszcza leczenia przepuklin. Jedno z zaleceń brzmi następująco: podczas ubywającego Księżyca należy wyciąć z młodej wierzby drzazgę tak dużą jak przepuklina, przywiązać ją do chorego miejsca i pozostawić, dopóki całkowicie nie przesiąknie potem, a następnie starannie umieścić ją z powrotem w miejscu, z którego została wycięta.

Często widywano także szybkie leczenie przepuklin u dzieci za pomocą następującego sympatycznego sposobu: rozszczepia się młode drzewo, zazwyczaj wierzbę, i przed wschodem słońca trzykrotnie przeciąga przez szczelinę dziecko, po czym drzewko ponownie mocno się związuje.

Podobnie jak wszczepianie, czyli transplantatio, w sympatycznych kuracjach występuje również zasiewanie – inseminatio. Nasiona jakiejś rośliny, często żyta, przez dłuższy czas utrzymuje się w kontakcie z chorą częścią ciała, na przykład przy zimnej febrze. Ciepło życiowe oraz wydzieliny chorego mają pobudzić w nasionach pierwszą siłę kiełkowania. Następnie wraz z wchłoniętą materią oddaje się je ziemi, na przykład sadząc w doniczce. W miarę wzrostu rośliny choroba ma znikać.

Tak zwane zimne guzy, wewnętrzne ropienia, stwardnienia rakowate oraz niezbyt zaawansowane zagęszczenia płynów ustrojowych nierzadko wyraźnie poprawiają się pod wpływem magnetyzmu, a czasem zostają całkowicie wyleczone. Ennemoser opisuje w wydanej niedawno książce Magnetyzm w stosunku do natury i religii przypadek, w którym dzięki leczeniu magnetycznemu po roku i jednym dniu całkowicie zniknął guz macicy wielkości głowy dziecka. Właśnie takie guzy, a jeszcze częściej narośla, jak kaszaki, brodawki, wola i tym podobne, mają szczególnie łatwo ustępować pod wpływem środków sympatycznych.

Czysto magnetyczny charakter ma leczenie wola, a nawet skrofułów, przez pociągnięcia wykonywane dłońmi. Dar ten przypisywano niegdyś przede wszystkim królom Francji i Anglii, którzy rzeczywiście praktykowali takie leczenie na szeroką skalę.

Inne środki sympatyczne opierają się na ulotnieniu choroby poprzez przekazanie jej żywiołom albo procesowi rozkładu. Materie organiczne, które zetknęły się z chorymi częściami ciała lub którymi je nacierano, usuwa się ze światła, zanosi do piwnicy albo zakopuje w ziemi. Niekiedy wystawia się je bezpośrednio na działanie powietrza, aby choroba mogła się ulotnić; do tej praktyki należy również wieszanie takich substancji w kominie. W tej samej grupie mieszczą się przede wszystkim sympatyczne środki służące usuwaniu brodawek i znamion. Wydaje się, że należy tu również zaliczyć wbijanie narzędzia, które spowodowało ranę, w słoninę albo drewno dębowe.

Tamowanie krwi za pomocą sympatii występuje już w najgłębszej starożytności. Homer przytacza w swojej Odysei pieśni zaklinające służące powstrzymywaniu krwawienia. Także nasz lud często stosuje sympatyczne sposoby tamowania krwi.

Najczęściej odbywa się to przez zamawianie, czyli działanie bardziej magiczne, oparte przede wszystkim na wierze i posiadające raczej charakter psychiczny. Wiadomo, że wpływy psychiczne mogą łatwo wywoływać i powstrzymywać krwawienia, szczególnie krwawienia z macicy oraz naczyń hemoroidalnych. Nie jest nieprawdopodobne, że krwawienia z naczyń silnie podporządkowanych układowi sympatycznemu mogą zostać zahamowane również taką sympatyczną albo magiczną drogą. W mniejszym stopniu można się tego spodziewać przy krwawieniach z otwartych żył albo tętnic rąk, nóg i innych części ciała, chociaż wśród ludu bardzo silna jest wiara w sympatyczne tamowanie również krwotoków z takich naczyń.

