Cena, którą płacimy

„Przesłanie do neurotycznego świata”
Recenzja autorstwa H. F. Prevost Battersby

Nazwisko dr. Francisa Volgyesiego znane jest każdej klinice w Europie, w której bada się schorzenie nękające cywilizację Zachodu. Należy on do grupy badaczy, którzy podążając za Charlesem Laufenauerem, uznają stale narastającą neurozę za najpoważniejsze zagrożenie dla światowej dominacji człowieka białej rasy.

Blisko 20 000 „pacjentów nerwowych” przeszło przez jego prywatny gabinet, a celem niniejszego tomu* było „wyodrębnienie i skondensowanie z ogromnego materiału, jakim dysponuję, tego niewielkiego zakresu, jaki mogę przekazać w granicach tak krótkiego dzieła”. Może wydawać się to niewiele, lecz treść jest niezwykle wyrazista.

„Umiarkowany stopień neurozy” – pisze – „opanował już całą ludzkość. Jednak w swojej poważniejszej formie zaczyna przybierać charakter powszechnej choroby wyniszczającej.”

W procesie przystosowywania się do rosnących wymagań współczesnego życia najbardziej obciążony został układ nerwowy. „Żaden inny organ nie był zmuszony dotrzymywać kroku ewolucji w takim tempie… Neurozy są więc bezpośrednią konsekwencją i naturalnym następstwem ewolucji duchowej opartej na prawach natury.”

A zatem siły wewnętrzne ukryte w naszych nerwach są w istocie najświętszym dziedzictwem współczesnego człowieka. „Nasi przodkowie przetrwali, podczas gdy słabi ginęli w milionach; narody, rasy i imperia znikały z kart historii, ponieważ odwieczne prawo ewolucji nadwerężało ich układ nerwowy aż do punktu załamania.”

Kultura i cywilizacja są zatem przyczyną neurozy. Autor podkreśla: „Odwracaniem przyczyny i skutku jest twierdzenie, że cierpienia wywołane przez wielką wojnę były źródłem tej straszliwej choroby europejskiego ducha… To nie wojna wywołała ogólne zaburzenia nerwowe, lecz odwrotnie… Wielka wojna była wybuchem chorobliwej nerwowości narodów Europy, która rozwinęła się w zbiorowe szaleństwo.”

Wszystkie choroby – zauważa – składają się z dwóch części: organicznej i psychicznej; każda choroba atakuje nie tylko narządy peryferyjne, ale pozostawia też niezatarty ślad na „narządach duszy”, czyli mózgowym układzie nerwowym, który „ze swymi czternastoma miliardami komórek nerwowych stanowi obszar tak ogromny i tak ważny dla badań naukowych, że potrzeba pracy całych pokoleń, aby nadrobić to, co dotąd zaniedbano”.

„Neurozy” – kontynuuje – „przybierają formę epidemii. Powodują więcej cierpień i zniszczeń niż najgwałtowniejsze epidemie dawnych czasów. Nerwowość jest rakiem ludzkiej duszy, zgubą ludzkiego szczęścia… Oczywiste jest, że wszystko zależy od naszych nerwów. Problem ludzkiego istnienia jest nierozerwalnie związany z harmonią dusz… Jeśli więc chcemy osiągnąć pokój – w naszych duszach lub w duszy świata – musimy prowadzić wojnę z chorobliwą nerwowością.”

Jednym z najbardziej uderzających dowodów rosnącej chorobliwości jest popularność samobójstw.
W Budapeszcie, przy populacji dorosłych około 300 000 osób, w ciągu trzech lat odnotowano 24 000 samobójstw lub prób samobójczych. W Stanach Zjednoczonych, gdzie co dwudziesta druga osoba wymaga leczenia psychiatrycznego, rocznie popełnia się 150 000 samobójstw.

„Ratowanie” samobójców – zauważa autor – nie może zaczynać się od wyciągania ich z wody, lecz od przebudowy mentalności obecnego pokolenia i stworzenia zupełnie innych fundamentów dla wychowania przyszłych pokoleń.

A w jakim kierunku powinny zajść zmiany?

