W dziele G. Arnolda Życie wierzących, w części poświęconej życiu i cierpieniom Broussona, znajdują się szczegółowe wiadomości o ciężkich prześladowaniach, jakie dotknęły w owym czasie protestantów, zwłaszcza w Langwedocji i Sewennach na południu Francji. Wspomniano tam również pokrótce, że Bóg, dla pociechy i umocnienia swoich sług, w niezwykły sposób pobudził wówczas do działania wiele osób, mężczyzn i kobiet, a także dzieci, obdarzając je darami Ducha Świętego, szczególnie darem proroctwa. Zaznaczono jednak, że szatan, jak zawsze, usiłował wzbudzić podejrzenia wobec tego dzieła Bożego, posyłając tu i ówdzie fałszywych i zwodniczych proroków oraz prorokinie, aby, jeśli to możliwe, sprowadzić lud Boży na manowce.
Wiadomo, że spośród licznych protestantów, którzy wyemigrowali wówczas z Francji, znaczna ich liczba — w tym tak zwani natchnieni — osiedliła się w Anglii, a zwłaszcza w Londynie. Także wśród nich niezwykłe poruszenia Ducha Świętego trwały jeszcze przez pewien czas. Również tam jednak nieprzyjacielowi udało się, zarówno przez niewierzących z zewnątrz, jak i przez fałszywych braci, powstrzymywać to dzieło Boże i sprawić, że powszechnie zaczęto podejrzewać je o błędność. Były jednak uczciwe dusze, które potrafiły odróżnić prawdę od błędu i dały temu wyraz w swoich pismach.
Do pism tych należy dziś już niezwykle rzadka książka A Cry from the Desart, wydrukowana w Londynie w 1707 roku. Zawiera ona kilka autentycznych relacji o owym wylaniu łaski Ducha Świętego we Francji. Autor zaznacza między innymi we wstępie, że jeszcze w listopadzie 1706 roku miał sposobność bliżej poznać niektórych protestantów, którzy wyemigrowali do Anglii, i otrzymał od nich przedstawione niżej wiadomości, częściowo na piśmie, częściowo ustnie.*
Oto te relacje:
1. Wyciąg z obszernej relacji Mathäusa Boissiera, napisanej i podpisanej przez niego własnoręcznie
„Niedługo po pokoju w Rijswijk, w roku 1697, udałem się na pewien czas do Loriol, mojego rodzinnego miasta w Delfinacie. Znajomi zaprosili mnie tam na zgromadzenie religijne, które miało się odbyć następnego ranka w pobliskiej miejscowości. Kiedy przyszedłem, zobaczyłem młodą dziewczynę przemawiającą do zebranych z elokwencją i płynnością, które wprawiły mnie w najwyższe zdumienie. Dziewczyna ta, odkąd Duch Boży obdarzył ją swymi darami, nauczyła się trochę czytać.
Gdy skończyła kazanie, przyszło jeszcze kilka osób, które bardzo pragnęły jej słuchać. Powiedziała, że sama z siebie nie jest w stanie spełnić ich oczekiwań. Zaraz jednak uklękła i gorąco poprosiła Boga, aby zechciał rozwiązać jej język, by znów mogła głosić Jego słowo dla pociechy Jego ludu. Została natychmiast wysłuchana: Duch Boży zstąpił na nią, a ona pogrążyła się w długiej modlitwie. Zdawało mi się, że słyszę anioła, tak przejmujące były słowa płynące z jej ust.
Po modlitwie zaczęła śpiewać psalm i sama zaintonowała jego melodię. Następnie wygłosiła mowę tak wzruszającą, poruszającą i przemyślaną, a zarazem z taką siłą, zapałem i żarliwością, że nie mogliśmy nie uwierzyć, iż przemawia przez nią coś więcej niż człowiek. Prosta i niewykształcona dziewczyna, jaką była, z pewnością nie zdołałaby mówić w ten sposób własnymi siłami. Odszedłem poruszony do głębi serca i duszy, pełen wrażeń po niezwykłych słowach tej młodej służebnicy Pańskiej. Spisałem znaczną ich część, na ile potrafiłem ją sobie przypomnieć.
Przywoływała wiele fragmentów Starego i Nowego Testamentu, jakby znała całą Biblię na pamięć, i stosowała je tak trafnie, że oddziaływały na nas w wyjątkowy sposób. Z żalem mówiła o godnym ubolewania położeniu Kościołów francuskich, o tych, którzy przebywali w lochach, na galerach, w więzieniach albo na wygnaniu. Dodawała, że jedyną przyczyną tego stanu są nasze grzechy. Jednocześnie wypowiadała najwznioślejsze i najbardziej krzepiące słowa pociechy: obietnice miłosierdzia, pokoju, szczęścia i wiecznej radości. Oznajmiała to wszystko w imieniu Boga, który jest wszechwystarczający i nieskończenie dobry dla tych, którzy uparcie nie odrzucają Jego ojcowskich darów dobroci. W imieniu Boga zapowiedziała też dobitnie, jasno i wyraźnie, że religia w swej czystości zostanie przywrócona w królestwie”.
Ten sam świadek pisze dalej:
„W Genewie również kilkakrotnie widziałem dziewczynę z Langwedocji, która doznawała boskich natchnień. W stanie uniesienia mówiła o sprawach dotyczących mnie, o których w zwykły sposób nie mogła się dowiedzieć. Pozostawała w niezwykłej wspólnocie z Duchem Bożym”.