Kiedy w ubiegłym roku przebywałem w Monachium, pewna kobieta skierowała do króla petycję, w której oświadczyła, że posiada sympatyczny środek pozwalający jej natychmiast powstrzymać każdy krwotok. Prosiła o zezwolenie na wykonywanie swojej sztuki. Król skierował ją do szpitala ogólnego, aby poddać jej umiejętność próbie. W obecności tajnych radców, doktorów von Breslaua i von Ringseisa, otwarto choremu żyłę w ramieniu, a po kilku minutach polecono kobiecie zastosować w tym przypadku jej sztukę. Kobieta posłużyła się swoją sympatią, lecz bezskutecznie. Chory wykrwawiłby się na śmierć, gdyby rany nie zamknięto opatrunkiem.

Byłoby pożądane, aby umiejętności tej kobiety nie sprawdzano wyłącznie przy krwawieniu z naczynia celowo otwartego w tym celu, lecz również przy krwotoku, który wystąpił samoistnie, i z naczyń bardziej podporządkowanych układowi sympatycznemu. Wprawdzie nie sądzę, aby także w innych warunkach kobieta z powodzeniem zastosowała swój sympatyczny środek, muszę jednak zauważyć, że środki sympatyczne stosowane tak publicznie i w podobnym stanie psychicznym, zwłaszcza jeśli opierają się na oddziaływaniu psychicznym, prawdopodobnie w ogóle nie mogą być skuteczne.

Stan psychiczny tej kobiety – wywołany znaczeniem, jakie przypisywano powodzeniu próby, oraz obecnością uważnie obserwujących lekarzy – musiał wzbudzić w niej zbyt wielkie roztargnienie, niepokój i napięcie, aby mogła swobodnie zastosować swój sympatyczny środek i nawiązać magnetyczny raport z chorym, który zapewne również nie był do niej odpowiednio usposobiony.

Jak już wspomniano, ludowe sympatyczne środki służące tamowaniu krwi opierają się przede wszystkim na oddziaływaniu magicznym, rzadziej zaś na przenoszeniu krwi na inne organizmy albo do innego miejsca na ciele samego zranionego, na przykład do pachy. Własne doświadczenia nie przekonały mnie dotychczas o skuteczności tamowania krwi tą drogą, chociaż nie chciałbym całkowicie odrzucać takiej możliwości, szczególnie w zależności od rodzaju naczynia, z którego następuje krwawienie.

Mogę natomiast z własnego doświadczenia opowiedzieć o sympatycznym środku, który nie tamuje krwi, ale potrafi zatrzymać wydzielanie mleka, na przykład u kobiet po porodzie, które nie powinny albo nie mogą karmić, bądź po zakończeniu karmienia. Poznałem ten sposób, gdy zobaczyłem, jak pewien leśniczy zastosował go u bardzo mlecznej suki, której odebrano młode. Polega on na zawieszeniu zwierzęciu na szyi okrągłych krążków wyciętych z korka. Po ich zastosowaniu mleko wkrótce zniknęło, nie powodując szkody. Później użyłem tego samego środka z najlepszym skutkiem u różnych kobiet. U kilku z nich podczas stosowania wystąpiło lekkie przeczyszczenie, a wydzielanie mleka wkrótce ustało bez innych szkodliwych następstw.

Wielka grupa sympatycznych środków opiera się ponadto na wpływie Księżyca i jego poszczególnych faz. Znane jest oddziaływanie Księżyca na naszą Ziemię, zwłaszcza na kiełkowanie i wzrost roślin, a nawet na chemiczne właściwości wody. W tym ostatnim zakresie znam przypadki, w których przybywający Księżyc sprawiał, że woda strumienia wywierała na zanurzone w niej skóry przygotowywane do garbowania zupełnie inny wpływ chemiczny niż podczas ubywania Księżyca.

Już w najdawniejszych czasach przypisywano Księżycowi wielką moc oddziaływania na płyny ustrojowe i choroby gruczołów. Znany jest jego wpływ na menstruację i obrzmienia gruczołów, zwłaszcza na wole. Nie ulega wątpliwości jego oddziaływanie na osoby chore psychicznie, obłąkane i lunatyków. Ten satelita Ziemi jest niejako władcą jej nocnego życia, a wszystko, co należy do sfery tego życia, jest mu w większym albo mniejszym stopniu poddane. Pod jego wpływem znajdują się choroby mieszkańców Ziemi uwarunkowane przede wszystkim przez układ sympatyczny i zwojowy oraz wywodzące się z brzucha i życia uczuciowego.

