Leczenie wola ręką królów

Magnetyzm

Od redaktora

Pewien sposób leczenia skrofułów – choroby coraz bardziej rozpowszechnionej, a obecnie prawie już niestosowany wśród naszego ludu – był niegdyś bardzo powszechny. Chodzi o leczenie magiczne za pomocą dotyku, szczególnie dotyku królów Francji i Anglii. Stosowano je nie tylko wobec wola, lecz także właściwych skrofułów.

Leczenie przez dotyk nie było zresztą wyłącznym przywilejem tych monarchów. Wierzono, że moc taka przysługuje również każdemu siódmemu synowi, jeżeli pomiędzy narodzinami synów nie przyszła na świat żadna córka. Wielu ludzi obdarzonych takim losem praktykowało tę sztukę w minionych stuleciach. Szczegółowo opowiada o niej dzieło z 1643 roku: Traité de la guérison des écrouelles par l’attouchement des septénaires.

Także obecnie można jeszcze znaleźć wśród ludu osoby posiadające podobny dar. Garnett – zob. jego podróż przez szkockie Highlands – spotkał na wyspie Icolmkill człowieka, który leczył skrofuły samym dotknięciem. On również był siódmym synem. Przybywali do niego ludzie z dalekich stron, a on nie żądał zapłaty. „Nie wiem, w jaki sposób odbywa się to leczenie – powiadał. – To Bóg sprawia je przez moje dotknięcie”.

Z podobnie pobożnym usposobieniem jak szkocki góral musiał spoglądać na ten dar także Filip I. Jeszcze na łożu śmierci pouczył swojego syna Ludwika o sztuce leczenia skrofułów przez dotyk. Przekazał mu religijne słowa, które należało wypowiadać przy dotykaniu obrzmień, i zalecił przede wszystkim życie czyste, pobożne i oddane Bogu, bez którego magiczna sztuka nie mogła działać. „Bóg bowiem – mówił – nie wysłuchuje występnego!”.

Zob. Titus, „Commentarius de rebus Gallicis”, ks. II, s. 110.

Warto zauważyć, że właśnie u najpobożniejszych i najlepszych spośród tych królów moc ta miała przejawiać się najsilniej. Ludwik IX, zwany Świętym, uleczył jednorazowo z tej dolegliwości 1500 osób i raz w tygodniu dopuszczał do swojego dotyku cierpiących na nią chorych. Henryk IV leczył co roku 4000 ludzi. W dniu jego namaszczenia Hiszpanie przysłali mu wielu chorych, jak sądzono, przede wszystkim po to, aby wystawić go na próbę. Ku swemu zdumieniu zobaczyli jednak, że król jedynie ich dotykał, a obrzmienia następnie znikały. Ludwik XIV po swoim namaszczeniu w Reims uleczył 3000 chorych należących do różnych narodów.

W przeddzień wykonywania tej kuracji królowie Francji przygotowywali się do niej przez modlitwę i przyjęcie świętej Hostii. Nie wiązali zabiegu z jedną określoną porą. Zazwyczaj jednak po raz pierwszy dokonywali uzdrowienia bezpośrednio po namaszczeniu w Reims, a następnie cztery razy w roku: w Wielkanoc, Zielone Świątki, dzień Wszystkich Świętych i Boże Narodzenie.

Nie wyznaczono również jednego miejsca dla tego obrzędu. Królowie leczyli wole nie tylko po namaszczeniu w Reims, lecz także w Paryżu, w innych miejscach Francji, a nawet poza jej granicami. Karol VIII leczył skrofuły i wole w Rzymie oraz Genui, natomiast Franciszek I czynił to w Hiszpanii, gdy pozostawał więźniem Karola V.

Dar królów Francji wzbudzał zazdrość władców Hiszpanii, którzy z niechęcią patrzyli na to, że ich poddani musieli wypraszać zdrowie we Francji.

