Edward W. Cox, nieżyjący już prawnik, członek Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie.12
Niemiecki przekład: Gr. C. Wittig.
I. Fragment przedmowy autora do pierwszego wydania „Spiritualism Answered by Science”
Siła organizmu a hipoteza duchów
Niektórzy krytycy naukowych doświadczeń nad siłą psychiczną, przeprowadzonych przy użyciu określonych mechanicznych środków sprawdzających przez pana Crookesa, członka Royal Society w Londynie, w obecności dr. Hugginsa, członka tego samego Towarzystwa, oraz mojej, błędnie przyjęli, że wyniki tych doświadczeń nawróciły nas na wiarę spirytualizmu. W rzeczywistości było dokładnie przeciwnie. Doświadczenia te ostatecznie wykazały, że siła, którą wielu uważało za działanie duchów, jest w istocie jedynie siłą wychodzącą z ludzkiego organizmu.
Próby kontrolne, przeprowadzone dzięki zręczności i wiedzy pana Crookesa, potwierdziły wyniki szeregu innych doświadczeń, prowadzonych starannie i ostrożnie. Ich celem było zbadanie, czy którekolwiek z rozpatrywanych zjawisk są rzeczywiste, a jeśli tak — czy mają charakter fizyczny, czy duchowy, naturalny czy nadprzyrodzony.
Wniosek z tego cierpliwego badania był następujący: wiele spośród wspomnianych zjawisk jest rzeczywistych, choć niektóre były złudzeniami, a inne oszustwami. Siła zaszczycona mianem duchowej, ponieważ przypisuje się ją obecności i działaniu duchów zmarłych, jest w istocie siłą psychiczną — siłą duszy — pochodzącą z ludzkiej struktury i kierowaną przez ludzką inteligencję.
Z której jednak części ludzkiej struktury siła ta się wywodzi — z układu nerwowego, zwojów nerwowych czy mózgu; czy jest „siłą życiową”, czy „eterem nerwowym” dr. Richardsona; czy kierująca nią inteligencja to „nieświadoma cerebracja” dr. Carpentera, czy też dusza albo duch, zamieszkujące ciało, lecz od niego odrębne i wywołujące te skutki — wszystkie te problemy pozostają do rozstrzygnięcia przez dokładne, cierpliwe i rozległe badania. Należy przy tym konsekwentnie podążać drogą naukowego dociekania, na którą pan Crookes wkroczył z takim powodzeniem.
Badania psychologiczne i pytanie o duszę
Z radością mogę stwierdzić, że dla wspierania tych badań przez dyskusję, dociekania i eksperyment powstaje stowarzyszenie, które będzie nosiło nazwę „Towarzystwo Psychologiczne Wielkiej Brytanii”. Powinni do niego przystąpić wszyscy zainteresowani przedmiotem, którego doniosłość trudno byłoby obecnie ocenić wyżej.
Teologia i współczesna nauka pozostają bowiem w bezpośrednim sporze dotyczącym istnienia duszy w człowieku. Teologia je stwierdza, nauka zaś mu zaprzecza lub w nie wątpi, domagając się dowodów.
Jeśli siła psychiczna jest rzeczywistością, za jaką uznają ją ci, którzy naukowo ją badali i sprawdzali, wstrząsa ona materializmem współczesnej nauki aż do samych podstaw. Ustanawia bowiem prawdopodobieństwo, że jako fakt przyrody istnieje w nas istota odrębna od struktury cielesnej, zdolna wywierać skuteczną siłę kierowaną przez inteligencję przekraczającą granice sił cielesnych. Istota ta nie jest materialna, lecz jest czymś innym niż to, co rozcina skalpel i ujawnia mikroskop.
Celem tej krótkiej rozprawy jest pełne i otwarte przedstawienie faktów oraz argumentów prowadzących do wniosku, że istnieje taka siła i jakieś niecielesne „coś” w nas, kierujące ciałem. Być może nauka3 zdoła jeszcze przywrócić wiarę w istnienie duszy i związaną z nią perspektywę nieśmiertelności — wiarę, którą sama zachwiała.
Londyn, listopad 1871 roku.
Dopisek do przedmowy
Relacje z prywatnych rodzin
Z największą wdzięcznością potwierdzam otrzymanie licznych wiadomości, które czytelnicy z różnych części kraju przysłali mi z własnej inicjatywy. Opisują przypadki psychizmu we własnych rodzinach, gdzie wiele zjawisk przedstawionych na tych stronach występuje niemal codziennie. Starannie ukrywa się je jednak przed opinią publiczną z powodu uprzedzeń, którym osoby obdarzone siłą psychiczną i ich przyjaciele nie mają odwagi stawić czoła.
Wszyscy moi korespondenci to ludzie zajmujący określoną pozycję społeczną: urzędnicy magistratu, lekarze, duchowni i podobni, którzy z zaufaniem podpisują swoje relacje nazwiskami. W każdym z tych przypadków osoba obdarzona siłą psychiczną jest krewnym lub bliskim przyjacielem autora listu.
Jednym z nich jest młodzieniec uczęszczający do szkoły publicznej. Jego siłę psychiczną po raz pierwszy odkryli szkolni koledzy, obserwując stukanie w podłogę i ściany oraz samoistne poruszanie się krzeseł, stołów, książek i tak dalej.
Innym jest syn doktora medycyny, u którego zachodzą te same zjawiska, wszystkie dokładnie mi przez lekarza opisane.
Trzecią osobą jest siostrzenica lub bratanica wysoko postawionej damy, za której pośrednictwem przekazywane są rozumne wiadomości przez przechylanie się oraz stukanie stołów i krzeseł.
Czwartą jest żona baroneta, w której obecności często występują samoczynne ruchy przedmiotów w pokoju.
Piątym jest syn urzędnika magistratu. W jego obecności, lecz tylko wtedy, gdy siedzi sam z rodzicami, sprzęty w pokoju bywają gwałtownie rozrzucane. Na kilka dni przed datą wiadomości rozsunięto nawet stół, przy którym rodzina piła herbatę, wyjęto środkową płytę i ciśnięto nią o ścianę.
Apel o przekazywanie świadectw
Ponieważ bardzo pragnę zebrać wszystkie dobrze poświadczone fakty dotyczące siły psychicznej, ośmielam się zwrócić do licznych osób, w których rodzinach lub wśród przyjaciół podobne przypadki zdarzają się codziennie, z prośbą o przekazanie mi pełnych szczegółów tych zjawisk. Zapewniam przy tym najściślejszą poufność i zachowanie w tajemnicy nazwisk oraz nazw miejscowości.
Z liczby przesłanych mi już przypadków wynika jasno, że osoby obdarzone siłą psychiczną są w prywatnych rodzinach znacznie częstsze, niż przypuszczano. Nie może też ulegać wątpliwości, że gdyby w każdym kręgu rodzinnym przeprowadzano próby w sposób opisany na jednej z dalszych stron, odkryto by znacznie więcej osób posiadających tę siłę, niż dotychczas sądzono.
Najwyraźniej jest to zdolność, która często pozostaje uśpiona, dopóki nie zostanie obudzona próbą, a dzięki kształceniu może rozwinąć się niemal bezgranicznie.
Przedmowa autora do drugiego wydania, 1872
Wiara w duszę jako przedmiot naukowego sporu
Kiedy odważyłem się głosić swoją wiarę w istnienie duszy, wiedziałem, jakiego traktowania mogę oczekiwać ze strony sprowokowanego materializmu naszych współczesnych przedstawicieli nauki. Gdy głoszą ją teologowie i poeci, toleruje się ją jako nieszkodliwą dziecinadę.
Lecz utrzymywać ją na podstawach naukowych, oprzeć na ich własnym gruncie, próbować potwierdzić naukowymi faktami i dowodami, które byłyby dopuszczalne nawet przed sądem — to bezczelna, niedopuszczalna herezja. Musiała ściągnąć na śmiałych odstępców od ortodoksyjnego wyznania wiary nauki nie tylko lawinę kontrargumentów, lecz także grad osobistych napaści i obelg. Te ostatnie są zawsze ulubioną bronią dogmatyków, dla których obalenie twierdzeń za pomocą znacznie żmudniejszego procesu eksperymentowania jest zbyt trudne lub zbyt przykre.
W ich mniemaniu jesteśmy głupcami, ponieważ przyjmujemy świadectwo własnych zmysłów. Nie mamy przecież widzieć tego, co widzimy, ani słyszeć tego, co słyszymy. Uczony, choćby zamknął oczy i uszy, wie znacznie lepiej, co się wydarzyło, niż my, którzy byliśmy naocznymi świadkami.
Wydaje mu się znacznie bardziej prawdopodobne, że czternaście osób jednocześnie myli się co do przesunięcia stołu na odległość kilku stóp, niż to, że jakiś taki fakt lub takie prawo przyrody nie mieści się w doświadczeniu krytyka.
Co nazywa się „nonsensem”
My jesteśmy głupcami. Tylko oni są mądrzy. To, co nie zgadza się z ich wszechwiedzą, jest „nonsensem”.4 Polecam im definicję tego słowa podaną przez Horace’a Smitha:
„Nonsens. Wszystko, co sprzeciwia się naszym opiniom albo przekracza nasze pojmowanie”.
Uczeni nazwali „nonsensem” już tak wiele, że określenie to straciło znaczenie. Maszyna parowa także była niegdyś „nonsensem”. Podobnie pociąg ekspresowy. Tak samo telegraf elektryczny. Tak było z ruchem Ziemi. Tak z krążeniem krwi. Tak z żeglugą parową przez Atlantyk. Tak z magnesem. Tak z galwanizmem. Tak z dziewięcioma dziesiątymi zasad i praktyk medycyny. Tak z somnambulizmem. Tak z nowoczesnym leczeniem obłędu. Tak jest z siłą psychiczną.
Podobnie jak we wszystkich tamtych przypadkach, także jej „nonsens” zostanie w swoim czasie uznany za coś nader sensownego. Argument można obalić. Faktu nie można unicestwić.
Spór z „Quarterly Review”
Pierwotnym przeznaczeniem tej książki było jedynie odparcie fałszywego twierdzenia recenzenta „Quarterly Review”, jakoby najnowsze naukowe badania zjawisk nazwanych „psychizmem” nawróciły prowadzących je ludzi nauki na wyznanie spirytualizmu. Chodziło o wykazanie, że twierdzenie to nie zawiera nawet cienia prawdy, a doświadczenia sprawdzane w ten sposób z cierpliwością i starannością przekonały badaczy, iż działania tej siły są bezpośrednio związane z niewyjaśnionymi — bo dotychczas niezbadanymi — stanami ludzkiego organizmu i całkowicie od nich zależą.