Wzrost i życie włosów, paznokci, narośli, wola, brodawek, znamion, kaszaków, polipów, a nawet robaków jelitowych należą do zakresu zwojowego układu kształtującego, a tym samym podlegają wpływowi ziemskiego towarzysza. Kilkakrotnie widziałem zniknięcie kaszaków powiek dzięki sympatii opartej na wpływie Księżyca.

Cierpiący staje podczas przybywającego Księżyca w jego świetle i pociera kaszak własnym palcem, wypowiadając – wraz z przywołaniem trzech najwyższych imion – formułę: „To, co widzę, przybywa; to, co pocieram, ubywa”. Zwykle należy uczynić to podczas trzech księżycowych nocy. Wiadomo również, że zwykłe środki przeciw wolu są skuteczniejsze podczas ubywającego niż przybywającego Księżyca. To samo dotyczy środków przeciwrobaczych.

Wielki znawca robaków jelitowych, nieżyjący już radca medyczny doktor Fröhlich z Ellwangen, zgodnie ze zwyczajem rozpowszechnionym wśród ludu podawał leki przeciwrobacze wyłącznie podczas ubywającego Księżyca. Fakt, że podczas tej fazy pasożyty powstałe w chorobowo zmienionych zwierzęcych płynach ludzkich wnętrzności opuszczają je łatwiej niż podczas Księżyca przybywającego, wynika zapewne nie tyle z bezpośredniego wpływu Księżyca na nie, ile z jego oddziaływania na nerwy ludzkiego układu brzusznego. Powoduje ono okresowe przestrojenie tego układu, a przez to również okresowe zmiany – przypływ i odpływ – w masie płynów, w których żyją owe stworzenia. Warunki podczas ubywającego Księżyca wydają się mniej sprzyjające ich życiu. Zdarza się również, że znamiona zmniejszają się albo powiększają zależnie od faz Księżyca.

Ponieważ tak wiele sympatycznych środków opiera się, jak widzieliśmy, na podstawie magnetycznej, przy stosowaniu sympatycznych metod leczenia należy przede wszystkim pamiętać, że – podobnie jak w oddziaływaniach magnetycznych – leczący lekarz sam musi być zarazem środkiem leczniczym. Powodzenie takiego leczenia w znacznym stopniu zależy od siły, która z niego emanuje.

Dlatego jedni ludzie mogą wykonywać takie uzdrawiające działanie skuteczniej od innych, a wielu nie jest w ogóle zdolnych nadać moc pewnym sympatycznym środkom. Jeżeli takie osoby stosują je bezowocnie, zaczynają wątpić w ich ogólną skuteczność albo całkowicie jej zaprzeczają i odrzucają te sposoby. Rezultat stosowania sympatii przez różne osoby zawsze będzie zatem odmienny. Chłop albo pasterz, nadal całkowicie oddany naturze, dzięki swojej naturalnej sile będzie często znacznie bardziej zdolny do wykonywania sympatycznych kuracji niż profesor patologii, który utracił wszelki związek z naturą.

Jako dowód na to, jak bardzo zdolność do sympatycznego albo magnetycznego oddziaływania może być szczególnie związana z jednym człowiekiem, przytoczę przykład ze starszej historii, potwierdzony przez najbardziej wiarygodnych pisarzy tamtych czasów, zwłaszcza przez wielu lekarzy, a nawet przez Królewskie Towarzystwo Przyrodników w Londynie, i uznany za niepodlegający wątpliwości.

W 1666 roku przebywał w Londynie Irlandczyk nazwiskiem Greatraks. Uchodził za człowieka religijnego, pełnego godności i prostoty. Opowiadał, że od 1662 roku stale żywił wewnętrzne przekonanie, iż potrafi leczyć wole. Nie dawało mu ono spokoju, dopóki nie podjął próby, która – podobnie jak wszystkie następne – zakończyła się pełnym powodzeniem. Dotykał chorych i przesuwał po nich dłonią. W ten sam sposób leczył rozmaite wrzody, przetoki i rany.