„Psychologia” – pisze – „oparta na naukach przyrodniczych dopiero niedawno zaczęła wychodzić z rozdroży religijnej kontemplacji i badań eksperymentalnych… Ale jedno jest oczywiste nawet dla dzisiejszego laika: że nowoczesny hipnotyzm i sugestia stanowią podstawę i oś całej psychologii. Bez ich pomocy nie sposób dziś wyobrazić sobie normalnej psychologii, psychopatologii ani psychoterapii.”

Jednak podkreśla, że nerwowość jest zarówno zaletą, jak i wadą – niejeden człowiek zawdzięcza największe sukcesy swojego życia wewnętrznemu niepokojowi lub nawet poważnej chorobie nerwowej.

„Każda wartościowa jednostka obdarzona nadwrażliwym układem nerwowym jest napięta. Nerwowość jest jednym z nieuniknionych dodatków do bogactwa duchowego.”

Lombroso tłumaczył dużą liczbę schorzeń nerwowych u Żydów jako konsekwencję ich sukcesów intelektualnych i materialnych.

Dlatego autor napomina: „Człowieku ‘nerwowy’, gdy narzekasz na swoje cierpienie, pamiętaj, że płacisz jedynie prawowity podatek za swoje dziedzictwo – wielki duchowy skarb rozwiniętego układu nerwowego.”

Podstawowe źródła problemu

Takie jest pełne nadziei przesłanie autora, choć może „pełne nadziei” to słowo zbyt radosne, gdyż za podstawowe źródła naszych trudności uznaje on:

1. Współczesny człowiek nerwowy nie potrafi, nie próbuje ani nie chce dostosować się do wymogów życia i zdrowego rozsądku.
2. Dusza współczesnego człowieka została od dzieciństwa skażona nienawiścią, zamiast być wychowywana w miłości i cierpliwości.
3. Poza wiedzą techniczną współczesny człowiek Zachodu jest boleśnie niedouczony, niewykształcony i nieuświadomiony w dziedzinie prawdziwej kultury i samodyscypliny.

Ze względu na brak miejsca należy zupełnie pominąć logicznie wywiedziony, treściowy środek książki, pełen głębokiej wiedzy medycznej i żarliwego humanizmu – tak bogaty i złożony, że wymyka się wszelkim próbom streszczenia.

Jednak to jeden z późniejszych rozdziałów ma dla spirytystów bezpośredniejszy wydźwięk, gdyż dr Volgyesi, zrozpaczony zachodnim niepokojem, zwraca się ku wyrafinowanemu spokojowi Wschodu. „Na Zachodzie praktycznie nie ma człowieka, który nie byłby potencjalnie nerwowy. Wśród mieszkańców Wschodu natomiast prawie niemożliwe jest znalezienie kogokolwiek nerwowego w europejskim znaczeniu tego słowa.”

„To fakt niezwykle uderzający – mówi autor – że kult istoty ludzkiej duszy, jej dyscyplina i leczenie, które osiągnęły tak wysoki stopień rozwoju na Wschodzie, pozostawały obce Zachodowi przez tysiące lat.”

Interesowano się mitologią i baśniami Wschodu, lecz osobliwy i mistyczny kult duszy nie zakorzenił się u nas.
Deussen, po trzydziestu pięciu latach studiowania starożytnych doktryn filozoficznych, oświadczył, że Weda i jej komentarze zawierają najgłębsze perły ludzkiej myśli oraz filozofię bardziej oświeconą niż jakakolwiek, jaką stworzyła Europa.

I być może prawdą jest uwaga Mahatmy Arkai, że „Europejczycy wiele się od nas nauczyli, ale niewielu nauczyło się od nas jak myśleć”, a także jego stwierdzenie, że dusza Europejczyka jest niezdolna poddać się indyjskiej mentalności i pojąć istotę indyjskich nauk.

Mimo to dr Volgyesi wskazuje, że to ku Wschodowi powinniśmy się zwrócić po lekarstwo na nasze choroby.

Zauważa bowiem, że psychologiczne problemy, które dopiero zaczynamy badać, od tysięcy lat zostały uporządkowane w Radża-jodze, „która zawiera fakty psychologiczne i psychiatryczne o tak sensacyjnym znaczeniu, iż daleko przewyższają wszystko, co Zachód wie w tym zakresie”; uważa nawet, że nie przesadą jest twierdzić, iż pod względem wiedzy i stosowania hipnotyzmu, będącego podstawą całej psychoterapii, Wschód wyprzedził Zachód o co najmniej trzy tysiące lat.

