(Dream Light Experiences)
Relacja autorstwa Jessie M. Buckton z Piquetberg,
Unia Południowej Afryki
Załączam opis snu opowiedzianego mi całkiem niedawno przez moją siostrzenicę. W rzeczywistości śniła go około dwa lata temu. Doświadczyła ona jednego lub dwóch drobnych przeżyć natury psychicznej, jednak stroni od spirytualizmu i przeczytała bardzo niewiele książek na ten temat, choć z treści jej snu mogłoby się wydawać, że zna nauki z nim związane.
Poza tym snem opowiadała mi również o jednym lub dwóch innych, w których zdawało się, że przechodziła ze snu w stan pełnej świadomości, będąc świadoma tego, że znajduje się poza swoim ciałem i oddzielona od niego. Powracając, widziała – jak to określa – swoje „małe, ciemne ciało” siedzące wyprostowane w łóżku i musiała niejako ponownie „wejść w sen”, aby do niego wrócić. Za każdym razem po przebudzeniu odkrywała, że rzeczywiście siedzi wyprostowana w łóżku.
Dwa z tych doświadczeń są szczególnie interesujące. Pewnego razu droczyła się z mężem, aby wybrał imię dla nadchodzącego dziecka na wypadek, gdyby miała urodzić się dziewczynka – ona sama wybrała już imię dla chłopca. Mąż powiedział, że zastanowi się nad tym podczas wieczornej przejażdżki samochodem z ojcem i poda jej imię po powrocie. Następnie oboje wyszli, a ona położyła się spać i wkrótce znalazła się w stanie świadomości poza ciałem. Siedziała tuż obok męża w samochodzie i usłyszała, jak mówi on do ojca, że wybrał imię „Naomi” – imię, o którym żadne z nich wcześniej nie myślało. Zdumienie męża było ogromne, gdy po powrocie oznajmiła mu, że zna imię, które wybrał.
CUDOWNY OGRÓD
Innym razem znalazła się w pięknym budynku wychodzącym na wspaniały ogród pełen kwiatów (zatrzymała się nawet podczas spaceru, by narysować patykiem na drodze fasadę budynku – tak wyraźny był ten obraz w jej pamięci). Ktoś powiedział jej we śnie, że powinna wracać, ponieważ jej dziecko wkrótce się obudzi. Zapytała, czy może skrócić drogę, przechodząc przez ogród, aby zaoszczędzić czas. Przeszła więc przez wonne powietrze – a ostatnią rzeczą, jaką była świadoma przed powrotem do swojego „małego, ciemnego ciała”, był zapach fiołków.
Zawsze czuje się dziwnie i nerwowo po takich przebudzeniach, dlatego obudziła męża, aby mieć towarzystwo. On natychmiast zawołał:
„Jaki cudowny zapach fiołków! Skąd on pochodzi?”
W domu, ogrodzie ani w okolicy nie było żadnych fiołków.
Pewnego razu śniła także, że po jakimś potężnym kataklizmie, którego natury nie znała, znalazła się wraz z innymi w bezpiecznym miejscu i usłyszała, jak jej matka mówi do niej:
„To jest koniec tamtego życia – teraz jesteśmy w następnym świecie.”
Rozejrzała się i zobaczyła swoje dzieci bawiące się w pięknym ogrodzie. Następnie zaczęła się zastanawiać, gdzie jest jej mąż, i natychmiast znalazł się przy niej. Odkryła, że każda osoba, o której pomyślała i której pragnęła, pojawiała się przy niej w ten sposób – także jej dzieci. Kiedy ich potrzebowała, były przy niej. Nie mogła jednak do nich pójść. Ogród był ich światem i nie mogła do niego wejść, podobnie jak żaden z dorosłych, którzy byli z nią. Powiedziano jej, że może mieć dzieci przy sobie, kiedy tylko zechce, lecz opieka nad nimi nie była już jej zadaniem.
Zapytałam ją, w jaki sposób otrzymywała informacje – czy widziała swoich pomocników. Odpowiedziała, że nie, lecz za każdym razem, gdy zadawała pytanie w sobie samej, pojawiała się odpowiedź w postaci wewnętrznego prowadzenia.
Po pewnym czasie, w trakcie snu, zaczęła odczuwać, że również dla niej musi istnieć jakaś praca. Natychmiast pojawiła się odpowiedź, że tak właśnie jest – że istnieją duchy uwięzione w więzieniach, którym można pomóc, i że ona może to zrobić, jeśli zechce opuścić jaśniejszą sferę i przez pewien czas nie widywać swoich dzieci. Zgodziła się, a jej mąż otrzymał pozwolenie, by jej towarzyszyć.
Zaczęli schodzić coraz niżej, w coraz ciemniejsze rejony, aż dotarli do lochów, gdzie mężczyźni i kobiety byli skuci i związani, pogrążeni w straszliwym cierpieniu. Gdy stała tam, zastanawiając się, co może zrobić, wewnętrzny głos powiedział jej, aby po prostu była wśród nich i czyniła to, co może, by przynieść ulgę – podać trochę wody i tym podobne, zależnie od potrzeb.
Opisywała tę służbę jako dziwną, pozornie bierną – jakby najważniejsze było obserwowanie własnych reakcji. Tylko wtedy, gdy przezwyciężała uczucie odrazy, gdy jej charakter się doskonalił i była zdolna ich pokochać, mogła naprawdę pomagać.
WIĘZY NIE SĄ PRAWDZIWE
Wkrótce odkryła, że nie istniały żadne rzeczywiste więzy trzymające tych ludzi – lecz oni o tym nie wiedzieli i nie chcieli w to uwierzyć, podobnie jak w istnienie wyższych duchowych sfer, do których mogliby dążyć. Stopniowo jednak obecność pomocników – a było ich wielu – przekonywała ich i jeden po drugim zostawali uwolnieni oraz prowadzeni ku górze, aż w końcu pozostał tylko jeden mężczyzna, na którego nikt nie potrafił wpłynąć.
Zapytano ją, czy chce teraz wrócić, czy też zostanie, by pomóc jemu. Nigdy nie mówiono jej, co ma robić – wszystko zależało wyłącznie od jej woli. Nigdy też nie doradzano jej, by kogokolwiek karcić czy pouczać. Rozumiała natomiast, że powinna próbować widzieć ich takimi, jakimi naprawdę byli, niezależnie od pozorów, kochać ich i pragnąć im pomóc. Wiedziała też, że to Światło Wielkiej Prawdy, które ją prowadzi, dokona ich wyzwolenia.
Poczuła, że nie może pozostawić tego człowieka w jego cierpieniu, i zdecydowała się zostać. Z czasem, gdy zrozumiał, że cała jego nienawiść, furia i próby wyrządzenia jej krzywdy nie mogą jej dosięgnąć, uspokoił się, a wkrótce zasnął. Kiedy się obudził, był odmieniony i skruszony. Zapytał ją, co skłoniło ją do pozostania i udzielenia mu pomocy. Wówczas zabrała go ze sobą do wyższych sfer.
źródło: Dream Light Experiences; Light on Spiritualism and Psychical Research, december 27, 1934.