Jasnowidz Irlmeier i jego poprzednicy

Jasnowidz Irlmeier i jego poprzednicy

Autor: prof. dr H. H. Kritzinger


W południowych Niemczech w ostatnich latach często mówi się o przepowiedniach Aloisa Irlmeiera, studniarza i radiestety z Chiemgau.
W Szwajcarii natomiast jego nazwisko pojawiało się jedynie sporadycznie — w krótkich wzmiankach prasowych.
Niepokój, jaki jego przepowiednie wzbudziły nie tylko w południowych Niemczech, ale także aż po Nadrenię, pokazał ponownie, jak podatne na sugestię pozostają szerokie warstwy społeczne, mimo wielu niepowodzeń i kompromitacji różnych jasnowidzów.

Czasopismo, które poświęca się krytycznemu badaniu zjawisk okultystycznych, nie może więc przejść obojętnie obok przypadku Irlmeiera — właśnie dlatego, że w jego historii widać doskonale, z jakimi trudnościami musi się zmierzyć każdy badacz pogranicza psychologii i zjawisk duchowych.


Początki i opinie

Alois Irlmeier (urodzony około 1894 r. w Chiemgau) nie zyskałby takiego znaczenia, gdyby nie liczne opowieści o jego rzekomych sukcesach, które przez lata rozchodziły się z ust do ust.
Ponieważ od roku 1950 Irlmeier unika wszelkich publicznych dyskusji, jego zdolności są dziś trudne do zbadania z punktu widzenia parapsychologii.

Sam byłem w Freilassing, gdzie mieszka.
Rozmawiałem jednak tylko z jego żoną — sama wspomniała, że mąż „jest obecnie w pracy poza domem”.
Od przedstawicieli policji krajowej, miejscowego wydawcy gazet i kilku inteligentnych mieszkańców zebrałem wiele relacji.
Zrobiłem przy tym wrażenie, że im dalej od Freilassing, tym słabsza wiara w nieomylność Irlmeiera.
Ludzie ogólnie darzą go sympatią jako poczciwego człowieka ze wsi, ale przyznają też, że jego wizje są często niejasne i trudne do interpretacji.


Źródła i publikacje

Jedynym dostępnym materiałem źródłowym, również w Szwajcarii, jest obecnie niewielka broszura wydana przez doktora C. Adlmaiera w Traunstein.
Drukarz ten zaręcza, że wszystkie opisane tam fakty są „prawdziwe” i że zostały „częściowo aż po najmniejsze szczegóły sprawdzone”.
Twierdzi też, że z największą dokładnością odsiano wszystko, co da się wytłumaczyć w sposób naturalny.

Z naukowego punktu widzenia takie zapewnienia nie mają jednak wartości parapsychologicznej, co zresztą dalej się okaże.
Ponieważ Adlmaier zabrania jakiegokolwiek przedruku „nawet fragmentów”, ograniczam się tutaj jedynie do skrótowych wzmiankek o jego rzekomo naukowo interesujących przypadkach.
Zainteresowany czytelnik może sam sięgnąć po jego broszurę „Spojrzenie w przyszłość”.


Pierwsze przykłady jasnowidzenia

Znawcy literatury o jasnowidzach nie znajdą tu nic zupełnie nowego.
Każdy prawdziwy jasnowidz ma na swoim koncie historie podobne do następujących.

  • Kobieta, której skradziono osiem tysięcy marek, zwróciła się do Irlmeiera.
    Opisał złodzieja tak dokładnie, że mogła go rozpoznać.
    Zastosowała się do jego rady — by wprost oskarżyć mężczyznę o kradzież — i w rezultacie odzyskała wszystkie pieniądze.

  • Amerykanin odwiedził jasnowidza; Irlmeier powiedział mu, że w jego domu w USA siedzi ktoś, kto chce go pozbawić majątku, a jego żona wkrótce umrze.
    Po powrocie do Ameryki mężczyzna przysłał list z podziękowaniem — wszystko miało się dokładnie sprawdzić.

  • Innemu, zupełnie obcemu człowiekowi Irlmeier powiedział: „Masz siedmioro dzieci”.
    Ten zaprzeczył, twierdząc, że ma tylko czworo — dwoje zmarło.
    Wtedy Irlmeier przypomniał mu o wcześniejszej przedwczesnej ciąży pierwszej żony, o której nikt już nie mówił.