Recenzent dopuścił się bezwzględnego lekceważenia prawdy, co wynikało z jego własnych wyznań. Mając przed oczami „Quarterly Journal of Science”, które umieścił na początku swojej rozprawy jako przedmiot recenzji, wraz z moim listem dołączonym do cytowanego przez niego artykułu — a więc artykułu, który musiał przeczytać — oraz pełny list dr. Hugginsa, nazywa nas „nawróconymi na spirytualizm”.
Tymczasem mój list zawierał jasne i stanowcze stwierdzenie czegoś przeciwnego. Również pismo dr. Hugginsa wyraźnie oznajmiało, że zastrzega on sobie osąd co do przyczyny zjawisk, których był świadkiem.
Ponadto recenzent twierdził, że pan Varley nie zdołał uzyskać przyjęcia do Royal Society, podczas gdy w rzeczywistości już kilka miesięcy wcześniej został wybrany do tego zaszczytu. Aby jeszcze bardziej go poniżyć, oznajmił też z szyderczym uśmiechem, że dr Huggins był piwowarem. Było to całkowicie nieprawdziwe pomówienie; gdyby jednak nawet było prawdą, stanowiłoby żałosną podstawę napaści na wybitnego uczonego ze strony kolegi.
Oto kilka przykładów nieprawdziwych twierdzeń recenzenta, których nie może usprawiedliwić późniejsza wymówka, że zaszła pomyłka. Ludzie używający osobistych oszczerstw jako broni w sporze naukowym nie mają prawa sami popełniać błędów. Są zobowiązani do zachowania szczególnej ostrożności i nierozpowszechniania pomówień bez pewności, że zawierają przynajmniej odrobinę prawdy. W oszczerstwie, do którego zniżył się recenzent, nie ma jej jednak wcale.
Etyka dyskusji naukowej
Nie można też znaleźć najmniejszego usprawiedliwienia dla małostkowości usposobienia, które potrafiło zniżyć się do użycia takiej broni w takim celu. Pomówienie było tak zupełnie niesprowokowane i nie na miejscu, a cel, któremu służyło — zdyskredytowanie relacji z naukowego eksperymentu — tak nędzny, że całe to posunięcie byłoby niewiarygodne, gdybyśmy nie mieli go przed oczami.
Oto w czysto naukowej dyskusji, w tym stuleciu wolnej myśli i w czasach codziennych odkryć, człowiek nauki z rozmysłem zapisuje kilka stron po to, aby podeptać dobrą sławę ludzi o pewnym znaczeniu i nieposzlakowanej uczciwości, równych mu charakterem i pozycją. Czyni to za pomocą szyderczych uwag o ich urodzeniu, rodzicach i wykształceniu oraz brudnych podejrzeń dotyczących ich osobistych praw do stanowisk, które zdobyli.
Jest to nie tylko poniżające dla napastnika, lecz także stanowi obrazę moralności i dobrych obyczajów. Dodatkowo obciąża go fakt, że uczynił to w sposób najtchórzliwszy, pod wygodną osłoną anonimowości.
Niektórzy nasi uczeni zdają się zapominać o maksymie wypowiedzianej przez dr. Döllingera, którą należałoby wypisać złotymi literami na wszystkich instytucjach poświęconych nauce. Brzmi ona mniej więcej tak:
„Jeśli najwyższym prawem etycznym nauki jest miłość prawdy, to również kapłani prawdziwej wiedzy, choć podlegają błędom, nigdy nie będą zdolni do kłamstwa”.
Polecam tę zasadę autorowi artykułu w „Quarterly Review”.
Londyn, 8 marca 1872 roku.
Edw. W. Cox
(Ciąg dalszy nastąpi).
Przypisy oryginalne
1 Przełożono na niemiecki z „Spiritualism Answered by Science; with the Proofs of a Psychic Force”, autorstwa Edw. W. Coxa, S. L., F. R. G. S., nowe wydanie, rozszerzone i poprawione (Londyn: Longman and Co., 1872). Tytuł oznacza: „Spirytualizm odparty przez naukę za pomocą dowodów istnienia siły psychicznej”. — Redakcja. ↩
2 Szczegółowe informacje o jego wcześniejszych losach można znaleźć w naszym artykule „Plötzlicher Tod des Mr. Serjeant (Rechtsgelehrten) Cox am 24. November 1879” („Nagła śmierć pana Serjeanta [prawnika] Coxa 24 listopada 1879 roku”), w grudniowym zeszycie „Psychische Studien” z 1879 roku, s. 565. Zamieszczone tam przez nas wyłącznie za angielskimi czasopismami spirytualistycznymi twierdzenie, jakoby pan Cox przed śmiercią został „spirytualistą, to znaczy wierzącym w duchy”, wymaga tutaj jak najbardziej stanowczego odrzucenia. Odsyłamy do jego artykułów w „Psychische Studien”: 1874, s. 147, 292, 556; 1875, s. 28, 33, 312 i następne; 1876, s. 568. — Tłumacz. ↩
3 Z zupełnie innej strony uczynił to pan Josef Schlesinger, profesor geometrii wykreślnej i praktycznej w cesarsko-królewskiej Wyższej Szkole Gospodarstwa Wiejskiego w Wiedniu, przywołany już przez profesora Butlerowa w przypisie w styczniowym zeszycie „Psychische Studien” z 1882 roku, s. 11. Chodzi o jego najnowsze pismo: „Die Entstehung der physischen und geistigen Welt aus dem Aether. Eine naturwissenschaftliche Studie, insbesondere zur Anbahnung einer auf materieller Grundlage beruhenden Theorie der Seele” („Powstanie świata fizycznego i duchowego z eteru. Studium przyrodnicze, w szczególności zmierzające do przygotowania teorii duszy opartej na podstawie materialnej”), Wiedeń 1882, Alfred Hölder, VIII i 97 stron, duża ósemka. Do pracy tej niebawem powrócimy obszerniej. — Redakcja. ↩
4 „Niewielu ludzi kiedykolwiek plotło «nonsensy» tak rozumnie”. — „Athenaeum”. ↩
Źródło
Edward W. Cox, Die Theorie und die Thatsachen der psychischen Kraft („Teoria i fakty dotyczące siły psychicznej”), część I, „Psychische Studien. Monatliche Zeitschrift, vorzüglich der Untersuchung der wenig gekannten Phänomene des Seelenlebens gewidmet”, rocznik IX, zeszyt 9, wrzesień 1882, s. 385–391. Niemiecki przekład Gr. C. Wittiga z „Spiritualism Answered by Science; with the Proofs of a Psychic Force”, wydanie rozszerzone i poprawione, Londyn 1872. Przekład polski z dostarczonego skanu; publikowany odcinek obejmuje przedmowy i dopisek autora, nie całość książki. Numerację przypisów ujednolicono.
Kontynuacja rozważań Edwarda W. Coxa o „sile psychicznej” obejmuje części II–IV, opublikowane w „Psychische Studien” od października do grudnia 1882 roku. Autor odpowiada na zarzuty spirytualistów i przeciwników opisywanych zjawisk, omawia wartość świadectw oraz broni potrzeby badań doświadczalnych. Zachowano polemiczne przypisy autora, tłumacza i redakcji; śródtytuły tematyczne dodano redakcyjnie. Przekład sporządzono z dostarczonej transkrypcji, zaznaczając istotne niepewności odczytu.
Edward W. Cox, nieżyjący już prawnik, członek Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie.12
Niemiecki przekład: Gr. C. Wittig.
Część II — Odpowiedzi na zarzuty
Dwa obozy przeciwników
Przechodzę teraz do przyjemniejszego zadania. Jak wszyscy obierający złoty środek, zostałem zaatakowany przez dwie przeciwstawne grupy przeciwników.
Spirytualiści oskarżają mnie o niepełne potraktowanie przedmiotu, ponieważ nie odnoszę się do pewnych zjawisk, na których właśnie zbudowali swoje wyznanie wiary. Przeciwnicy z drugiej strony kwestionują przytaczane fakty nie przez oświadczenie, że je sprawdzili i stwierdzili ich nieistnienie, lecz za pomocą nielogicznego postępowania polegającego na samych zarzutach argumentacyjnych. Każdej ze stron odpowiem we właściwym miejscu.
Najpierw zarzuty spirytualistów. Niektórzy ich przedstawiciele pytali mnie, czy nie byłem świadkiem także innych zjawisk niż opisane i dlaczego się do nich nie odnoszę. Odpowiadałem, że widziałem wiele zjawisk nazywanych przez spirytualistów „wyższymi”, cenionych przez nich znacznie bardziej niż zjawiska czysto fizyczne. Byłem jednak tylko ich świadkiem. Nie poddawałem ich sprawdzianowi ani eksperymentowi.
Dostrzegam w nich wiele rzeczy wątpliwych oraz wiele dopuszczających wyjaśnienie fizjologiczne i psychologiczne. Z powodu swej natury i warunków powstawania nie mogą dostarczyć rozstrzygającego dowodu, którego potrzebuje nauka. Wymagają długiego, żmudnego badania, zanim będzie można wyrobić sobie o nich właściwy sąd.
Dowód zmysłowy i dowód tożsamości ducha
Ponieważ mój cel jest wyłącznie naukowy, świadomie ograniczyłem badanie do zjawisk dopuszczających rozstrzygający dowód: wspartych świadectwem zmysłów, sprawdzalnych za pomocą wag i miar, dokonywanych z użyciem mechanizmu wykluczającego samooszustwo, niezależnych od samych wrażeń psychicznych, zawsze mniej lub bardziej podatnych na błąd.
Żądam dowodów, które mógłbym przedłożyć również ławie przysięgłych, i uznaję tylko wydany na ich podstawie werdykt. Nic słabszego mnie nie zadowoli. Dla wspomnianych zjawisk takich dowodów jednak nie ma. Jedynie fizyczne zjawiska ruchu i dźwięku dopuszczają dowód pozytywny lub przeciwdowód. Byłyby dowodami dla przysięgłych w każdej sprawie, nawet gdyby zależało od nich życie.
Ograniczam zatem badanie do tego, co może zostać pozytywnie dowiedzione, i przyjmuję tylko dowód dopuszczalny przy przesłuchiwaniu świadków oraz pozwalający wydać wyrok. Spirytualiści zdają się niedostatecznie rozumieć, jakiego dowodu wymaga ustalenie istnienia tak zwanych „wyższych zjawisk”, w porównaniu z dowodami zjawisk fizycznych.