„Pewien człowiek przekazał mi obszerną i szczegółową opowieść o wszystkich niezwykłych rzeczach, które działy się na oczach ludzi w Sewennach i które, moim zdaniem, można uważać jedynie za cuda. Opowiedział mi też wiele o zdarzeniach, które spotkały jego samego, a które można uznać za jawne i bezpośrednie dzieła Wszechmogącego”.
2. Ustna relacja Isabel Charraud z Les Roches, złożona 19 lutego 1706 roku
„Opuściłam Francję w 1696 roku. Od początku 1689 roku do mojego wyjazdu — przez całe siedem lat — widziałam w dolinach bardzo wielu ludzi w różnym wieku, mężczyzn i kobiet, którzy w niezwykły sposób doznawali gwałtownych poruszeń ciała. W ich trakcie wygłaszali długie mowy pełne pobożności i stanowczych wezwań do pokuty. Przepowiadali im także upadek mistycznego Babilonu i zapewniali, że Kościół wkrótce zostanie uwolniony od ucisku.
O wielu sprawach byli ostrzegani zawczasu albo otrzymywali pouczenia, dotyczące zarówno ich własnego postępowania, jak i zgromadzeń religijnych. Odbywały się one niemal codziennie, w tajemnicy, aby uczestnicy mogli ustrzec się przed prześladowcami. Gdy przemawiali pod wpływem natchnienia, zawsze mówili dobrze po francusku, choć w innych okolicznościach tego nie potrafili. Podczas tych przemówień mówili tak, jakby przez nich przemawiał Duch Boży: «Mówię ci», «Oznajmiam ci, moje dziecko» i tak dalej.
Jeden z naszych sąsiadów, Johann Heraut, wraz z czworgiem lub pięciorgiem swoich dzieci posiadał dar proroctwa. Dwoje najmłodszych miało pięć i pół roku oraz siedem lat, gdy po raz pierwszy otrzymały ten dar. Niejednokrotnie widziałam te dzieci w stanie ekstazy.
Isabella Clare, kobieta o niezwykłej pobożności i łagodności, którą dobrze znałam, otrzymała dar proroctwa w wieku szesnastu albo siedemnastu lat. Wygłaszała zdumiewające mowy przed zgromadzeniami. Po długim czasie pracy w winnicy Bożej otrzymała z natchnienia nakaz Boga, by udać się do Genewy. Opatrzność Boża bezpiecznie przeprowadziła ją przez morze niebezpieczeństw do wyznaczonego miejsca. Zmarła tam trzy lata później, ku wielkiemu smutkowi wszystkich, którzy ją znali. Jej koniec był jednak tak wspaniały i błogosławiony, że opłakujący ją mogli zarazem wyrażać radość z nieskończonego szczęścia tej wybranej służebnicy Pańskiej”.
3. Ustna relacja Duranda Fage’a, złożona 25 stycznia 1707 roku w Londynie i później przez niego podpisana
„Urodziłem się w Aubais w Langwedocji. Zanim wyemigrowałem z ojczyzny w 1705 roku, widziałem tam wiele dzieci, które doznawały silnych poruszeń i przemawiały pod wpływem, jak sądzono, boskiego natchnienia. Najmłodsze z nich, o ile dobrze pamiętam, miało nie więcej niż pięć lat i mieszkało we wsi Saint-Maurice niedaleko Doufy.
W lipcu 1702 roku nocą odbyło się na polu pod Saint-Laurence de Gouse zgromadzenie religijne, podczas którego używano wielu świateł. Było to pierwsze takie zgromadzenie, w którym uczestniczyłem. Jedenastoletnia dziewczynka, która nie umiała czytać, a w innych okolicznościach sprawiała wrażenie mało rozgarniętego dziecka, po pewnych poruszeniach ciała, zwłaszcza piersi, doznała świętego uniesienia.
Byłem głęboko zdumiony i wzruszony, słysząc, z jaką swobodą i radością przemawia donośnym, jasnym głosem. Najpierw powiedziała: «Padnij, ludu Boży; ukórzcie się przed Nim, a nasza nadzieja niech będzie w imieniu Pana». Następnie odmówiła dość długą modlitwę, a potem wygłosiła napomnienie, które trwało około trzech kwadransów. Mówiła piękną francuszczyzną, tak że jestem całkowicie pewien, iż dziewczynka ta w takim stanie równie mało mogła mówić z własnej mocy, jak mogłaby powiedzieć zdumiewające i piękne rzeczy, które płynęły z jej ust.
Wypowiedzi tych, którzy rzeczywiście mieli dar napominania, nie były przerywane takimi poruszeniami ciała podobnymi do czkawki, jakie zdarzały się u innych. Przeciwnie, mówili bardzo płynnie. Ich sposób wypowiadania się był tak doskonały, że łatwo można było dostrzec, iż ich usta są tylko narzędziem wyższej mocy.
Ta biedna dziewczynka była córką niejakiego Dumasa ze wsi Manably. Z powodu swego natchnienia została wraz z ojcem uwięziona. Udało jej się stamtąd wydostać, po czym zamieszkała w Saint-Laurence de Gouse, gdzie żyło wielu protestantów, którzy ukrywali ją i żywili”.
* Przypis z oryginału: „Nie posiadam samej książki. Ten i następne wyciągi z niej znalazłem jednak w pracy Miraculous Prophecies and Predictions of Eminent Men itd., Londyn 1821, część II, s. 125–132”.
Przypis źródłowy
„Ueber die Exstatischen im Süden Frankreichs, in den Jahren 1685–1705”, Magikon, 1842, tom II, s. 397–402. Przekład z języka niemieckiego.