  • Pewien berlińczyk wybierał się do Austrii, by odwiedzić grób żony.
    Irlmeier przepowiedział mu, że będzie miał kłopoty na granicy, ale zostanie przepuszczony dokładnie o czwartej dwanaście.
    I rzeczywiście — potwierdzono później tę godzinę.

  • Przewidział też uzdrowienie ciężko chorej kobiety, której lekarze nie dawali już nadziei — co, jak sam autor przyznaje, nie jest rzadkim przypadkiem wśród jasnowidzów.


Warto jednak wspomnieć o szczególnym wydarzeniu związanym z pomocą policji:
Irlmeier miał powiedzieć o pewnym zamordowanym, już pochowanym człowieku, że „ma w brzuchu srebrną płytkę”.
Zadziwiająco — to niezwykłe stwierdzenie zostało później urzędowo potwierdzone.


Granice zdolności

Sukcesy takie jak te zyskałyby znaczenie naukowe tylko wtedy, gdyby równie uczciwie przedstawiano także niepowodzenia.
Jasnowidzenie nie jest zdolnością działającą stale ani na zawołanie.

Ciekawy przykład:
Irlmeierowi skradziono opony z jego samochodu.
Zgłosił sprawę na posterunku policji — był bardzo poruszony.
Funkcjonariusz (z którym sam rozmawiałem) zapytał słusznie: „Skoro pan jest jasnowidzem, to przecież wie pan, gdzie są te opony?”.
Ale Irlmeier nie wiedział.

Policjanci udali się na miejsce kradzieży — po deszczu ziemia jeszcze nie wyschła, więc można było prześledzić ślady.
Trop doprowadził do miejsca, gdzie rzeczywiście znajdowały się opony.
Tym razem policja dedukowała lepiej, niż jasnowidz potrafił „widzieć”.

Dalsze przykłady i wątpliwe przypadki

Dziennikarz Kendall Foss, który opisał sprawę Irlmeiera w gazecie Neue Zeitung (nr 106, rok 1950), przytacza dwa przykłady, które są bardzo pouczające – zwłaszcza jeśli chodzi o to, jak wiele otoczki i teatralności towarzyszy rzekomemu jasnowidzeniu.

Pierwszy przypadek:
Karczmarz, zwany „Kronenwirtem”, dał swojej żonie 150 marek na nowe firanki.
Kobieta włożyła pieniądze do kieszeni fartucha, po czym zaczęła robić pranie.
Fartuch trafił do balii, a wraz z nim – pieniądze.
Kiedy się zorientowała, gotówka zniknęła.
Podejrzenie padło na służącą, która wkrótce potem wyjechała do Szwecji, lecz stanowczo zaprzeczyła kradzieży.
Dopiero wtedy zwrócono się do Irlmeiera.
Ten „obrzucił wzrokiem” ziemię i powiedział:

„Tych pieniędzy już nie ma w Niemczech.”

Dziesięć dni później kobieta przypomniała sobie, że na chwilę odłożyła pieniądze do szuflady — i tam je odnalazła.

Drugi przypadek:
Funkcjonariusz policji kryminalnej ze Stuttgartu prowadził śledztwo w sprawie morderstwa.
Podejrzenie padło na dwie kobiety, z czego starsza wydawała się bardziej winna.
Policjant niepostrzeżenie zrobił jej zdjęcie podczas pogrzebu ofiary i pojechał z fotografią do Freilassing.
Irlmeier długo wpatrywał się w zdjęcie, po czym powiedział:

„To ona to zrobiła… ale mogła też ta druga.”

Wskazał najpierw starszą, potem młodszą kobietę.
Śledczy wrócił więc utwierdzony w swoim pierwotnym przekonaniu – aż do chwili, gdy rzeczywistego mordercę znaleziono w Trewirze.