Przypomina, że Zachód dopiero zaczyna dostrzegać to, co Mahatmovie wiedzieli od tysiącleci – „że technika oddychania jest najodpowiedniejszym mechanizmem lub środkiem, dzięki któremu ludzka świadomość może przeniknąć do świata podświadomych odruchów”. Wierzy też, że nawet zachodni umysł, nastawiony na precyzję, nie może dłużej ignorować nauki Wschodu, iż oddech jest prawdziwą tajemnicą, która w znacznym stopniu wpływa na całe nasze życie.

Niezależnie od wartości duchowych, wskazuje również na praktyczny wymiar zastosowania duchowego arsenału Wschodu przez Zachód, skoro Wschód wyposażył się już w nasze techniczne środki.
Wkrótce biały człowiek zrozumie ogrom mocy zawartych w kulturze duchowej Wschodu. Co stanie się, jeśli Wschód przejmie broń cywilizacji europejskiej i zwróci ją przeciwko białemu człowiekowi?… W tych warunkach konieczne jest, aby człowiek Zachodu – w zamian za własną cywilizację – pozyskał, za wszelką cenę, wartości kulturowe i wiedzę psychologiczną, które są najskuteczniejszą bronią Wschodu w walce z nerwami.”

Czyż nie stary Hindenburg powiedział: „Wojna zawsze należy do tych, którzy mają lepsze nerwy”?

Jednak nie wolno sądzić, że możemy po prostu sięgnąć po technikę, aby uleczyć nasze neurozy.
Metody i praktyki jogi stanowią skomplikowany system obejmujący całokształt psychologiczny człowieka i – co najważniejsze – opierają się na uznaniu istnienia duszy, bytu niemal nieobecnego w naszej praktyce medycznej.

Metafizyka jogi opiera się na przeciwstawieniu czystej, indywidualnej duszy pierwotnej naturze, a jej nauka uznaje za nienormalnego każdego człowieka, który nie dostrzegł choćby przebłysku życia swojej duszy ani nie rozpoznał braków wynikających z jej poprzednich wcieleń.

Z tego dr Volgyesi doskonale zdaje sobie sprawę, lecz mimo to spogląda ku Wschodowi, oczekując, że słońce sprawiedliwości i prawego myślenia przyniesie nowy dzień naszej neurotycznej anarchii.

Do czasu jego nadejścia udziela takiej rady tym, którzy złamani i zagubieni zeszli z drogi:
„Hipnotyzm jest jedynym reflektorem w życiu, który oświetla mroczną drogę u naszych stóp. Jedynie hipnotyzm może dać nam środki do pokonania chorobliwej nerwowości oraz siłę, by walczyć z całym światem zewnętrznym o nasze szczęście.”
I pamiętajmy – spośród tysięcy osób, które przyszły do niego po pomoc, zaledwie dziesięć nazwał ludźmi szczęśliwymi.


Uzdrowienie duchowe

Pan W. S. Hendry z Londynu wygłosił wykład na temat „Uzdrowienia duchowego” w Edinburgh Psychic College w piątek zeszłego tygodnia (8 marca). Chrystus nauczał – powiedział – że Królestwo Niebieskie jest pośród nas, w najgłębszym centrum świadomości. Ewangelia Chrystusa była w istocie ewangelią uzdrowienia, a towarzyszące jej dzieła były naturalną konsekwencją. To, co wydarzyło się w starożytnej Galilei, może wydarzyć się i dziś. Kościoły dokonały cudów w budowaniu świątyń, lecz niewiele, jeśli chodzi o spełnienie polecenia Mistrza, by „uzdrawiać chorych”.
Uzdrowienie duchowe zaczyna się w duchu, a dopiero jego wypływ uzdrawia ciało. Współczesne życie jest tak stresujące, że do sprostania sytuacji potrzeba duchownych, lekarzy i wszystkich ludzi dobrej woli. Publiczność była liczna. Przewodniczył dr Barker.

źródło: THE PRICE WE PAY – “A MESSAGE TO THE NEUROTIC WORLD”;  Light on Spiritualism and Psychical Research, March 14, 1935.