Oświadczenie tysiąca osób, że każda z osobna widziała ducha, nie dowodziłoby jeszcze istnienia duchów. Jest bowiem nie tylko możliwe, lecz nawet prawdopodobne, że to, co każda uważała za widziane oczami, było jedynie wrażeniem psychicznym.
Jeśli jednak dwie wiarygodne osoby oświadczą, że w tej samej chwili widziały tego samego ducha, argument przybiera inną postać: jest mało prawdopodobne, aby podobny obraz samorzutnie powstał jednocześnie w dwóch umysłach. Prawdopodobieństwo, że istniało poza nimi coś rzeczywistego, oddziałującego na zewnętrzne zmysły każdej z nich, a nie tylko psychiczna wizja, ogromnie wzrasta z każdym kolejnym świadkiem tej samej postaci w tej samej chwili.
Nawet niezbyt liczna grupa wiarygodnych osób, zgodnych w swych oświadczeniach i poddanych ścisłemu przesłuchaniu krzyżowemu, mogłaby dostarczyć pozytywnego dowodu, że taki przedmiot rzeczywiście się ukazał. Jego natura i sposób powstania stałyby się dopiero właściwymi przedmiotami dalszego wnioskowania, gdy najpierw ustalono by istnienie samego przedmiotu.
Gdyby zatem dwadzieścia wiarygodnych osób oświadczyło, że widziało ten sam przedmiot w tej samej chwili, wystarczyłoby to do wykazania, że widziały jakiś przedmiot, lecz nie dowodziłoby jeszcze, iż był on duchem. To wymagałoby dalszych badań natury i przyczyn widzianego zjawiska.
Tak właśnie jest z „wyższymi” zjawiskami spirytualizmu: trzeba ich dowodzić zupełnie inaczej i za pomocą znacznie bardziej złożonego łańcucha dowodów niż zjawisk fizycznych, mierzalnych mechanicznie i niezależnych od wrażeń psychicznych. Większość pozostałych zjawisk, których byłem świadkiem, dopuszcza zarzuty, które wprawdzie ich nie obalają, lecz których nie można usunąć pozytywnym dowodem.
Najpierw ustalić fakt ruchu
Na nowym polu badań naukowych należy ponadto postępować ostrożnie, krok po kroku, upewniając się co do gruntu, na który wstępujemy. Od jednego faktu przechodzimy do następnego dopiero wtedy, gdy każdy z nich zostanie potwierdzony dostatecznym badaniem i sprawdzianem.
Ogromna doniosłość i zainteresowanie związane z odkryciem siły psychicznej, jeśli jej istnienie potwierdzą powtarzane doświadczenia, w żaden sposób nie zależą od wielkości tej siły. Jeżeli ciężkie ciało może bez materialnego dotknięcia przesunąć się choćby o tysięczną część cala, jest to naukowo równie interesujące i ważne, jak gdyby podniosło się aż pod sufit.
My, którzy chcemy traktować tę kwestię naukowo i widzieć ją tak traktowaną, pragniemy jedynie, aby uczeni przekonali się co do jednego faktu: czy istnieje taki ruch bez dotknięcia, czy nie? Dopiero po stwierdzeniu jego rzeczywistości pojawi się pytanie: czym jest siła powodująca ruch i skąd pochodzi? Wtedy stanie się ono właściwym przedmiotem dalszych dowodów i eksperymentów — gdy sam prosty fakt ruchu zostanie już przyjęty jako dowiedziony.
Pragnienie nieśmiertelności a osąd rozumu
Spirytualiści twierdzili również, że przywykłszy patrzeć na rzeczy jedynie naukowo oraz traktować dowody niezwykle surowo i rozstrzygająco, z naturalną dla prawnika niechęcią do wszystkiego, co trąci urojeniem lub fantazją, przystąpiłem do zagadnienia z błędnym uprzedzeniem wobec każdego wyjaśnienia mającego posmak nadprzyrodzoności.
Mogę odpowiedzieć tylko tyle: pragnąłbym, aby ich teoria okazała się prawdziwa. Poza nielicznymi fanatycznymi materialistami nie potrafię wyobrazić sobie człowieka, którego nie uradowałoby przekonanie — uzyskane przez to samo świadectwo zmysłów, które upewnia go o istnieniu własnego ciała — że po śmierci ciała wyłoni się z niego świadoma istota, nadal istniejąca, rozpoznająca w nowym życiu przyjaciół, którzy odeszli wcześniej, i zdolna czuwać nad bliskimi pozostającymi w ciele oraz porozumiewać się z nimi.
Sądzę, że każdy uznałby zdobycie pełnej pewności tej rzeczy za najszczęśliwszą godzinę życia. Nie chodziłoby jedynie o wiarę lub nadzieję, lecz o pozytywną wiedzę opartą na dowodzie równie pewnym jak dowód własnego istnienia. Odtąd człowiek odczuwałby szczęście, o którym wcześniej nie śnił: zniknąłby wszelki lęk przed śmiercią, a samo życie przybrałoby barwy nieśmiertelności, której jedyną bramę wyjścia by w niej rozpoznawało.
Gdyby bezstronny osąd mógł orzec na rzecz spirytualizmu, uczyniłby to z największą gotowością. Lecz z głębokim żalem i niechęcią, wbrew najgorętszemu pragnieniu, rozum musi odpowiedzieć „Nie dowiedziono” tak zachwycającej teorii, jaką jest wyjaśnianie zjawisk psychizmu działaniem duchów zmarłych.
Nieświadoma praca mięśni
A teraz do przeciwnego obozu. Dr Carpenter odważył się powtórzyć w swoim wykładzie teorię nieświadomej czynności mięśni jako najprostszego wyjaśnienia wszystkich ruchów i dźwięków przypisywanych przez naukowych obserwatorów sile psychicznej.3 Nasza odpowiedź jest krótka i rozstrzygająca.
Dopóki rzeczywiste dotknięcie, choćby najlżejsze, uważano za niezbędne do wywołania ruchów i dźwięków, nie można było skutecznie obalić teorii nieświadomego nacisku mięśni, przy której przeciwnicy tak uporczywie obstawali.
Lecz wyjaśnienie to jest zupełnie bezwartościowe wobec ruchu bez dotknięcia. Właśnie z tym faktem rozgniewani materialiści muszą się teraz zmierzyć. Dr Carpenter wolał go jednak pominąć — bardziej z przebiegłością adwokata broniącego określonej sprawy niż z uczciwością uczonego poszukującego prawdy. Dlaczego? Obawiam się, że czuł, iż fakt ten niszczy jego najmocniejszy argument, i nie umie nań odpowiedzieć nawet przy pomocy odrobiny fantazji i niemałej ilości zmyślenia.
Niewyjaśnione nie znaczy nieistniejące
Ludzie, którzy powinni wiedzieć lepiej, pytali również: jak wyjaśniamy siłę psychiczną? Czym jest? Jak działa? Jak coś niewidzialnego, niesłyszalnego, niewyczuwalnego, czego obecności nie rejestrują zmysły, może wprawiać ciężkie ciało w ruch wbrew ustalonemu prawu ciążenia?
Odpowiadam: ileż bezspornych faktów nauka dotąd nie wyjaśniła, a przecież im nie zaprzecza! Jeśli nie wolno uznać za fakt niczego, czego naturalnego sposobu działania nie umiemy wyjaśnić, trzeba spalić trzy czwarte naszych rozpraw naukowych. Sam wszechwiedzący dr Carpenter nie umie wyjaśnić procesu, dzięki któremu myśli, widzi, czuje, podnosi rękę, ani działania dawki lekarstwa, wpływu rtęci na wątrobę czy proszku musującego na błony śluzowe.
Na jedną trudność odpowiadam inną. Wzywam tych naukowych przeciwników, aby wyjaśnili mi sposób działania siły magnetycznej. Nauka bada ją o tyle lat dłużej, o ile godzin zaledwie obserwuje siłę psychiczną, a mimo to nadal nie potrafi powiedzieć, co właściwie przyciąga stal do magnesu.
Jest to coś niewidzialnego, niesłyszalnego, niewyczuwalnego; coś przenikającego ciała stałe; coś, co mimo swej nieuchwytności pokonuje ciążenie i narusza znane prawo natury. Gdyby siłę magnetyczną odkryto dopiero teraz, przeciw jej istnieniu wysuwano by dokładnie te same zarzuty co przeciw sile psychicznej. Jedyna możliwa odpowiedź brzmiałaby:
„A jednak istnieje. Zobaczcie ją, sprawdźcie, zbadajcie własnymi oczami i uszami. Nie prosimy nikogo, aby nam wierzył, lecz aby sam się przekonał. Jeśli to złudzenie — rozproszcie je; jeśli oszustwo — wykryjcie; jeśli prawda — ogłoście. Nie zamykajcie jednak umyślnie oczu dlatego, że coś, co ma istnieć przed wami, wydaje się nieprawdopodobne z powodu waszych uprzedzeń. Siła psychiczna nie jest i nie może być bardziej niemożliwa, niewytłumaczalna lub sprzeczna ze znanymi prawami natury niż siła magnetyczna, której istnienie przyznajecie, choć nie znacie sposobu, w jaki magnes porusza stal bez materialnego dotknięcia lub połączenia, i to wbrew prawu ciążenia”.
Podobieństwo siły psychicznej i magnetycznej jest pod tym względem zupełne. Te same zarzuty i te same odpowiedzi stosują się jednakowo do obu.
Zasada zachowania siły
Inny zarzut wyprowadza się z zasady zachowania siły, mówiącej po prostu, że żadna siła nie powstaje ani nie ginie, a każde jej działanie jest tylko zmianą postaci. Skąd zatem pochodzi siła psychiczna? Gdzie była, zanim rozpoznano ją w ruchach poddanych jej wpływowi ciał stałych?
Nasuwają się trzy odpowiedzi. Po pierwsze, siła psychiczna jest siłą nerwową i pochodzi z przemian chemicznych organizmu. Po drugie, dusza, jeśli ją posiadamy, jest wolna od warunków dotyczących wyłącznie materii, nie podlega więc zasadzie zachowania siły, będącej zasadniczo prawem rządzącym materią. Po trzecie, każde wrażenie wywierane na umysł przez zmysły i każdy akt myślenia, czucia lub chcenia jest użyciem siły — skąd ona pochodzi? Teoria, według której każda czynność umysłu zużywa jakąś cząstkę mózgu, a jej zniszczenie wytwarza siłę, jest zbyt fantastyczna, by poważnie ją podtrzymywać.