Pomoc w śledztwie ze Stuttgartu

Również doktor C. Adlmaier wspomina o innym przypadku, który miał miejsce w Stuttgarcie.
Irlmeierowi pokazano dwa zdjęcia — jedno z nich przedstawiało kondukt pogrzebowy zamordowanej kobiety, w którym uczestniczyło wielu mieszkańców.
W pewnym momencie Irlmeier wskazał na jednego z mężczyzn na fotografii i powiedział (tu w tłumaczeniu na język literacki):

„To on to zrobił. On ją zamordował. Ukradł jej biżuterię — pierścionek i aparat fotograficzny.
Ale mogliście to już dawno odkryć – macie przecież w domu pismo, w którym to jest zapisane.
Dał jednej kobiecie coś z tych skradzionych rzeczy – idźcie do niej, a wtedy go złapiecie.”

Po sprawdzeniu akt faktycznie odnaleziono list, w którym pewna kobieta była podejrzewana o posiadanie wartościowego pierścionka.
Okazało się, że był to pierścionek należący do zamordowanej, a ofiarował go właśnie wskazany mężczyzna.
Po jego zatrzymaniu przyznał się do winy.
Brał on zresztą udział w pogrzebie ofiary — i to właśnie tam Irlmeier rozpoznał go na zdjęciu.

Autor dodaje w nawiasie pytanie:

„Czy te dwa przypadki (z Fossa i z Adlmaiera) dotyczą może tej samej sprawy?”


Wojenne przepowiednie Irlmeiera

Jednak główne zainteresowanie budzą nie prywatne wizje jasnowidza, lecz jego przepowiednie wojenne — zwłaszcza te o trzech kolumnach wojsk, które mają przemaszerować przez Niemcy.
Według interpretacji wielu ludzi, chodziło o trzy potężne kolumny armii sowieckiej, które miałyby dokonać inwazji z kierunku wschodniego.

Autor zaznacza, że sam już latem 1946 roku (czyli trzy lata przed Irlmeierem) słyszał o podobnym planie.
Relacjonował mu go pewien muzyk, który występował w Berlinie przed oficerami radzieckimi.
Ci – jak wspomina – z wielką pewnością siebie opowiadali o planowanym ataku trzech armii, mających przynieść Związkowi Radzieckiemu zwycięstwo i zajęcie zachodnich Niemiec aż po Ruhrę.
Kritzinger dodaje, że nie musiało to być żadne „ujawnienie tajemnic wojskowych w stanie upojenia”, gdyż taki plan odpowiadał rzeczywiście radzieckiej strategii zdobycia zachodnich regionów przemysłowych.


Irlmeier a jego poprzednicy

Jednak — zauważa autor — znacznie wcześniej (bo już około roku 1800) o południowej z tych trzech kolumn wspominał tzw. „leśny prorok”, znany pod imieniem Mühlhiasl (Matthäus Lang) lub też Stormberger.
Według jego wizji południowa kolumna wojsk miała wyruszyć z Lasu Bawarskiego, kierować się przez Norymbergę i iść dalej na północny zachód — ku Nadrenii.

Nowością u Irlmeiera jest natomiast szczegół dotyczący kwatery głównej Sowietów.
Miał on powiedzieć:

„Tam jest kościół, w którym ołtarz nie jest zwrócony na wschód, tylko na północ.”

Według doniesień agencji AP, opis ten pasował do miejscowości Grafenwöhr, co wzbudziło wśród mieszkańców duże poruszenie i niepokój.


Od Nostradamusa do współczesności

Mühlhiasl nie był jednak pierwszym, który o tym pisał.
Jego przepowiednie miały z kolei swojego słynnego poprzednika – francuskiego wizjonera Nostradamusa (1503–1566).
Ten, zdaniem autora, odnosił się do środkowej kolumny wojsk w swoim czterowierszu (Centuria V, 94), w którym mowa jest o ataku na Kolonię (Köln):

Translatera en la grand Germanie,
Brabant & Flandres, Gand, Bruges & Bologne;
La trahison feinte, le grand duc d’Armenie
Assaillira Vienne & la Cologne.

W tłumaczeniu dosłownym:

„Przeniesienie do Wielkich Niemiec obejmie Brabancję i Flandrię, Gandawę, Bruggi i Bolonię;
Zdradziecki traktat; wielki książę Armenii napadnie na Wiedeń i Kolonię.”

Kritzinger komentuje:

  • W pierwszym wersie pojawia się określenie „grand Germanie” („Wielkie Niemcy”), które Nostradamus użył tylko jeszcze raz w innej centurii.