W dniach przeznaczonych na uzdrawianie gromadziły się tłumy chorych, przybywających zazwyczaj z Włoch, Hiszpanii i samej Francji. Ustawiano ich pod gołym niebem albo w obszernej sali – w Paryżu w Wielkiej Galerii. Najpierw stali Hiszpanie, następnie Włosi i inni cudzoziemcy, a na końcu Francuzi. Dzielono ich na dwa szeregi, jeden po lewej, drugi po prawej stronie. Przed przybyciem króla wszystkich sprawdzano, czy nie mają przy sobie broni.

Gdy tylko pojawiał się monarcha, wszyscy padali na kolana i błagalnie wznosili ręce. Przed królem szła Gwardia Szwajcarska i pierwsi ministrowie. Za nimi podążał modlący się król z odkrytą głową. Królewscy lekarze osobiści stali za plecami chorych, podtrzymywali ich wola i niejako przekazywali kolejno przechodzącemu monarsze. Król wyciągał prawą rękę w stronę każdego chorego i dwoma palcami skrzyżowanymi na kształt krzyża dotykał obrzmienia – mocno, lecz nie sprawiając bólu. Za każdym razem wypowiadał słowa: „Le Roi te touche, Dieu te guérisse!” – „Król cię dotyka, niech Bóg cię uzdrowi!”. Od czasów Ludwika Pobożnego królowie dodawali do tej formuły imię Trójcy Świętej. Następnie jałmużnicy idący za monarchą wręczali każdemu choremu pamiątkową monetę.

W 1635 roku w takim akcie uzdrawiania uczestniczył nasz rodak Hieronim Welsch. Odbyło się to za panowania Ludwika XIII – tego samego króla, o którym książę Épernon, dowiedziawszy się, że monarcha mianował Richelieugo generalissimusem w wojnie przeciw Hiszpanom i udzielił mu nieograniczonej władzy, powiedział: „Jak to? Czyż Ludwik nie zatrzymał dla siebie niczego poza zdolnością leczenia wola?”.

Welsch w relacji ze swojej podróży, wydanej w 1640 roku, tak opisał ten obrzęd:

„Czas, w którym dokonywane jest to dzieło, ogłasza się wcześniej wszędzie i podaje do publicznej wiadomości. W Saint-Germain-en-Laye, pięć godzin drogi od Paryża, zgromadziło się około dwustu ludzi z obrzmieniami i wrzodami. Był to dzień Trzech Króli. Wczesnym rankiem wpuszczono ich do wielkiej sali, gdzie musieli uklęknąć obok siebie w długim szeregu i złożyć obie ręce.

O godzinie dziesiątej, gdy tylko król opuścił poranne nabożeństwo, zbliżył się do chorych wraz z gwardią przyboczną, przy dźwięku kotłów i trąb oraz w towarzystwie licznego orszaku. Zanim jednak cokolwiek się wydarzyło, dwóch panów idących przed królem przytrzymywało każdego chorego: jeden za ręce, drugi za odchyloną do tyłu głowę. Następnie król dotykał obrzmienia wyciągniętą dłonią i palcami ułożonymi na kształt krzyża, za każdym razem wypowiadając po francusku: «Król cię dotyka; niech Bóg cię uzdrowi!».

Skutek takiego leczenia – ciągnie Welsch – nie staje się widoczny natychmiast, ponieważ chorzy wychodzą w takim samym stanie, w jakim przyszli, lecz następuje stopniowo. Wielu spotkanych w podróży Hiszpanów, a także Włochów, szczególnie Neapolitańczyków, z którymi rozmawiałem później w Neapolu, pokazywało mi ślady po wrzodach na szyi. Opowiadali mi wiarygodnie, że od chwili dotknięcia z dnia na dzień odczuwali, jak wrzody zaczynają się goić, aż w końcu całkowicie zniknęły. Rozmawiałem jednak także z innymi, którzy twierdzili, że dotknięcie nie pomogło im ani za pierwszym, ani za drugim, ani za trzecim razem”.

Cztery lata później niemiecki podróżnik Mandelsloh oglądał podobny akt uzdrawiania w Londynie i pisał:

Zob. Mandelsloh, „Itinerarium”, ks. II, rozdz. 25, s. 189.