Dlaczego siła nie działa zawsze?
Częsty i chętnie wykorzystywany argument — jeśli zasługuje na tę nazwę, skoro wysuwają go oczywiście tylko ludzie bez wiedzy naukowej — brzmi następująco; czytelnik zapewne słyszał go nieraz:
„Jeśli siła istnieje, dlaczego nie działa stale? Dlaczego nasze stoły i krzesła stoją spokojnie? Dlaczego osoby obdarzone siłą psychiczną nie otaczają wszędzie ruchome sprzęty? Dlaczego nie ciągnie ona za sobą wagonu tak samo jak krzesła i nie zastępuje maszyny? Jeśli krzesło do niej przychodzi, dlaczego nie zegar lub posąg? Jeśli stół podnosi się z podłogi, dlaczego nie porusza się sam pokój?”.
Odpowiedź jest ta sama, której udzielano przeciwnikom elektryczności, galwanizmu i magnetyzmu po ich odkryciu. Siła istnieje zawsze, lecz staje się uchwytna dla zmysłów tylko w określonych warunkach. Magnes nie przyciąga drewna ani kamienia, a jedynie niektóre metale. Nie wiemy, dlaczego tak jest; wiemy tylko, że tak jest.
Podobnie jak siła magnetyczna przyciąga określone rzeczy, tak zdaje się czynić siła psychiczna. Jak magnes musi znaleźć się w odpowiednim stosunku do żelaza pod względem odległości i innych istotnych warunków, tak przedmioty przyciągane przez osobę obdarzoną siłą psychiczną muszą pozostawać wobec niej w określonych warunkach. Jak magnes unosi tylko określony ciężar z określonej odległości, tak ograniczona jest sprawność siły psychicznej. I jak suchość atmosfery jest jednym z warunków ujawniania się siły elektrycznej, tak pewne warunki atmosferyczne i inne są potrzebne sile psychicznej.
Weźcie do ręki wielki magnes. Nie wywołuje on odczucia zawartej w nim siły. Nie ma dostrzegalnej różnicy kształtu, koloru ani żadnej innej cechy między nim a innym kawałkiem metalu tej samej wagi. A przecież wiemy, że tkwi w nim czynna siła, która przy połączeniu określonych warunków, skupiona, ukierunkowana i uwolniona, zniszczyłaby trzymającą go rękę.
Naładowana bateria elektryczna dla oka, dotyku i wagi nie różni się od takiej samej liczby nieszkodliwych naczyń szklanych, a jednak, jak wszyscy wiemy, zawiera siłę zdolną natychmiast pozbawić życia stu ludzi. Tak też siła w człowieku może spoczywać niewidzialna, nieznana i niewykrywalna, podobnie jak w magnesie czy naczyniach elektrycznych, dopóki nie zaistnieją warunki jej wypływu. Wtedy może, jak inne siły, osiągnąć potęgę, której granic nie sposób z góry wyznaczyć, a określić ją może tylko doświadczenie.
Siły magnetyczna, elektryczna i galwaniczna — osobno lub w połączeniu — istnieją potencjalnie w materii. Dostrzegamy je tylko w określonych warunkach, lecz mimo to są obecne. Tak samo siła psychiczna tkwi w obdarzonym nią człowieku, ale do jej rozwinięcia i ujawnienia konieczny jest zespół warunków. Dotyczy to również sił elektrycznych, magnetycznych, galwanicznych i innych sił lub ich postaci.
To odpowiada także na pytania: dlaczego porusza jedną rzecz, a drugiej nie? Dlaczego działa teraz, a kiedy indziej nie? Tutaj, a nie gdzie indziej? W tych okolicznościach, a nie w innych? W tej pozornej kapryśności przypomina wszystkie pozostałe siły przyrody. Dokładnie te same zarzuty można wysunąć wobec elektryczności i magnetyzmu. Żadne doświadczenie z nimi się nie powiedzie — siła nie objawi się — jeśli nie panują warunki narzucone przez samą siłę, a nie przez badaczy.
Niemal wstyd mi odpierać zarzuty, których nie wysunąłby nikt mający choćby elementarną znajomość praktyki naukowej. Powtarzano je jednak tak często, z taką pozorną powagą i przez tylu krytyków, że pominięcie ich mogłoby zostać uznane za niezdolność odpowiedzi. Mam nadzieję, że teraz odparłem je całkowicie.
Część III
„To niemożliwe, więc nie będę badał”
„To niemożliwe — mówią niektórzy — dlatego nie będę tego badał”. Cóż za argument dla nauki, której całe zadanie polegało na przekształcaniu w fakty tego, co niewiedza uznawała za niemożliwe!
„To sprzeczne z ustalonymi prawami przyrody!”. Jak to? Czy znamy już wszystkie prawa przyrody albo czy znane prawa rozumiemy doskonale? Czy jedne prawa nie są kierowane, a często wypierane przez inne? Czy prawa organiczne nie zależą od fizycznych? Czy poznaliśmy wszystkie prawa psychologiczne i czy jesteśmy pewni, że nie kierują prawami organicznymi tak, jak te kierują fizycznymi? Czy jest to bardziej niemożliwe niż przesłanie wiadomości do Ameryki w minutę albo utrwalenie obrazu w czasie wystrzału z pistoletu wydawałoby się trzydzieści lat temu?
Kompetencje świadków i złudzenie wzrokowe
Wyparci z tego błędnego stanowiska mówią: „Kwestionujemy kompetencje świadków ruchu bez dotknięcia”. Lecz jest to po prostu kwestia wzroku. Nie potrzeba szczególnego wykształcenia obserwacyjnego, jak przy doświadczeniach laboratoryjnych. Każdy człowiek władający zmysłami może poświadczyć ruch stołu i to, czy podczas ruchu go dotykano. Nawet gdyby wzrok zawiódł, miara pozostaje rozstrzygająca.
Członkowie podkomisji Towarzystwa Dialektycznego4 byli ludźmi ponadprzeciętnie inteligentnymi i mieli doskonały wzrok. Ich uprzedzenia wypatrywały oszustwa. Mogli się pomylić co do ruchu sprzętów raz, dwa lub trzy razy, lecz poświadczyli ruch bez dotknięcia nie mniej niż trzydzieści cztery razy, w rozmaitych warunkach i przy najsurowszych sprawdzianach. Przekonano ich więc wbrew ich woli, chociaż nie nastąpiła za tym przysłowiowa wiara.
Poza tymi szczególnie kompetentnymi świadkami tysiące inteligentnych obserwatorów potwierdziły podobne samoczynne ruchy w różnych miejscach i warunkach kontrolnych wykluczających złudzenie, oszustwo lub przypadkową zbieżność.
Najnowszy zarzut podniosło „Athenaeum”, pisząc w szczegółowym omówieniu tej rozprawy:
„Co do przedstawianych przezeń faktów nie możemy wątpić, że ilekroć sam sądził, iż widzi tak poruszające się meble, padał ofiarą oszustwa albo złudzenia wzrokowego: stoły i krzesła poruszała niedostrzeżona przezeń ludzka siła albo z jednej lub kilku przyczyn mogących wywołać zaburzenie widzenia uznawał meble za poruszające się, podczas gdy naprawdę stały nieruchomo”.
Na ten płytki zarzut, który można jednakowo postawić każdemu ludzkiemu świadectwu i który, gdyby był zasadny, doraźnie zatrzymałby postęp wszelkiej nauki, odpowiadam: zmysły mogą zostać oszukane raz, dwa lub trzy razy, albo u jednego, dwóch czy trzech widzów. Lecz jest nieprawdopodobieństwem bliskim niemożliwości, aby takie złudzenie dotknęło jednocześnie czternaście osób albo tych samych ludzi sto razy w różnych miejscach, gdy świadectwo zmysłów potwierdzają rzeczywiste pomiary zmienionego położenia sprzętów, których ruch odbierano wzrokiem i słuchem.5
Wyjaśnienie krytyka byłoby bardziej cudowne i sprzeczne ze zwykłym doświadczeniem niż fakt, któremu zaprzecza. Mówię mu jak innym: „Nie zaprzeczaj pan, zanim sprawdzisz; potem powiedz, czy twoje zmysły zostały oszukane. Dopóki nie użyłeś własnych oczu, nie masz prawa twierdzić, że inni widzieli źle”.
Wezwanie do powtórzenia doświadczeń
Powtarzam: my, którzy naukowo sprawdziliśmy te zjawiska, ani nie oczekujemy, ani nie pragniemy, aby ktokolwiek — uczony czy nie — przyjmował istnienie siły psychicznej jedynie na nasz autorytet. Przed badaniem nie wierzyliśmy w nią bardziej niż oni. Nie przyjęliśmy jej na wiarę, nie wymagamy tego więc od innych.
Prosimy tylko, by zaufano, że przeprowadziliśmy długie, żmudne i staranne badania z uczciwym pragnieniem poznania prawdy. Skoro wbrew własnej woli doszliśmy do pewnych wniosków na drodze szczegółowo opisanych badań, prosimy innych o podobne próby i sprawdzenie, czy uzyskają te same wyniki.
Ruch bez dotknięcia jest faktem albo kłamstwem. Łatwo go dowieść lub obalić. Dr. Carpenterowi i innym dogmatykom zastępującym fakty argumentami mówimy: „Sprawdźcie je, zanim zaprzeczycie!”.6 Jeśli po sprawdzeniu uznacie je za fakty, świat chętnie usłyszy wasze wyjaśnienie: czy, jak my, uznajecie siłę psychiczną, a jeśli nie — jakie inne rozwiązanie proponujecie.
Niełatwo objaśnicie jej działanie uniwersalnym rozpuszczalnikiem wszystkich problemów psychologicznych, zwanym „nieświadomą cerebracją lub drganiem nerwów mózgowych”. Ten stan umysłu wyjaśni wprawdzie niejedno z „wyższych” zjawisk spirytualistów, lecz nie prosty fakt, do którego zbadania wzywamy: ruch ciężkich ciał bez materialnego dotknięcia lub połączenia.
Hipoteza sugestii i somnambulizm
Nie mogę zamknąć tego rozdziału bez krótkiego wspomnienia rozprawy historyka E. H. Tylora „Etnologia i spirytyzm”, opublikowanej w „Nature” 29 lutego 1879 roku [tak w dostarczonej transkrypcji]. Jest to odpowiedź na uwagi wybitnego przyrodnika Alfreda Russela Wallace’a. Omawiając krytycznie wielkie dzieło Tylora „Primitive Culture” („Kultura pierwotna”), Wallace sugerował, że legendę wilkołaka, opartą jak każdy zabobon na pewnych faktach, można wyjaśnić uznawanym obecnie wpływem, który w sztucznym somnambulizmie pozwala operatorowi tak opanować umysł pacjenta, aby ten wyobrażał sobie, że widzi to, co operator chce mu pokazać.