  • „Zdradziecki traktat” autor interpretuje jako pakt Ribbentrop–Mołotow z 1939 roku.

  • Stalin, urodzony w Gori w Gruzji, był z pochodzenia Kaukazczykiem, więc Nostradamus mógł go metaforycznie nazwać „księciem Armenii”.

  • „Wiedeń” został już przez niego „opanowany”, a „Kolonia” – rozumiana jako zachodnia część Niemiec – również pozostawała pod wpływem Sowietów.
    Autor pyta więc retorycznie:

„Czy Stalin ‘skoczy’ także na Kolonię nad Renem?”


Wskazówki czasowe i symbole

W większości proroctw wskazuje się na czas zimowy jako moment rozpoczęcia działań wojennych. Mają one przebiegać bardzo szybko, gdyż zostanie użyta nowa broń – „czarne skrzynki”. Irlmeier określał początek bardziej precyzyjnie, mówiąc, że wojna zacznie się po zamordowaniu trzeciego wysoko postawionego człowieka.
Dwóch pierwszych to Gandhi i hrabia Bernadotte.
Trzeci – według Irlmeiera – nie będzie Stalinem, bo to właśnie on miał dowodzić atakiem.

Mühlhiasl mówił o tym, że czas wojny będzie tak krótki, iż „wystarczy jeden bochenek chleba na całą kampanię”.
W innym, starym wierszu – który, jak twierdzi Adlmaier, znajduje się w posiadaniu pewnej rodziny z Pasawy od ponad stu lat – mówi się, że „jedna świeca da dość światła na ten czas”, a jednocześnie:

„Trujący oddech wydobywa się z ciemności trzciny,
czarna zaraza, najstraszliwsza rzeź ludzi.”

Autor dodaje komentarz:

„Kto nie pomyślałby tu o Hiroszimie i Nagasaki?”


Katastrofa Rzymu i „ucieczka Najwyższego”

W zgodzie z przepowiedniami św. Jana Bosko i innych proroków, w tym samym wierszu pojawia się motyw klęski Rzymu:

„Rzym rąbie jak bydło szeregi kapłanów,
nie oszczędza nawet starców o srebrnych włosach.
Po trupach musi uciekać Najwyższy,
ścigany z miejsca na miejsce.”


Katastrofa na „wielkiej wyspie”

Irlmeier miał również wizję:

„Z kierunku wschodniego nadlatuje samolot i zrzuca coś do wielkiej wody…
następuje trzęsienie ziemi, a wielka wyspa zapada się do połowy.”

Mówił też o wielkim mieście z żelazną wieżą, które płonie w ogniu – co wielu interpretowało jako obraz Paryża.


Przepowiednie rosyjskie

Irlmeier twierdził ponadto, że żaden z trzech rosyjskich wojskowych pochodu nie wróci do domu, co – jak pisze autor – ma potwierdzenie w starej rosyjskiej przepowiedni znanej w armii.
Usłyszał ją od Polaka.
Według niej „wahadło wielkiego zegara świata” wykonuje trzy ruchy:

  1. pierwszy – z zachodu na wschód (ofensywa Hitlera na ZSRR),

  2. drugi – z powrotem na zachód (sowiecka kontrofensywa aż po Odrę i Nysę),

  3. trzeci – nieudany odwrót Sowietów z Europy Środkowej.

Amerykańska prasa ilustrowała to później mapami pokazującymi nieprzekraczalne strefy radioaktywne na wschodzie obecnej Rosji europejskiej.


Wnioski końcowe

Ten przegląd materiałów dotyczących Irlmeiera pokazuje, że i w jego przypadku proroctwo, telepatia i kombinacja logiczna są nierozerwalnie ze sobą splecione.
To właśnie stanowi istotę wszelkiej „przepowiedni”.

Autor konkluduje:

„W kwestii, czy istnieje rzeczywiste przewidywanie przyszłości, sam fakt wielu fałszywych proroctw i oszustw nie dowodzi, że jest to niemożliwe.
Przeciwnie – wystarczyłby choć jeden autentyczny przypadek czystej, prawdziwej wizji przyszłości, by wykazać, że jest ona możliwa,
i by obalić wszystkie światopoglądy, które ją z góry uznają za niemożliwą.”