Jego działaniom przyglądali się lekarze i inni uczeni. Królewskie Towarzystwo w Londynie powierzyło doktorowi Boyle’owi ich obserwację. Boyle wystawił mu najlepsze świadectwo, a wszyscy obecni przekonali się o rzeczywistości uzdrowień dokonywanych wyłącznie przez oddziaływanie dłoni tego obdarzonego człowieka. Doktor Astel pisał o nim:

„Był tam dwunastoletni chłopiec, którego ciało było jak gdyby usiane zimnymi obrzmieniami. Greatraks w krótkim czasie spowodował ich całkowite zniknięcie, przesuwając po nich dłońmi. Niedojrzałe wrzody doprowadzał do dojrzenia przez delikatne głaskanie ręką. Często widziałem także, jak jednym dotknięciem uzdrawiał osoby cierpiące na bóle reumatyczne i bóle bioder”.

Przytoczone tutaj, choć jedynie pobieżne uwagi oraz przykłady różnych grup, na które można podzielić sympatyczne sposoby leczenia, jasno pokazują, że wszystkie opierają się przede wszystkim na prawach biegunowości i dlatego w większości należy je traktować na równi z oddziaływaniami magnetycznymi.

Wynika z tego również, że środki sympatyczne powinny szczególnie działać w chorobach narządów podporządkowanych wpływowi układu sympatycznego i zwojowego, a ponadto w dolegliwościach będących częściowo fizycznymi, a częściowo psychicznymi. Istnieją choroby, w których cała wrażliwość zostaje chorobowo zmieniona i wszystkie leki nie działają wcale albo działają zupełnie inaczej niż u pozostałych ludzi. Można by nazwać je chorobami magnetycznymi, ponieważ największą skuteczność mają w nich oddziaływania magnetyzmu życiowego, to znaczy psychiczno-organiczne albo czysto psychiczne.

Zob. Passavant, „Lebensmagnetismus”.

W takich chorobach cierpiący często nużą się bezskutecznie podawanymi zwykłymi lekarstwami i szukają następnie pomocy u tak zwanych lekarzy sympatycznych, co od czasu do czasu rzeczywiście przynosi pomyślny skutek.

Z poczynionych tutaj uwag powinno ponadto wynikać, że dokładniejsze badanie i sprawdzanie środków sympatycznych z pewnością stanowi zadanie również dla lekarza racjonalnego, szczególnie takiego, który – jak panowie lekarze wiejscy – żyje blisko ludu. Środki te nie zawsze opierają się bowiem na przesądzie i ciemnocie, lecz bardzo często na najgłębszym związku z naturą.

Wreszcie z uwag tych powinno wynikać, że tak jak my, lekarze, mamy jeszcze wiele nauczyć lud i wykorzenić jego rzeczywiste przesądy, tak również sami możemy się od niego niejednego nauczyć.

Aby zdobyć perły, trzeba zanurzyć się w głębiny morza; nie znajduje się ich wysoko. Przyrodnik, chcąc odkrywać nowe prawdy, musi powrócić do samej natury i jej się trzymać, w mniejszym zaś stopniu ogólnego wykształcenia oraz mądrości katedry.

Galwanizm na długo przed obserwacjami Galvaniego był własnością włoskiego ludu. Po ukąszeniu tarantuli, aby zapobiec jego złym następstwom, przykładano do rany dwa różne metale, wystawiając ją w ten sposób na działanie nieznanego jeszcze prądu galwanicznego.

Oby te skromne uwagi dotyczące istoty leczenia sympatycznego wzbudziły choćby u kilku członków naszego zgromadzenia przychylniejszą opinię o tej metodzie i skłoniły ich do dokładniejszego badania oraz stosowania środków sympatycznych w przypadkach, które uznają za odpowiednie.

Przypis źródłowy

„Die Heilung durch Sympathie, vorgetragen in einer Versammlung von Landärzten. Vom Herausgeber”, Magikon, 1842, t. II, s. 433–446.