Tylor pyta Wallace’a, czy nie wyjaśniałoby to także niektórych bardziej niezwykłych zjawisk spirytualistycznych. Pytanie nie jest nowe. Już na początku naszych badań stawiano je mnie i innym badaczom. Doświadczenia i sprawdziany kierowaliśmy szczególnie ku ustaleniu, czy taki wpływ może wywoływać złudzenie. Nabraliśmy zupełnego przekonania, że nie ma podstaw do takiego założenia.
Somnambulik znajduje się w transie; jego oczy są zamknięte, zmysły jakby zapieczętowane. Obserwatorzy zjawisk psychicznych są całkowicie przytomni. Doświadczeniom elektrobiologicznym poddaje się skutecznie tylko jedna osoba na cztery lub pięć, natomiast podczas doświadczeń psychicznych wszyscy obecni bez wyjątku widzą te same rzeczy w tej samej chwili.7
Somnambulik po obudzeniu nie pamięta niczego ze stanu somnambulicznego. Przy doświadczeniach psychicznych wszyscy pamiętają później wydarzenia i mogą je dokładnie opisać. W pierwszym przypadku jest to ostatecznie tylko sen, wrażenie psychiczne; w drugim zawsze zmienia się stan rzeczy otaczających widzów, co ponad wszelką wątpliwość dowodzi rzeczywistego ruchu, niezależnie od jego przyczyny.8
Po zakończeniu doświadczeń wiele ruchomych przedmiotów — meble, książki, ozdoby — znajduje się w zupełnie innych częściach pokoju niż na początku. Nie może to być snem ani tylko psychicznym wrażeniem ruchu rzeczy w rzeczywistości nieruchomych, jak w somnambulizmie.
Rzeczywiste zmiany położenia przedmiotów widzi każdy obcy wchodzący po zakończeniu próby, kto nie mógł podlegać ewentualnemu złudnemu wpływowi. Pokojówka, mająca uporządkować pokój i odłożyć rozrzucone rzeczy na miejsca, z pewnością dostarczyłaby rozstrzygającego świadectwa, że ruchy zgłaszane przez widzów były rzeczywiste, nie wyobrażone.
„A jednak się porusza”
Jeśli ruch bez dotknięcia lub materialnego połączenia jest faktem, nie usunie go najzręczniejszy argument ani największy autorytet. Obelgi i ośmieszanie są równie bezsilne, choć mogą na pewien czas opóźnić uznanie.
Jak było zawsze, tak jest i może zawsze będzie. Kapłani nie są jedynymi prześladowcami. Współczesna nauka też ma swoją inkwizycję, ekskomunikę i moralne tortury dla Galileuszów, którzy odmawiają przyjęcia jej dogmatów i odważają się głosić fakty pozornie podważające jej wyznanie wiary. Może to odstraszyć lękliwych od badań, a sługi chwilowej mody skłonić do zaparcia się prawdy, ale faktu nie zmieni.
Gdyby wszyscy uczeni Europy uznali, że ruch ciężkich ciał bez materialnego dotknięcia, powodowany siłą jeszcze niezbadaną, nie jest faktem, ponieważ przeczy ich z góry przyjętym pojęciom, i gdyby mieli moc — tak jak mają chęć i wolę — zmusić obrońców do odwołania twierdzeń lub milczenia, odpowiedź nadal brzmiałaby, jak niegdyś: a jednak się porusza!9
Wprowadzenie do teorii siły psychicznej
Nauka jest naturalną przeciwniczką zabobonu. Zabobon zawsze opiera się na jakimś fakcie, nigdy nie jest całkowicie fantastyczny. Obserwuje się fakty, których nie można od razu wyjaśnić, a niecierpliwa niewiedza pospiesznie przypisuje je wpływom nadprzyrodzonym. Z tego materiału wyobraźnia buduje gmach, którego jedna część jest rzeczywista, a dziewięć — urojonych.
Zabobon oparty na faktach można jednak obalić tylko przez uznanie jego rzeczywistej podstawy, wprowadzenie jej w obręb przyrody i nauki, uchylenie zasłony tajemnicy i pokazanie, że fakty obrosłe cudownością ściśle zgadzają się z prawami natury. Oto misja nauki.
Może ona skutecznie walczyć z zabobonem jedynie przez ścisłe przestrzeganie wielkiej zasady, której sformułowanie przez Bacona uczyniło ją tym, czym jest: najpierw ustalić fakt, potem warunki jego istnienia, a od tej podstawy przejść do badania przyczyn.
Zbyt wielu współczesnych uczonych, których znakomitym przykładem jest dr Carpenter, odwraca ten proces: najpierw konstruuje teorię, potem dopasowuje do niej fakty, ignorując lub negując te, które nie pasują. Argument a priori jest równie nierozumny jak zwodniczy. Współczesna nauka powinna całkowicie go porzucić.
Za chlubę poczytywano jej odrzucenie dawnego twierdzenia, że coś nie może istnieć, ponieważ pozornie przeczy czemuś już uznanemu za prawdziwe; oburzała się na takie odpowiedzi wobec świadectw wiarygodnych osób, które według zasad dowodowych i praktyki ludzkiej każdy sędzia lub sąd uznałby za rozstrzygające.
Nauka jest zobowiązana badać, lecz nie musi wierzyć nawet najbardziej kompetentnym i wiarygodnym świadkom. Powinna cierpliwie i starannie ustalić prawdziwość zgłoszonego faktu. Jeżeli uczciwe i bezstronne badanie go potwierdzi, nauka jako przedstawicielka prawdy ma obowiązek go ogłosić i pokazać — co zawsze jest możliwe — jego zgodność z pozostałymi faktami natury.
Choć tak brzmi jej teoretyczne wyznanie wiary, praktyka jest inna. Długa historia pokazuje postępowanie wprost przeciwne zasadzie. Niemal każde odkrycie spotykało się ze starym, rzekomo dawno obalonym argumentem a priori, zamiast z Baconowską regułą ustalenia faktu i dalszego rozumowania. W rezultacie nauka stale doznawała zawstydzenia.
Krążenie krwi, szczepienie krowianką, pociągi ekspresowe, żegluga parowa przez Atlantyk i mnóstwo innych odkryć były gwałtownie zwalczane przez autorytety swych czasów, tak jak obecnie kwestionuje się nowe fakty fizjologiczne zgłoszone przez Crookesa. Argument jest ten sam: nie zgadzają się z pewnymi prawami uznanymi za ustalone, więc nie mogą istnieć.
Crookes nie domaga się uznania na swój autorytet. Prosi tylko, aby inni sprawdzili jego doświadczenia, mające — jeśli się potwierdzą — ogromne znaczenie naukowe, i uczciwie zdali sprawę. Opisuje je jasno, dodatkowo objaśniając ilustracjami. Mówi:
„Odpowiedź na ten i wszystkie inne zarzuty brzmi: wykażcie błąd, wskazując, gdzie się znajduje, albo oszustwo, pokazując jego wykonanie. Sprawdźcie doświadczenie w pełni i uczciwie. Jeśli znajdziecie oszustwo — ujawnijcie je; jeśli prawdę — ogłoście. To jedyne postępowanie naukowe i tylko tak zamierzam zawsze postępować”.
Znamienne, że żaden z licznych przeciwników jego dowodów siły psychicznej nie odważył się odpowiedzieć: „Starannie i cierpliwie sprawdziłem doświadczenia Crookesa, lecz opisane wyniki nie wystąpiły”. Wszyscy cofnęli się przed jedynym filozoficznym potraktowaniem kwestii. Cały spór polegał na przemilczaniu połowy jego faktów i fałszywym przedstawianiu drugiej. Niektórzy zniżyli się nawet do osobistych przekłamań i obelg, by zdyskredytować świadectwo, którego nie umieją obalić.
Część IV
Osobiste ataki zamiast badania aparatury
Na szereg doświadczeń przeprowadzonych za pomocą przyrządów pomysłowo skonstruowanych przez uczonego dla zapewnienia subtelnych sprawdzianów, odpornych na zarzuty stawiane samemu świadectwu zmysłów, „Quarterly Review” odpowiada lichą próbą zdyskredytowania eksperymentatora i obserwatorów.
Crookesa, członka Royal Society, odkrywcę talu i redaktora „Quarterly Journal of Science” oraz „Chemical News”, uznaje się za niezdolnego do zaprojektowania prostego przyrządu kontrolnego. Huggins, członek i wiceprezes tego szacownego Towarzystwa, pierwszy spektroskopista świata i niemal największy astronom, miałby nie umieć widzieć ani osądzać.10 Moją znacznie skromniejszą osobę, prawnika z pewnym doświadczeniem w postępowaniu ze świadkami i dowodami, nazywa się „łatwowierną”.11
Według krytyka jesteśmy właściwie trzema idiotami. Całym tym błotem obrzuca się nas w nędznym celu podważenia naszego potwierdzenia rzetelności niektórych doświadczeń Crookesa. Dr Huggins, jako szczególnie biegły w konstruowaniu i używaniu aparatury, oraz ja, jako doświadczony w sprawdzaniu prawdy i wykrywaniu fałszu, zostaliśmy zaproszeni na świadków tylko po to, aby dopilnować uczciwego przebiegu i poświadczyć ewentualne wyniki uzyskane przy użyciu określonego mechanizmu.
Nie była to przecież obraza domagająca się osobistej zemsty. Praktyka Old Bailey: „Jeśli nie umiecie wyjaśnić faktów, ścigajcie oskarżyciela i jego świadków”, nie powinna być dopuszczalna w sporach naukowych.
Kiedy Crookes ogłosił odkrycie nowego metalu, a Huggins obserwacje nowych linii widmowych, nie odpowiadano osobistymi zniewagami i zapewnieniami o ich niekompetencji, niewiarygodności, bezwartościowej aparaturze, oszukanym wzroku oraz zamroczonych zmysłach i osądzie. Uczeni pospieszyli powtórzyć doświadczenia i własnym wysiłkiem ustalić prawdziwość twierdzeń. Potwierdziły się one, a autorom zapewniono chwałę odkrycia.
Dlaczego więc teraz mieliby być oczerniani, skoro zapewniają, że inne doświadczenia dały nowe fakty, i żądają, aby nauka potraktowała deklarowane odkrycie siły psychicznej tak samo jak odkrycia spektroskopowe?