„W dzień Trzech Króli 1639 roku widziałem, jak Jego Królewska Mość Anglii z wielkimi ceremoniami leczyła królewską chorobę. Ludzie mający obrzmienia na szyi przybywają w tym czasie z dalekich stron, aby – jeśli nie pomogło im żadne lekarstwo – zostali uzdrowieni przez dotknięcie króla.

Kuracja ta, odbywająca się bez udziału lekarstw, była dla mnie wielkim cudem. Król siedział w sali, a ludzie dotknięci tymi chorobami klękali przed nim. Król wstawał i dotykał każdego obiema rękami. Trzej biskupi klęczeli obok niego, czytali coś z ksiąg i wypowiadali błogosławieństwo nad kuracją”.

Zmarły król Anglii Karol II uzdrowił w Bredzie w Brabancji wielu podobnych chorych.

Owa zdolność i podatność na jej działanie wydają się obecnie w znacznej mierze utracone zarówno przez królów, jak i przez narody. Była to moc wiary, która potrafi przenosić nie tylko wole, lecz także góry, a którą nasz dzisiejszy świat coraz słabiej rozumie.

Wpływy chemiczne oddziałują obecnie na te ziemskie masy być może pewniej niż siła życia psychicznego. Jod odkryty przez saletrnika Courtoisa zajął zatem miejsce uzdrawiających dłoni królów. Jod – substancja nieznana jeszcze przed rokiem komety 1811, wykrywana w popiele rozmaitych roślin morskich, szczególnie również w gąbce kąpielowej, znanym od dawna środku przeciw wolu, lecz dotychczas niewykazana w wodzie morskiej, a jedynie sporadycznie w niektórych źródłach solankowych na lądzie – ma przede wszystkim właściwość szybkiego usuwania obrzmień tarczycy, zarówno przy zastosowaniu wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Przy dłuższym używaniu oddziałuje jednak w taki sam sposób także na inne gruczoły i szkodzi żołądkowi.

Istnieją wody, na przykład solanki, które potrafią przeciwdziałać obrzmieniom gruczołów, być może właśnie dzięki zawartości jodu, choć chemia nie umiała dotąd zbyt często go w nich wykazać. Z drugiej strony widzimy znacznie większą liczbę wód, które wywołują takie obrzmienia, zwłaszcza wole. Można by z łatwością przypuszczać, że w wodach tych znajduje się przeciwieństwo jodu, jego drugi biegun, którego odkrycie pozostaje jeszcze zadaniem chemii i który mógłby być nawet bardziej interesujący niż sam jod.

Czy też wody te znajdują się przede wszystkim pod wpływem Księżyca? Przynajmniej owe obrzmienia gruczołów, a szczególnie wole, pozostają najwyraźniej w swoistym związku sympatycznym z Księżycem. Ponieważ również Księżyc pozostaje w takim związku z wodami, dolegliwości te tak łatwo mogą poddawać się leczeniu sympatycznemu i magicznemu.

Znamienne, że podobne zjawisko występuje także w przypadku robaków jelitowych. Czy nie jest to wskazówką, że zarówno one, jak i wspomniane obrzmienia mają swoje główne źródło – swoją matkę – w wodzie, czyli w żywiole pozostającym z Księżycem w niewątpliwym związku sympatycznym? Gdyby niezbadaną jeszcze relację jodu do Księżyca udało się wykazać – przynajmniej gąbka kąpielowa zdaje się na nią wskazywać – miałoby to również znaczenie w tym przypadku.

Paracelsus przyjmuje tak bezpośrednie oddziaływanie Księżyca na obrzmienia gruczołów, że mówi wprost: „Księżyc jest sprawcą wola, szczególnie u kobiet”. Prawdą pozostaje zresztą, że piękne kobiety, ze względu na swoją urodę, powinny bardziej chronić się przed wpływem Księżyca niż Słońca. Jak już wspomniano, widzimy tego towarzysza Ziemi w jawnym związku z obrzmieniami szyi, które – podobnie jak skrofuły – stają się coraz częstsze w pokoleniu coraz bardziej oddającym się Księżycowi niż Słońcu.

Przypis źródłowy

„Heilung der Kröpfe durch die Hand der Könige. Vom Herausgeber”, Magikon, 1842, t. II, s. 447–452.