Na zakończenie cytuje z książki Carla Brensei’a „Über den Irrtum” (O błędzie), Berlin 1941:

„Już jeden jedyny przypadek autentycznego przewidzenia przyszłości wystarczyłby, by obalić wszystkie światopoglądy,
które z góry uznają to za niemożliwe.”

źródło: „HELLSEHER IRLMEIER UND SEINE VORLÄUFER” von Prof. Dr. H. H. Kritzinger; Neue Wissenschaft. Zeitschrift Fur Parapsychologie / Zeitschrift fur kritischen Okkultismus – Januarheft 1951 Nr. 4- Jahrgang 1950/1951.


komentarz do artykułu:

W historii Europy XX wieku niewiele było postaci, które budziły tak silne emocje, jak bawarski jasnowidz Alois Irlmeier.
Zwykły studniarz i radiesteta z Chiemgau stał się po II wojnie światowej legendą – dla jednych prorokiem, dla innych zręcznym wizjonerem czasu niepokoju. Jego przepowiednie o wojnie, katastrofach i „trzech kolumnach wojsk ze wschodu” rozchodziły się po Niemczech niczym ogień po suchym polu. W świecie zranionym przez wojnę, głód i niepewność jutra, ludzie szukali znaków i obietnic, które dawałyby sens temu, co nadchodzi. Właśnie w tym kontekście pojawił się głos profesora H. H. Kritzinger’a – naukowca, który zamiast kpić, postanowił zrozumieć.

Jego tekst „Jasnowidz Irlmeier i jego poprzednicy” to próba chłodnej analizy zjawiska, które wymyka się prostym kategoriom. Kritzinger nie był zwolennikiem spirytualizmu, ale też nie należał do ślepych sceptyków. Jako badacz z pogranicza psychologii i parapsychologii widział w takich przypadkach nie tyle cud, ile wyzwanie dla nauki i logiki. Zadał sobie pytanie, które pozostaje aktualne do dziś: czy człowiek naprawdę może widzieć przyszłość – choćby przez ułamek sekundy, choćby raz?
A jeśli tak, co to mówi o naturze czasu i świadomości?

Autor odwiedził rodzinne strony Irlmeiera, rozmawiał z jego żoną, sąsiadami i policjantami, słuchał relacji tych, którzy widzieli jego sukcesy i porażki. Zamiast ślepego kultu proroka otrzymujemy obraz człowieka – prostego, czasem trafnego w swoich wizjach, częściej jednak niepewnego, omylnego i zagubionego w tym, co sam postrzegał. Kritzinger ukazuje, że „dar widzenia” nie działa na życzenie, nie daje się włączyć jak lampa, i że nawet największy wizjoner może nie dostrzec własnych skradzionych opon. Jednocześnie pokazuje, że wokół Irlmeiera gromadziły się echa wcześniejszych przepowiedni – od Nostradamusa po Mühlhiasla – jakby cała Europa od wieków śniła ten sam sen o nadchodzącej wojnie.

Dla autora ważniejsze od sensacji jest jednak pytanie o granice ludzkiego poznania.
Czy przepowiednie są tylko odbiciem zbiorowej podświadomości? Czy też czasami, w wyjątkowych chwilach, człowiek rzeczywiście „dotyka przyszłości”? Kritzinger nie daje ostatecznej odpowiedzi – lecz jego postawa pełna jest intelektualnej uczciwości i pokory wobec tajemnicy. W tym właśnie tkwi siła jego tekstu: w gotowości, by badać nawet to, co wymyka się rozumowi.

Jego refleksja, choć powstała ponad siedemdziesiąt lat temu, brzmi dziś zaskakująco aktualnie. Bo mimo postępu nauki i technologii, wciąż dręczy nas to samo pytanie: czy przypadek, wizja lub przeczucie mogą naprawdę zmienić bieg historii? Kritzinger odpowiada ostrożnie – że wystarczyłby jeden prawdziwy przypadek, by zachwiać całym naszym obrazem świata. I dlatego warto czytać ten tekst nie tylko jako dokument epoki, lecz także jako zaproszenie do refleksji nad granicami ludzkiego poznania.