Carpenter i „nieświadoma cerebracja”
Dr Carpenter ma najmniejsze prawo traktować w ten sposób twórców nowych teorii. Odrzuca i ośmiesza dowody Crookesa, lecz inni fizjolodzy tę samą śmieszność i niedostateczność zarzucają jego hipotetycznej teorii „nieświadomej cerebracji”.12
Dowody na rzecz siły psychicznej są znacznie bardziej wiarygodne i przekonujące niż dowody Carpentera popierające coś, co wielu jego kolegów nazywa jego halucynacją. Zapomina, że w ich oczach sam należy do najbardziej łatwowiernych, bez sprawdzania przyjmując niezwykłe opowieści, na których opiera wychwalaną teorię.13
Właściwy przedmiot rozprawy
Przechodzę do zagadnienia, któremu właściwie poświęcona jest ta rozprawa. Czy istnieje siła zdolna w obecności pewnych osób, bez fizycznego dotknięcia lub połączenia, wywoływać jakby od wewnątrz ruch ciężkich ciał i słyszalne dźwięki, niekiedy pozornie kierowane inteligencją?
Jeśli taka siła rzeczywiście istnieje, skąd pochodzi? Czy jest, jak twierdzi spirytualizm, działaniem duchów zmarłych? Czy też, jak twierdzą Crookes i inni badacze doświadczalni, wychodzi z ludzkiego organizmu albo w jakiś sposób bezpośrednio od niego zależy?
Dalsze strony mają najpierw ustalić dowiedzione zjawiska, potem rozwinąć argumentację prowadzącą do wniosku, że jest to siła czysto psychiczna, nie dzieło duchów zmarłych.
Badaniu zarzuca się, że nawet udowodniona wiedza o tym byłaby bezwartościowa. Odpowiadam pytaniem: czy poznanie jakiegokolwiek nowego faktu przyrody naprawdę jest bezużyteczne? Czy jakikolwiek fakt istnieje samotnie? Czy odkrycie jednego, choćby pozornie błahego i bezwartościowego faktu, nie prowadziło stale do odkrywania nieskończonych szeregów innych?
Czy psychologię, a nawet fizjologię znamy już tak dobrze, że nie pomogłaby im wiadomość o sile prawdopodobnie wykonującej wszystkie funkcje organizmu, a w pewnych przypadkach z pewnością działającej poza granicami żywego ciała i stającej się wtedy dostępną obserwacji, eksperymentowi oraz pomiarowi?
Po ustaleniu tego faktu niewielkiego wysiłku wyobraźni potrzeba, by przeczuć liczne zastosowania w rozwiązywaniu problemów związku ducha i ciała, obecnie nierozwiązywalnych, a także w poznaniu praw życia i zdrowia oraz w nauce i praktyce medycyny.
Czy prawnik może być badaczem?
Niektórzy krytycy poważnie pytali, jakim prawem praktykujący prawnik zajmuje się nauką. Nawet moją wiarygodność świadka prostego doświadczenia mechanicznego podważano rzekomą niezdolnością prawnika do obserwowania zjawisk naukowych.
W odpowiedzi wskazuję sędziego Grove’a [odczyt nazwiska niepewny], wielkiego prawnika i głęboko wykształconego uczonego; pana Gwyn Jeffreya, poświęcającego wolny czas przyrodoznawstwu; lorda Broughama, autora optyki, i wielu innych, których wyliczenie zaprowadziłoby za daleko. Wolno chyba człowiekowi znacznie skromniejszemu od nich poświęcić część wolnych godzin — jak sam wybrałem — naukom o umyśle, filozofii ducha i psychologii.
Jakkolwiek jest, praktyczna znajomość zasad dowodzenia, codzienny nawyk szukania rzeczywistej prawdy bez uprzedzenia, lęku i stronniczości, wraz z długim doświadczeniem przesiewania i ważenia dowodów przed wyrobieniem opinii, mogą uchodzić raczej za kwalifikację niż przeszkodę dla starannej obserwacji i uczciwego osądu: co prawdziwe, co fałszywe, co rzeczywiste, a co wyobrażone lub oszukańcze.
Świadectwo zmysłów i zwykłe sprawy życia
Jako znawca mogę powiedzieć tylko tyle: jeśli dowody siły psychicznej, ujawnianej w tylu rozmaitych warunkach, przy tak starannych doświadczeniach i powtarzanych sprawdzianach, nie wystarczają do uznania, że ruchy ciężkich ciał oraz słyszalne w nich dźwięki powstają bez dotknięcia lub materialnego połączenia z obecną osobą — bo tylko to twierdzimy, niezależnie od wyjaśnienia — poszukiwanie prawdy trzeba porzucić jako beznadziejne.
Jeśli nie można ufać zmysłom uczciwych i inteligentnych obserwatorów w kwestii tak jawnej dla wzroku, jak przesuwanie się bez dotknięcia stołu, krzesła, sofy, książki, pudełka i setek innych przedmiotów o kilka stóp w pełnym świetle, jak prowadzić zwykłe sprawy życia?
Musielibyśmy zamknąć sądy, bo o wolności i własności codziennie rozstrzyga się na podstawie dowodów nieskończenie bardziej wątpliwych od świadectw badaczy i komisji. Jeśli krytycy mają rację, trzeba wykluczyć świadków mówiących, co widzieli i słyszeli, a o życiu i wolności sądzić wyłącznie z racji a priori, ignorując fakty i opierając się tylko na domysłach, założeniach oraz teoriach nauki o tym, co może lub nie może istnieć.
Osoby obdarzone siłą psychiczną w życiu prywatnym
Wiele uprzedzeń wobec doświadczeń dowodzących siły psychicznej wynika z rozpowszechnionego przekonania, że zjawiska występują wyłącznie przy zawodowych mediach. Podsycało to podejrzenie oszustwa. Ten popularny błąd zapewne wyjaśnia znaczną część nierozumnej nieufności wobec obrońców sprawy, jakiej nie okazywano badaczom innych sił przyrody, choć ich zjawiska przy pierwszym spotkaniu były osobliwe, nowe i niewytłumaczalne.
Tymczasem osoby obdarzone siłą psychiczną są częste w życiu prywatnym. Niewiele jest kręgów rodzinnych, w których cierpliwe próby nie ujawniłyby przynajmniej niektórych zjawisk psychizmu. Wszystkie czterdzieści spotkań doświadczalnych podkomisji londyńskiego Towarzystwa Dialektycznego oraz niemal wszystkie dalsze opisane tutaj doświadczenia przeprowadzono z osobami znalezionymi w życiu prywatnym, wśród przyjaciół i znajomych, nie z osobami zawodowo, odpłatnie czy publicznie demonstrującymi te zdolności, jak błędnie się zakłada.
Siła psychiczna często rozwija się wyjątkowo mocno u dzieci zbyt małych, aby wymyślić i przeprowadzić wyrafinowane oszustwo, oraz zbyt słabych, by mięśniami poruszyć ciężki stół. U wszystkich obdarzonych nią osób zjawiska zachodzą po prostu w ich obecności, bez wysiłku woli sprzyjającego im lub je hamującego i, według zgodnych oświadczeń, bez świadomości jakiegokolwiek towarzyszącego doznania cielesnego czy psychicznego.
Kto zaprzecza tak mocno poświadczonym faktom? Tylko ci, którzy nigdy ich nie sprawdzili. Jeżeli to nie fakty, lecz złudzenia i oszustwa, dlaczego żaden uznany badacz po cierpliwym i uczciwym sprawdzeniu ruchu oraz stukania bez dotknięcia mięśniami nie pozostał nieprzekonany o rzeczywistości zjawisk ani nie odważył się twierdzić, że wykrył sztuczkę i pokazał jej wykonanie?
Czy jest prawdopodobne, a nawet możliwe, aby — gdyby były to popisy iluzjonistyczne — choć jeden spośród tylu świadków pragnących rozwiać złudzenie nie odkrył sposobu? Pół tuzina wizyt wystarcza, by nawet mało bystry widz rozpoznał sposób działania najzręczniejszych znanych nam sztukmistrzów. Każda ich sztuczka jest dokładnie opisana w książkach i każdy może ją z powodzeniem odtworzyć, jeśli tylko zechce trochę się nauczyć.
A przecież osoby wszelkich klas, obu płci i w każdym wieku, obdarzone siłą psychiczną, były przez trzydzieści lat obserwowane przez setki tysięcy ludzi, którzy siedzieli z nimi przy tym samym stole i trzymali ich ręce oraz stopy podczas zjawisk. Ani razu bystrość lub przypadek nie odkryły tajemnego urządzenia — jeśli takie istniało — wytwarzającego to, co widziano i słyszano.
Czy krytykom nigdy nie przyszło do głowy, że gdyby osoby te potrafiły za pomocą sztuczek lub mechanizmów wykonywać osobliwe rzeczy, których codziennie może być świadkiem każdy chętny, nie musiałyby pozostawać nieznane i ubogie choćby przez kolejny tydzień? Doskonała zręczność potrzebna do dokonywania pod czujnym okiem otoczenia tego, co dzieje się w ich obecności, szybko zapewniłaby im ogromny majątek jako mechanikom albo nieograniczoną sławę i dochody jako prestidigitatorom.
(Ciąg dalszy nastąpi).
Przypisy oryginalne
1 Por. przypis na s. 385 wrześniowego zeszytu „Psychische Studien”. — Tłumacz. Odesłanie powtarza się przy częściach II, III i IV. ↩
2 Oprócz drugiego przypisu na s. 385 zob. także przypis dotyczący Coxa w zeszycie kwietniowym z 1882 roku, s. 166. — Tłumacz. Odesłanie powtarza się przy częściach II, III i IV. ↩
3 Sławny angielski fizyk William Crookes pisze o przyjętej przez siebie nazwie „siła psychiczna” w „Der Spiritualismus und die Wissenschaft” (niemiecki przekład: O. Mutze, Lipsk 1872), s. 69 i następne, słowa zasługujące na najbaczniejszą uwagę:
„W 1854 roku hrabia Agenor de Gasparin ogłosił książkę «Science versus Spiritualism» — «Nauka przeciw spirytualizmowi» — Paryż 1854, Nowy Jork 1857. Szczegółowo opisał w niej długi szereg doświadczeń fizycznych przeprowadzonych z kilkorgiem zaufanych przyjaciół, u których odkryto silnie rozwiniętą zdolność. Doświadczenia były bardzo liczne, wykonywane w najsurowszych warunkach kontrolnych. Wielokrotnie od nowa dowodzono rzeczywistego ruchu ciężkich ciał bez mechanicznego dotknięcia.
Starannie mierzono zarówno siłę obciążania, jak i odciążania przekazywaną badanym substancjom. Przyjęto pomysłowy plan, dzięki któremu hrabia de Gasparin uzyskiwał przybliżoną liczbową ocenę zdolności psychicznej każdego człowieka. Ostatecznie uznał wszystkie zjawiska za skutki przyczyn naturalnych, niewymagające cudów, interwencji duchów ani wpływów diabelskich. Za w pełni dowiedziony uważał fakt, że w pewnych stanach organizmu wola może oddziaływać na odległość na bezwładną materię. Większość książki poświęcił ustaleniu praw i warunków tego działania.
W 1855 roku Thury, profesor Uniwersytetu Genewskiego, wydał «Les tables parlantes» («Mówiące stoły»), Genewa, niemiecka księgarnia J. Kessmanna, 1855. Krytycznie sprawdził doświadczenia hrabiego de Gasparina i szczegółowo przedstawił badania prowadzone równocześnie przez siebie. Także tu próbowano z zaufanymi przyjaciółmi, z całą starannością możliwą dla uczonego.
Brak miejsca nie pozwala przytoczyć cennych wyników liczbowych Thury’ego, ale już tytuły rozdziałów pokazują, że badanie nie było powierzchowne: «Fakty ustalające rzeczywistość nowego zjawiska»; «Uniemożliwienie działania mechanicznego»; «Ruchy wywołane bez dotknięcia»; «Przyczyny»; «Warunki wytworzenia i działania siły»; «Warunki jej działania dotyczące operatorów [mediów]»; «Wola»; «Czy potrzeba kilku operatorów?»; «Warunki wstępne»; «Stan umysłu operatorów»; «Warunki meteorologiczne»; «Warunki dotyczące przyrządów poddawanych wpływowi»; «Sposób oddziaływania operatorów na przyrządy»; «Wpływ podłożonych substancji»; «Wytwarzanie i przekazywanie siły»; «Sprawdzenie wskazanych przyczyn»; «Oszustwo»; «Nieświadoma czynność mięśni w szczególnym stanie nerwowym»; «Elektryczność»; «Magnetyzm nerwowy»; «Teoria szczególnego fluidum pana de Gasparina»; «Ogólna kwestia oddziaływania ducha na materię»; «Twierdzenie pierwsze: w zwykłych stanach ciała wola działa bezpośrednio tylko w obrębie organizmu»; «Twierdzenie drugie: w samym organizmie istnieje szereg czynności pośredniczących»; «Twierdzenie trzecie: substancja, na którą duch działa bezpośrednio — psychoda — pod jego wpływem podlega jedynie bardzo prostej modyfikacji»; «Wyjaśnienia oparte na interwencji duchów».
Thury odrzuca wszystkie te wyjaśnienia i przypisuje skutki szczególnej substancji, fluidum lub czynnikowi, który jak eter świetlny fizyków przenika wszelką materię: nerwową, organiczną i nieorganiczną. Nazywa tę substancję «psychodą». Szczegółowo omawia właściwości tego stanu lub postaci materii i proponuje nazwę «siła ekteniczna» — od [nieczytelnego w transkrypcji wyrazu greckiego], rozciąganie — dla siły działającej, gdy duch za pośrednictwem psychody oddziałuje na odległość.
«Ekteniczna» siła profesora Thury’ego i moja «siła psychiczna» są oczywiście nazwami równoważnymi. Gdybym zobaczył jego pracę trzy miesiące wcześniej, przyjąłbym jego określenie. Przypuszczenie podobnego hipotetycznego fluidum nerwowego dotarło do nas również z zupełnie innego źródła, z odmiennymi poglądami i w języku jednej z najbardziej wpływowych profesji. Mam na myśli teorię atmosfery nerwowej dr. Benjamina W. Richardsona, doktora medycyny i członka Royal Society w Londynie, ogłoszoną w «Medical Times», nr 1088, 6 maja 1871 roku”. — Przypis W. Crookesa.
4 Zob. „Bericht über den Spiritualismus von Seiten des Comite’s der Dialektischen Gesellschaft zu London, ernannt zur Untersuchung der als «spirituelle Manifestationen» bezeichneten Phänomene” — raport komisji londyńskiego Towarzystwa Dialektycznego powołanej do badania zjawisk określanych jako manifestacje duchowe — w trzech częściach, Lipsk, Oswald Mutze, 1875, po 4 marki. ↩
5 Płytkość zarzutu „Athenaeum” polega tylko na tym, że krytyk nie dowiódł twierdzeń konkretnymi kontrprzykładami ani nie wykazał domniemanych złudzeń jako takich, lecz po prostu je założył: oszustwo albo złudzenie wzroku. Najstanowczej potępiamy powierzchowne negowanie określonych wrażeń wiarygodnych obserwatorów i ogłaszanie ich a priori złudzeniem lub oszustwem.
Sceptyk powinien najpierw sam zobaczyć, obserwować i przekonać się o rzeczywistości zjawisk jako takich, nawet jeśli w nie nie wierzy. Tylko jedno przypuszczenie wydaje się bliskie prawdy: «stoły i krzesła poruszała niedostrzeżona przezeń ludzka siła». To właśnie punkt wyjścia badania naukowego. Może to być siła ducha człowieka zmarłego albo żyjącego. Ponieważ sceptyk zapewne a priori nie wierzy w duchy z zaświatów, pozostaje mu odwołać się do nieznanej jeszcze ludzkiej siły medium, aby wyjaśnić inaczej niewytłumaczalne zdarzenia. Takie ukryte siły ruchowe i inne występują u somnambulików lub mediów; należy więc dokładnie badać te osoby.
Mimo to nie w pełni zgadzamy się z dalszymi argumentami czcigodnego sędziego Coxa przeciw złudzeniom optycznym, pomimo wszystkich jego pomiarów. Gdyby widział na scenie lustrzany obraz przedmiotu znajdującego się w niżej położonej zapadni, mógłby trafnie mierzyć ruchy tego obrazu względem innych przedmiotów scenicznych, choć rzeczywisty przedmiot w zapadni wcale by się między nimi nie poruszał. Tak samo byłoby z wewnętrznymi obrazami wyobraźni lub pamięci odzwierciedlonymi z medium.
Również wielka liczba świadków nie upewniłaby go jeszcze o realności zjawiska. Człowiek stojący na moście i patrzący na płynącą ku niemu wodę nagle zobaczy most poruszający się w górę rzeki, razem z nim samym. Wkrótce zbiorą się setki widzów i potwierdzą dokładnie to samo, a jednak jest to tylko subiektywne złudzenie.
Pozorny wschód i zachód Słońca, przesuwanie się bliższych przedmiotów i towarzyszenie dalszych pędzącemu pociągowi należą do tej samej kategorii. Wszyscy widzą podobne zjawiska na mostach, kolei i niebie, lecz nikt nie uważa zgodnego świadectwa zmysłów za absolutną prawdę. Mimo to mogliby i musieliby przysiąc, że zjawiska takie widzą.
Tylko stojąc na moście i patrząc na wodę, obserwując niebo lub jadąc koleją, doświadcza się tych złudzeń. Podobnie tylko obcując z somnambulicznymi mediami o takich zdolnościach albo samemu popadając w zbliżony stan, widzi się duchy i otrzymuje zjawiska fizyczne. Pozostała ludzkość, poza tymi warunkami, zwykle ich nie widzi.
Nawet gdyby cała ludzkość widziała je w tym samym przypadku, nadal byłaby to szczególna, uwarunkowana sytuacja, którą trzeba zestawić z resztą rzeczywistości, zanim dosłownie uwierzy się tak niezwykłemu świadectwu zmysłów. Z pewnością widzimy i postrzegamy te rzeczy. Czy jednak są rzeczywiście prawdziwe, czy tylko za takie uznane — to sprawa szczegółowego badania funkcji zmysłów. Z czasem zawdzięczać ono będzie zjawiskom mediumicznym wielkie rozszerzenie wiedzy fizjologicznej i psychologicznej, gdyż pozostaje tu jeszcze niejedna trudność dotycząca swoistych funkcji duszy. — Tłumacz. ↩
6 Podobnie zachowywali się profesorowie, którzy nie chcieli patrzeć przez lunetę Galileusza i osobiście przekonać się o istnieniu księżyców Jowisza. Nie chcieli ani sprawdzać, ani przyjmować argumentów, trwając w uprzedzonym niedowiarstwie.
Inaczej jest z tymi, którzy uczciwie badali i nie zaprzeczają zjawisku, lecz odkryli kryjącą się za nim rzeczywistość jako prawdziwy odpowiednik lub odwrotność przedmiotu ukazującego się zmysłom — jak Kopernik odkrył własny ruch Ziemi jako przyczynę pozornego ruchu Słońca. Także on musiał najpierw zastępować widzialne fakty argumentami.
My również wobec wierzących w duchy możemy przy zjawiskach mediumicznych przedstawić na razie te same fakty, lecz przeciwne wyjaśnienie: z aktywności własnej psyche medium i jego kręgu, nie od duchów z zaświatów. Trzeba poczekać, aż wzrok wyostrzy się i przywyknie ujmować rzeczywisty odwrotny obraz wraz ze zjawiskiem, zamiast jednostronnie obserwować tylko pozór i przysięgać na jego realność. — Tłumacz. ↩
7 Tak samo jest z innymi złudzeniami zmysłowymi. Wszyscy pasażerowie jadącego pociągu widzą krajobraz po jednej stronie jakby obracający się w koło. Zgodne świadectwo nie czyni tego pozornie rzeczywistego subiektywnego ruchu faktem obiektywnym, choć miejsca obserwowane jako zbliżające się w pobliżu lub towarzyszące nam w oddali po zatrzymaniu rzeczywiście znajdują się tam, gdzie dostrzegają je wszyscy, także nowo przybyli. Nie są to sny, lecz rzeczywistość zmysłowa — fakty! Podobnie może być z obserwacją większości zjawisk psychicznych. Por. zeszyt październikowy, s. 470. — Tłumacz. ↩
8 Ostre rozróżnienie naszego prawnika między somnambulikami w transie i przytomnymi osobami obdarzonymi siłą psychiczną jest błędne, przynajmniej nie odpowiada nowszym obserwacjom. U Slade’a i innych zjawiska fizyczne zachodzą wprawdzie w stanie pozornie przytomnym, u Eglintona, pani Valeski H. i medium z Mülsen przeważnie w transie somnambulicznym. Jednak także pozornie przytomny stan pierwszych mediów z pewnością nie jest całkiem normalny, gdy występują takie zjawiska. Najlepiej widzimy to w doświadczeniach hipnotycznych, w których osobom pozornie zupełnie przytomnym ukazuje się najdziwniejsze rzeczy i zwodzi wszystkie zmysły. — Tłumacz. ↩
9 Oczywiście od ostatniego wydania książki Coxa „Spiritualism Answered by Science with the Proofs of a Psychic Force” (Londyn, Longmann & Co., 1872) minęło pełnych dziesięć lat. Stanowisko rzeczywistego świata uczonych wobec zasadniczych zjawisk współczesnego mediumizmu lub psychizmu stało się w tym czasie inne: przede wszystkim obserwacyjne i badawcze.
Odkąd po Wallace’ie i Crookesie także niemiecki astrofizyk o sławie Zöllnera uznał te zjawiska za godne dokładniejszych badań, a więc uprawnione do naukowego traktowania, ich powszechne uznanie, dalsze badanie, zbieranie i porządkowanie jest kwestią najbliższej przyszłości. Podobnie dziś skrupulatnie szuka się śladów dawnego germańskiego pogaństwa, niegdyś uznawanego za diabelskie, w baśniach, podaniach, historiach oraz nazwach miejsc, roślin i zwierząt, zestawiając je wzajemnie.
Kto nie potrafi sprowadzić zjawisk współczesnego spirytualizmu i spirytyzmu do ich rzeczywistych faktów, naszym zdaniem nie jest jeszcze prawdziwym człowiekiem nauki. Sprawa poradzi sobie bez niego. Kto jednak do niej przystąpił, ma święty obowiązek wnieść wkład w wyjaśnianie najtrudniejszego problemu psychicznego — mediumizmu ze wszystkimi zagadkami — nawet jeśli pierwsze hipotezy okażą się błędne.
Nieustannym błądzeniem i poprawianiem się nauka osiągnęła dzisiejszy poziom. «Człowiek błądzi, póki dąży». Dlatego teorie takie jak «siła psychiczna» szczególnie nadają się do zgromadzenia jasno i ostro myślących ludzi pod wspólnym sztandarem, skłaniając przeciwników wewnątrz i na zewnątrz obozu do zwartego stanowiska oraz dalszego postępu lub odwrotu.
Przede wszystkim należy przekonać stroniący od sprawy świat naukowy, że zdrowy rozum ostatecznie zwycięży w obserwacji i wyjaśnieniu tych najbardziej zagadkowych zjawisk. Niech pomoże wywalczyć palmę zwycięstwa!
Zjawisk mediumicznych nie da się już bardziej negować niż codziennych zjawisk nieba, które dopiero Kopernik, Kepler i Galileusz trafnie objaśnili. Nadal i w całej ziemskiej przyszłości te zmysłowe zjawiska będą trwały jako zmysłowe fakty. Żaden przenikliwy obserwator nie zaprzeczy im jako zjawiskom. Czym innym jest jednak pozór, czym innym prawdziwe istnienie zjawiska. Prawdziwa nauka musi przejść od pozoru do rzeczywistego bytu i istoty fenomenu. Tylko to jest samoświadomym duchem w przeciwieństwie do zmysłowego uwikłania we śnie. — Tłumacz. ↩
10 „Quarterly Review” potępia Hugginsa właściwie za odwagę bycia świadkiem kilku doświadczeń mechanicznych bez uprzedniego przestudiowania teorii nieświadomej cerebracji dr. Carpentera. «Dla niego — mówi krytyk — widzieć znaczy wierzyć; dla tych jednak, którzy przygotowali się do studiowania siły psychicznej wcześniejszymi badaniami klasy ukrytych zjawisk, których jest ona najnowszym przejawem, widzieć znaczy wszystko, tylko nie wierzyć». — Autor, Cox. ↩
11 Niemądra historia, będąca jedyną podstawą tego obraźliwego ataku, jest następująca. Wiele lat temu, gdy byłem jeszcze studentem prawa [odczyt w transkrypcji uszkodzony], mesmeryzm, obecnie uznawany przez wszystkich fizjologów za fakt pod nazwą «somnambulizmu», równie gorąco broniono i zwalczano jak dziś psychizm.
Żył chłopiec nazwiskiem Goble, somnambulik, który podczas snu na jawie ukazywał niezwykłe właściwości tego stanu, czytając z zamkniętymi oczami i wykonując prace wymagające wzroku. Mój współlokator bardzo zainteresował się przedmiotem i sprowadzono chłopca do naszego pokoju, aby sprawdzić, czy somnambulizm można wywołać sztucznie.
Szybko zapadł w sen i wykonywał w sztucznym somnambulizmie nie tylko wszystko obserwowane w jego naturalnym stanie, ale wiele innych równie osobliwych rzeczy. Przez kilka tygodni badali go dr [nazwisko nieczytelne], dr Marsden i liczni fizjolodzy, przekonując się o autentyczności stanu. Czytał słowa zamknięte w pięciu lub sześciu warstwach grubego brązowego papieru, każdej opieczętowanej. Z garścią bawełny na obu oczach i dwiema zawiązanymi na niej chustkami czytał «Times» płynnie i bez wahania. W sztucznie wywołanym somnambulizmie czynił to, co w naturalnym śnie na jawie.
Gdy dr Forbes usłyszał o przypadku od naukowych przyjaciół, bardzo zapragnął zobaczyć chłopca i prosił o spotkanie. Liczyliśmy na uczciwe postępowanie i zgodziliśmy się. Przyszedł z panem Sharpeyem. Nic nie zdradzało zamiaru zastawienia pułapki; Forbes prosił jedynie o możliwość próby.
Przynieśli szkatułkę. Powiedzieli chłopcu, że zawiera napis i jeśli go przeczyta, dostanie suwerena — monetę odpowiadającą 20 markom. Postawili mu pudełko na dłoni. Być może znajdowały się w nim urządzenia wpływające na warunki konieczne do postrzegania; być może w ogóle nie było w nim napisu. Tak czy inaczej po długich próbach chłopiec powiedział, że nic z tego: nie potrafi «zobaczyć» — tak określał swoją zdolność — zawartości szkatułki.
Wtedy obaj jeszcze bardziej kusili go obietnicami: jeśli spróbuje ponownie i odczyta napis, otrzyma dwa funty, jego nazwisko ogłoszą wszystkie gazety i zapewnią mu powodzenie. Doprowadziwszy go do najwyższego pobudzenia, zaproponowali, byśmy wyszli i zostawili go samego na kwadrans, aby rozwiązał zagadkę.
Szkatułka wydawała się łatwa do otwarcia, zamknięta tylko zasuwanym wieczkiem. Skuszony wielką nagrodą, a pozbawiony zdolności, spróbował ją otworzyć. Tego właśnie chcieli goście: zastawili pułapkę i położyli przynętę. Pozornie niezabezpieczone wieczko trzymała nitka, której zerwanie ujawniało każdą próbę otwarcia. Było jasne, że ją podjął.
Dla tych, którzy niezliczoną liczbę razy widzieli odczytywanie słów w opieczętowanych kopertach, nieotwieranych i niemożliwych do otwarcia bez śladu, jednorazowa próba odsunięcia pozornie niezabezpieczonej pokrywy pod wpływem hojnych obietnic oczywiście nie dowodziła oszustwa we wszystkich wcześniejszych osiągnięciach, dokonywanych w warunkach wykluczających podglądanie.
Ze względu na sprawiedliwość wobec chłopca i nauki poproszono Forbesa o dalsze, uczciwsze doświadczenia przy tych samych zapieczętowanych kopertach, które zadowoliły wielu innych uczonych. Lecz obawiając się, że nowa próba mogłaby obalić jego werdykt, odmówił.
To właśnie zdarzenie sprzed niemal trzydziestu lat stało się powodem, dla którego w najbardziej obraźliwych słowach uznaje się mnie obecnie za niezdolnego świadka ruchu przyrządu wskazówkowego, do którego zawieszono deskę. — Autor. ↩
12 Zob. „Die psychische Kraft und der moderne Spiritualismus. Eine Entgegnung an Dr. W. Carpenter”, William Crookes, członek Royal Society w Londynie („Psychische Studien” 1877, s. 170, 267, 317). Ponadto: „Ein Wort des Herausgebers in Bezug auf den nächstfolgenden Artikel: Die Theorien der unwillkürlichen Muskelthätigkeit und der unbewussten Gehirnthätigkeit (Cerebration)”, dr med. William B. Carpenter, członek Royal Society w Londynie („Psychische Studien” 1874, s. 172, 174, 218, 269, 316, 363, 458, 462, 509). — Tłumacz. ↩
13 Ze swej strony nie znajduję uzasadnienia dla szyderczych uwag fizjologów o Carpenterze i jego teorii. Przyjmuję ją całkowicie i sądzę, że rozwiązuje problem kierowania siłą psychiczną dowiedzioną przez Crookesa. — Autor. ↩
Uwagi redakcyjne do przekładu
Podstawą jest transkrypcja z błędami OCR, bez skanów tych odcinków. Ujednolicono techniczne podziały wyrazów i oczywiste uszkodzenia odsyłaczy, między innymi „885” na „385”. Niepewne nazwisko, grecki wyraz i uszkodzone miejsce przypisu zaznaczono w tekście. Datę „29 lutego 1879” zachowano jako zapis transkrypcji; w tym roku taki dzień nie występował. Obszerny fragment o Dave’ie i Mary, wpleciony na początku części III, jest kontynuacją przypisu do innego artykułu i nie należy do przekładu Coxa. Powtarzające się przy kolejnych odcinkach dwa przypisy bibliograficzne podano raz. Część IV również kończy się zapowiedzią kontynuacji.
Źródło
Edward W. Cox, Die Theorie und die Thatsachen der psychischen Kraft („Teoria i fakty dotyczące siły psychicznej”), niemiecki przekład Gr. C. Wittiga, „Psychische Studien”, rocznik IX, 1882: część II — zeszyt 10, październik, s. 441–450; część III — zeszyt 11, listopad, s. 486–497; część IV — zeszyt 12, grudzień, s. 538–546. Przekład polski na podstawie dostarczonej transkrypcji. Pierwodruk książkowy przywołany przez czasopismo: „Spiritualism Answered by Science; with the Proofs of a Psychic Force”, Londyn 1872. Numerację przypisów ujednolicono dla części II–IV.